Powrót rannych na front po wyleczeniu na tyłach.
Powrót rannych na front po wyleczeniu na tyłach.
Witem wszystkich Użytkowników forum, jako że po raz pierwszy zabieram tu głos.
Ale przechodząc do rzeczy... żołnierz zostaje ranny i jest ewakuowany do szpitala na tyły. Czy dobrze rozumuję, że jest skreślany z ewidencji pododdziału w którym służył jako „strata” i ta informacja jest przekazywana do pododdziału zapasowego tejże jednostki. Adam Płomieńczyk w wydawnictwie Armia Austro-Węgierska, Warszawa 1916 na str. 115 (punkt Los chorych i rannych) będącym de facto skrótem i tłumaczeniem publikacji Hugo Schmida Heerwesen. 2. Teil. Österreich-Ungarn. umieszcza pochodzący z tej ostatniej schemat, z którego wynika. że tylko ta część lekko rannych, która została z dywizyjnej stacji lekko rannych (Leichtverwundeten Station) odesłana do domu maruderów (Feld Marodenhaus) po wyleczeniu wracała z powrotem do swoich pododdziałów. Ale o tym, co się działo z tymi, którzy trafili do szpitali na tyły niestety nic nie pisze...
Wydaje mi się, że zakład sanitarny przekazywał informację do pododdziału zapasowego, że ma na stanie „ich” żołnierza. Pododdział zapasowy przekazywał dalej tę informację do komendy uzupełnień (Ergänzungsbezirkskommando), a ta z kolei do gminy w celu powiadomienia rodziny. I w tym miejscu zaczynam mieć duże wątpliwości jak to było dalej... Czy ranny ze szpitala zawsze był odsyłany wprost (względnie poprzez jakiś zakład bądź zakłady dla rekonwalescentów) do swego pododdziału zapasowego, a potem wraz z wystawianą przez niego marszówką (np. Marschkompanie, Marschschwadron) wyruszał na front? Czy jednak trafiał do jakiegoś punku zbornego, w którym mógł otrzymać przydział do zupełnie innej jednostki niż ta, w której pierwotnie służył? I czy w takim przypadku musiano skierować go do takiej jednostki, której znał język pułkowy. Zastanawiam się też, czy ośrodki dla ozdrowieńców nie pełniły też roli takich punktów zbornych.
Zapraszam do dyskusji...
Ale przechodząc do rzeczy... żołnierz zostaje ranny i jest ewakuowany do szpitala na tyły. Czy dobrze rozumuję, że jest skreślany z ewidencji pododdziału w którym służył jako „strata” i ta informacja jest przekazywana do pododdziału zapasowego tejże jednostki. Adam Płomieńczyk w wydawnictwie Armia Austro-Węgierska, Warszawa 1916 na str. 115 (punkt Los chorych i rannych) będącym de facto skrótem i tłumaczeniem publikacji Hugo Schmida Heerwesen. 2. Teil. Österreich-Ungarn. umieszcza pochodzący z tej ostatniej schemat, z którego wynika. że tylko ta część lekko rannych, która została z dywizyjnej stacji lekko rannych (Leichtverwundeten Station) odesłana do domu maruderów (Feld Marodenhaus) po wyleczeniu wracała z powrotem do swoich pododdziałów. Ale o tym, co się działo z tymi, którzy trafili do szpitali na tyły niestety nic nie pisze...
Wydaje mi się, że zakład sanitarny przekazywał informację do pododdziału zapasowego, że ma na stanie „ich” żołnierza. Pododdział zapasowy przekazywał dalej tę informację do komendy uzupełnień (Ergänzungsbezirkskommando), a ta z kolei do gminy w celu powiadomienia rodziny. I w tym miejscu zaczynam mieć duże wątpliwości jak to było dalej... Czy ranny ze szpitala zawsze był odsyłany wprost (względnie poprzez jakiś zakład bądź zakłady dla rekonwalescentów) do swego pododdziału zapasowego, a potem wraz z wystawianą przez niego marszówką (np. Marschkompanie, Marschschwadron) wyruszał na front? Czy jednak trafiał do jakiegoś punku zbornego, w którym mógł otrzymać przydział do zupełnie innej jednostki niż ta, w której pierwotnie służył? I czy w takim przypadku musiano skierować go do takiej jednostki, której znał język pułkowy. Zastanawiam się też, czy ośrodki dla ozdrowieńców nie pełniły też roli takich punktów zbornych.
Zapraszam do dyskusji...
Re: Powrót rannych na front po wyleczeniu na tyłach.
Ciekawy, konkretny temat.
Re: Powrót rannych na front po wyleczeniu na tyłach.
Mam pod ręką biogramy kilkudziesięciu Polaków, którzy służyli w jednostkach górskich c.k. Landwehry. Wielu z nich odniosło rany i z opisów ich losów wyłania się następujący obraz. Po leczeniu szpitalnym, a czasem także pobycie w jakimś domu rekonwalescentów, trafiali na przynajmniej miesiąc do kadry (ośrodk zapasowego). Czasem krótko służyli w nim jako instruktorzy. Ponieważ wspomniani oficerowie byli na ogół subalternami, szkolili pluton (najwyżej kompanię) i wyruszali na czele tego pododdziału na front. Często jednak żołnierze w na tym etapie byli przydzielani (lub przenoszeni - to nie to samo) do innych jednostek. W taki sposób zdolni i rokujący oficerowie zwykłych pułków landwehry trafiali do elitarnych jednostek górskich. Jak to dokładnie działało - nie wiem. Jeden z przebadanych oficerów stwierdził, ze został przeniesiony do pułku górskiego, bo było w nim zapotrzebowanie na polskich oficerów...
