Sven Hedin w Małastowie

I wojna światowa (1914–1918)
KG
Posty: 649
Rejestracja: 19 maja 2018, 16:16

Sven Hedin w Małastowie

Post autor: KG » 02 sie 2021, 11:56

https://images92.fotosik.pl/526/06cd17ebaeff5cc7med.jpg
(„Sport&Salon”, 10.07.1915)

Sven Hedin, słynny szwedzki geograf i podróżnik, który między innymi odkrył i nazwał Transhimalaje, w czasie wojny, z konieczności zarzuciwszy wielkie ekspedycje, ruszył w ślad za wojskami niemieckimi (i austro-węgierskimi), czego efektem była m.in. książka Nach Osten!, wydana w Lipsku w 1916 roku.
Opis kilkunastu godzin spędzonych w Małastowie jest jedną z wielu jego barwnych relacji i pewno bym o nim zapomniał, gdyby nie to, że dotyczy bliskiej mi okolicy. Gdy więc pewnego ranka przy przeglądaniu niezbyt świeżej prasy, a dokładniej „Grazer Volksblatt” z 12 września 1915 roku, natknąłem się na wzmiankę o spotkaniu z nim w Małastowie, sięgnąłem ponownie po Nach Osten!.
Artykuł zamieszczony w grackiej gazecie ma tytuł „Als Armeereserve in Westgalizien. Aus dem Kriegstagebuch von Hans Pratscher”. Autor artykułu, wówczas porucznik rezerwy w 3. pułku Landwehry z Grazu, jak większość frontowych oficerów niższego szczebla nie był zawodowym żołnierzem. Sądząc jednak z relacji zamieszczanych w prasie, lubił tę wojnę. Bez wzajemności.
  • W 1914 roku miał 35 lat, był nauczycielem śpiewu w szkole w Grazu, członkiem chóru i nauczycielskiego kwartetu. Już w pierwszych miesiącach walk zachorował na cholerę i na front wrócił na początku kwietnia 1915 roku. Po opisywanym w „Grazer Tagblatt” przemarszu przez Beskid Niski trafił na front nad Prutem, gdzie wkrótce podczas walk w rejonie Widynowa (niedaleko Śniatynia) został ranny w udo. Nogi nie stracił tylko dlatego, że odłamek trafił w duży scyzoryk, który miał w kieszeni. „W moim prawym udzie jest teraz ponad sto obcych ciał, pochodzących albo z eksplozji pocisku albo ręcznego granatu”, pisał z Karolinen Klinik w Klausenburgu, nie wiedząc jeszcze, że to odpryski masy perłowej scyzoryka. Do szpitala trafił po trzydniowej podróży furmanką i samochodem ciężarowym. Potem znalazł się w szpitalu w Grazu. Tym razem przewieziono go koleją, z przerwą spowodowaną zderzeniem pociągów. Podsumował wówczas wojenne losy swojego kwartetu nauczycielskiego z Grazu – jeden ranny, drugi chory, trzeci w niewoli, a czwarty zabity…
    W sierpniu 1917 roku na froncie rumuńskim w walkach pod Oleşeşti – Țifești
    został ranny w prawą dłoń, przedramię i ramię oraz w prawe udo i podudzie. Leczony był w szpitalu w Bukareszcie, a potem w Wiedniu. Po kilku miesiącach wrócił do służby. Prawdopodobnie wtedy został skierowany na zaplecze frontu w Rumunii. Korzystając z posiadanych możliwości, zorganizował wówczas pomoc żywnościową dla Grazu.
    W listopadzie 1916 roku awansowano go na stopień kapitana rezerwy. Podczas wojny był odznaczony Krzyżem Zasługi Wojskowej 3. klasy z dekoracją wojenną, a także brązowym i dwukrotnie srebrnym medalem Signum Laudis, wszystkie z mieczami. Po jej zakończeniu wrócił do Grazu, ożenił się i nadal pracował w szkole, w 1949 roku, jako zasłużony dyrektor szkoły i autor licznych podręczników, świętując 50. lecie pracy pedagogicznej.
Sven Hedin, który w kwietniu 1915 roku przebywał na terenie zajmowanym przez Armee-Süd - w rejonie Zwinina i Ostrego - na początku maja ruszył (a zapewne wysłali go więcej wiedzący o sytuacji na froncie) na zachód.
3 maja wyjechał z Użgorodu, następnego dnia był w Koszycach, gdzie spotkał się z dowódcą 3. armii generałem Svetozarem Boroeviciem von Bojna, od którego dowiedział się o przełamaniu pod Gorlicami „po najstraszliwszym przygotowaniu artyleryjskim, jakiego dotychczas historia wojen nie znała” i zrolowaniu frontu od Wisły po Karpaty. Wieczorem wyruszył pociągiem w kierunku Nowego Sącza. Na lorach umieszczono dwa samochody, którymi 5 maja rano jego grupa wyjechała z Piwnicznej do Gorlic.
„Z Gorlic skierowaliśmy się na południowy wschód przez dolinę Sękowej, gdzie obejrzeliśmy opuszczone rosyjskie okopy, wygodnie urządzone, z ławkami, krzesłami i małymi, prostymi stołami; na podłokietnikach pomiędzy otworami strzelniczymi stały w szeregach, a czasem też osobno, cynkowe skrzynki z amunicją piechoty. Wzgórze dokładnie naprzeciw, po południowo zachodniej stronie rzeki, które zajmowali Austriacy, było usiane pociskami. Kościół w Sękowej był uszkodzony. Z polowego lazaretu został wyniesiony na noszach zmarły. Wieś Ropica Ruska [obecnie Ropica Górna] była opuszczona, obejścia gospodarskie puste. Sprzęty domowe, ławki, kanapy, szafy, krzesła, łóżka zostały wyrzucone na drogi i leżały między połamanymi wozami i saniami. (…) osiągnęliśmy na koniec wieś Małastów, co nam polecał szczególnie generał Boroević. Telefonicznie został też poinstruowany kapitan, by oczekiwał nas z końmi i ułanami. Zamiarem było wyjechanie konno na wzgórze 757 [Dziamera], skąd musiał być doskonały widok na walki, które właśnie toczyły się na wschodzie. Zrobiliśmy postój w Przegoninie, gdzie miał swoje dowództwo szef austro-węgierskiego korpusu armijnego, FML. Martiny.
[X korpus, Hugo Martiny, później Generaloberst, od sierpnia 1917 roku z tytułem „von Malastow”, https://www.archivinformationssystem.at ... 0&SQNZNR=1 ]
Na drogach i zboczach w Małastowie tętniło życie, jakiego prawie nigdzie nie widziałem. Na łące przed wsią przy swoich karabinach ustawionych w kozły odpoczywał … pułk Landwehry z Grazu; blisko za nim kolejne dwa pułki. Akurat wydano kawę i wino; do tego ludzie jedli część swojego suchego prowiantu. Rozmawiano, żartowano, śmiano się; przebyte właśnie trudy były już tylko miłym wspomnieniem. Ale przy telefonie trzymano straż, gdyż w każdej chwili oczekiwano rozkazu, by ruszyć do nowych walk z Rosjanami.
To byli ludzie ze Styrii, należeli do korpusu, który wywalczył sobie miano „żelaznego”. Pułkownik [dowodził wówczas ppłk Gustav Fasser, później jednogwiazdkowy generał, który kilka tygodni wcześniej zastąpił chorego płk. Franza Seidlera] i kilku oficerów przyjęli nas przyjaźnie; razem z nimi zrobiliśmy rundę wśród żołnierzy i z wieloma gawędziliśmy. Nie podobało im się, że muszą teraz spokojnie leżeć, palili się do dalszego marszu.”

Ostatnie dni nie były dla pułku szczególnie intensywne. Hans Pratscher podaje, iż 28 kwietnia tuż po północy oddział skończył „z okopową jednostajnością” i ruszył z karpackiej miejscowości Vernuska, którą chyba można utożsamiać z osadą Végrosztoka (Roztoky) na południe od Ożennej, do wsi Kiskurima (Kurimka) i dalej bezdrożami do wsi Hazslin (Hažlin) i Bártfaújfalu (Bardejovská Nová Ves), gdzie z obawy przed atakami rosyjskich samolotów (!) dzień spędzono w cieniu wielkiego sadu, a wieczorem żołnierze przeszli do Bad Bartfeld (Bártfafürdő / Bardejovské Kúpele), co wszyscy przyjęli z zadowoleniem – nocleg w kurorcie, po raz pierwszy od długiego czasu pokoje i wygodne łóżka z materacami (to zapewne dla oficerów) w opuszczonym w popłochu przez mieszkańców i oszczędzonym przez wojska rosyjskie uzdrowisku. Przed pawilonem muzycznym zorganizowano nawet koncert kwartetu chorążych.
29 kwietnia po południu nastąpił wymarsz do Tapolytarnó (Tarnov) i dalej przez Kuró (Kurov) do Czigelki (Cigeľka), gdzie żołnierze dotarli następnego dnia i spędzili we wsi trzy spokojne dni, między innymi urządzając 1 maja święto majowego drzewka z nagrodami dla wspinaczy o wartości 10, 5 i 3 koron.
3 maja pułk wizytował dowódca armii gen. Boroević, wygłaszając płomienną przemowę. Skądinąd wiadomo, że 2 maja obserwował początek walk w rejonie Magury Małastowskiej, a jak już wcześniej wspomniałem, 4 maja przyjął Svena Hedina w Koszycach.
3 maja o 22.30 oddział wyszedł w kierunku Wysowej i Hańczowej i o godzinie 11 dotarł do Uścia Ruskiego (obecnie Gorlickie), gdzie po południu żołnierze dowiedzieli się o sukcesie pod Gorlicami. 4 maja poszli przez Oderne na Przełęcz Małastowską (604), a stamtąd drogą do Małastowa, gdzie znaleźli się około południa. Po drodze napotykali ślady dopiero co zakończonych walk – świeże groby, gdzieś przed Małastowem (całkiem możliwe, że na przełęczy) ustrojony jedliną cmentarz żołnierski, który wywarł na nich duże wrażenie.
Po odpoczynku w Małastowie, 6 maja po południu ruszyli forsownym marszem przez Świątkową do Ożennej, a więc drogą przez Bartne i przełęcz Majdan, mijając ruiny domów i ludzi błagających o wsparcie. W Ożennej nastąpiła nagła zmiana rozkazów – 7 maja rano pułk został skierowany przez całkowicie zniszczony Zborów do Bardejowa, gdzie gromadnie powitali ich mieszkańcy. Po drodze żołnierze minęli Kastelik – miejsce wielkich strat poniesionych przez pułk przed kilkoma tygodniami. W ten sposób jednostka zakończyła swój udział w przełamaniu pod Gorlicami, po czym została przerzucona w rejon ciężkich walk nad Prutem.
  • Ze względu na nieprecyzyjne datowanie, relację uzupełniłem o informacje podane w pierwszym tomie historii pułkowej (Hermann Strohschneider, Das Schützenregiment Graz Nr. 3 und der steirische Landsturm im Weltkrieg 1914–1918, Graz 1931).
Tak Hans Pratscher wspomina spotkanie z Hedinem w Małastowie:
„Tutaj, na górującym cmentarzu, przy okazji pochówku dwóch poległych odbyło się interesujące spotkanie ze Svenem Hedinem, którego teraz poznałem także jako wybornego rysownika pejzaży. Z wyjątkową uprzejmością wdał się ze mną rozmowę, w trakcie której szczególnie podkreślał dobrą prezencję naszych żołnierzy i pogodne usposobienie ludzi. Styryjczycy muszą być szczęśliwymi, dobrymi ludźmi, kimś więcej niż niezawodnymi na wojnie żołnierzami. Widać to po ich szczerych twarzach i oczach błyszczących entuzjazmem. Tak brzmiał osąd, który wydał Sven Hedin o naszych żołnierzach. Wielki uczony i badacz złożył jeszcze wizytę dowódcy pułku, podpułkownikowi Fasserowi i pożegnał się w bardzo serdeczny sposób.”