— Sicher jest sicher, powiedział Mannlicher i zrobił szperklapę.
— Ursi, Ursich.
— Ursi, Ursich.
Re: Powrót rannych na front po wyleczeniu na tyłach.
Sztuka jest sztuka. Gdy jeden pułk miał nadprodukcję w danej turze uzupełnień lub wręcz nie potrzebował uzupełnień, to albo tura była opuszczana, lub też - co było znacznie częstsze - kontyngentem obdzielano potrzebujących.
Poniżej z mojej książki in spe.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Re: Powrót rannych na front po wyleczeniu na tyłach.
Tabelka pokazuje sytuację mniej typową, bo przesunięcie niektórych kompanii marszowych wiązało się w tym wypadku z przeorganizowaniem piechoty i utworzeniem dodatkowych pułków (np. 113.IR z baonów 13. i 20.IR, IR.120 z baonów 1. i 100.IR). W tym wypadku też miało miejsce obdzielanie potrzebujących, z tym że potrzeba wynikła z przeformowania piechoty.
Z kolei w wypadku przekazania formacji marszowej potrzebującym za danym żołnierzem długo potrafiła się ciągnąć przynależność do jednostki macierzystej. Często na listach strat byli wg niej wykazywani, chociaż czasem już przez kilka miesięcy byli w szeregach innego oddziału.
Niekoniecznie. Czasem powstawały dodatkowe bataliony (nawet w batalionach strzelców), a gdy tych było za dużo - potrafiły rozpocząć krótki zwykle żywot "pułki rezerwowe" - z tym samym numerem, co macierzysty. Czyli np. cztery pierwsze baony były w pułku o numerze X, a kolejne kilka - w pułku rezerwowym o numerze X.
Z kolei w wypadku przekazania formacji marszowej potrzebującym za danym żołnierzem długo potrafiła się ciągnąć przynależność do jednostki macierzystej. Często na listach strat byli wg niej wykazywani, chociaż czasem już przez kilka miesięcy byli w szeregach innego oddziału.
Є в Києві злота брама, На тій брамі синьо-жовта фана!
Re: Powrót rannych na front po wyleczeniu na tyłach.
"Pułki rezerwowe" albo kombinowane - jak kombinowany pułk strzelców grupy Stoger-Steinera, mający w swym składzie dwubatalionowy batalion strzelców. Jeszcze inna sytuacja to pułk (przypadek IR 100 wiosną 1916 r.), który po uzupełnieniu strat nie opuścił tury, lecz "trzymał" przy sobie batalion marszowy - tak właśnie nazywany, bez numeru - z kompaniami o numerach 17-20. Po wystąpieniu strat (ofensywa Brusiłowa) nadliczbowe kompanie uzupełniły straty a marszówkę rozwiązano.
Przykład z książki tak jak napisał Trotta, mało reprezentatywny, aczkolwiek sama tendencja rzeczywiście tak wyglądała. Przy czym obdzielenie kontyngentem mogło zależeć także od tego, jakie formacje odgórnie wskazano jako "adresatów" formacji marszowych. Tak było w połowie 1916 r., kiedy szereg pułków piechoty wspólnych i Landwery dostał ogólny rozdzielnik sformowania uzupełnień dla oddziałów ckm dla pułków i batalionów landsturmu.
Przykład z książki tak jak napisał Trotta, mało reprezentatywny, aczkolwiek sama tendencja rzeczywiście tak wyglądała. Przy czym obdzielenie kontyngentem mogło zależeć także od tego, jakie formacje odgórnie wskazano jako "adresatów" formacji marszowych. Tak było w połowie 1916 r., kiedy szereg pułków piechoty wspólnych i Landwery dostał ogólny rozdzielnik sformowania uzupełnień dla oddziałów ckm dla pułków i batalionów landsturmu.
Re: Powrót rannych na front po wyleczeniu na tyłach.
Zgoda, "pod ręką" miałem tabelkę z 1918, zatem i po reformie piechoty i po tworzeniu dwubatalionowych batalionów strzelców i pułków rezerwowych oraz piątych, szóstych i siódmych batalionów w pułkach piechoty czy też pułków piechoty, które tworzyły z kolei pułki kombinowane (mój ukochany miał jeden batalion o wysokim numerze c. i k., jeden c. k., jeden k. w. i ostatni b. h.), tak jak do połowy 1916 (przełomu 1916/1917) bywało nagminnie.
Wówczas także zakazano tworzyć Brygady Marszowe, które dotychczas - w razie potrzeby - działały w polu jako oddzielne jednostki taktyczne.
Sprawa z oddziałem macierzystym (ewidencyjnym) sama w sobie nadaje się na potężny artykuł.
Wówczas także zakazano tworzyć Brygady Marszowe, które dotychczas - w razie potrzeby - działały w polu jako oddzielne jednostki taktyczne.
Sprawa z oddziałem macierzystym (ewidencyjnym) sama w sobie nadaje się na potężny artykuł.
Re: Powrót rannych na front po wyleczeniu na tyłach.
Zaprawdę powiadam Ci, jeśli napiszesz, to ku wielkiej radości tu zgromadzonymSprawa z oddziałem macierzystym (ewidencyjnym) sama w sobie nadaje się na potężny artykuł.
Re: Powrót rannych na front po wyleczeniu na tyłach.
Dwójkarz odszedł był, zatem szanse są... pracuje się nad tym wszystkim, po 20 latach przerwy.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: MarekZ i 2 gości