Ów pogrzeb szczegółowo opisał Sven Hedin.
„W pobliżu na wzgórzu położona była kapliczka z cmentarzem [w oryginale: kleine Kapelle mit einem Kirchhof]. Wiele krzyży było na nim nowych, a między nimi jeden na grobie wczoraj pochowanego majora. Czterech żołnierzy kopie nowy grób. Kilku chłopów przyniosło na noszach martwego żołnierza austriackiego; trafiony kulą w czoło. Położyli swe brzemię na brzegu grobu i powędrowali na powrót w dolinę i w górę na przeciwległy stok. Tam zatrzymali się między świerkami i znów położyli na nosze poległego bohatera.
W tym czasie grób został pogłębiony. Potem przyszli z powrotem tragarze ze swoim nowym ciężarem. Ten żołnierz miał postrzał w tułów. Głowa pozostała więc nieuszkodzona, a jego blade, piękne oblicze przedstawiało regularne, spokojne rysy. Poległy leżał na schodzącym w dolinę polu, gdzie niezliczone postacie wojowników zalegały jak szaroniebieska mgła na wiosennej, zielonej łące. (…) Gdy grób był wystarczająco głęboki, obaj towarzysze broni zostali pochowani obok siebie. W pełni sił swego wieku legli tu, śmiercią złączeni, po tym, gdy razem zginęli pod świerkami. Na przód wystąpił wojskowy duchowny i odmówił piękną modlitwę za zmarłych:
Kyrie eleison! Christe eleison! Kyrie eleison!– Et ne nos inducas in tentationem! Sed libera nos a malo. Requiem aeternam dona illis, Domine, et lux perpetua luceat illis! Domine exaudi orationem meam. Et clamor meus ad te veniat. Dominus vobiscum, et cum spiritu tuo. – Animae eorum et animae omnium fidelium defunctorum per misericordiam Dei requiescant in pace. Amen."
  • I tutaj me wołanie do osób zorientowanych. Czy modlitwa w tej formie i zestawieniu jest poprawna / praktykowana?
"Potem podeszli wszyscy obecni żołnierze, w liczbie około stu, by oddać ostatni honor swoim towarzyszom. (…) Na koniec przyszli grabarze ze swoimi łopatami. Raz za razem znikały blade oblicza pod ciężką ziemią i wkrótce nie było widać nawet rąbka szaroniebieskiego munduru. Urósł kopiec, a na małym, drewnianym krzyżu wypisane zostało ostatnie pożegnanie.”

Wspomniany zabity major to z całą pewnością Jakob Piterka z czeskiego 28. pułku Landwehry z Pisku. Okoliczności jego śmierci opisuje Tomasz Woźny w artykule Zapomniane skrzydło bitwy gorlickiej: działania ck X korpusu pod Małastowem, Ropicą Ruską i Bartnem opublikowanym w wydawnictwie Materiały z konferencji naukowej Znaki Pamięci VI. Ziemia Gorlicka w ogniu Wielkiej Wojny (Gorlice 2014) - „tymczasem lewe skrzydło 28. PPL, wskutek obrania błędnego kierunku zalegające na otwartym i płaskim terenie, znalazło się pod niszczącym, flankowym ostrzałem z rosyjskich pozycji na stokach Kornuty. Poległ dowódca II baonu, mjr Jakob Piterka.”
https://images91.fotosik.pl/525/805b68a95dfd837emed.jpg
(„Das interessante Blatt”, 1.07.1915)

Ostatecznie leży on z dala od swoich podkomendnych, na głównym cmentarzu poległych w walkach w tej okolicy – na Postroniu w Sękowej (nr 80), w dodatku przypisano mu przynależność do praskiego 28. pułku armii wspólnej.
Z krakowskich akt Oddziału Grobów Wojennych wiadomo jednak, że wcześniej był pochowany w Małastowie, na miejscowym cmentarzu (Ortsfriedhof), a więc też nie ze swoimi żołnierzami, pogrzebanymi prowizorycznie w Ropicy Ruskiej, na polach, których właścicielami byli Fecko Smarz, Katharina Drzymala, Peter Tenerowicz, Josef Dylak, Andreas Krywa i Alois Walewski. Można przypuszczać, że podobnie jak przy powtórnym pochówku majora Piterki, chodziło o miejsce wyróżniające się, więc zwłoki po potyczce przewieziono do Małastowa. Czy był to jednak łemkowski cmentarz położony na stoku Ostrego Działu, powyżej obecnego nowego cmentarza?
https://images90.fotosik.pl/525/032aabd33aaa8228med.jpg
A może jednak słowo „Kirchhof” to w tym przypadku także dziedziniec kościelny, niegdyś (ale nie tak znowu dawno) tożsamy z cmentarzem? Cerkiew pw. św. Kosmy i Damiana w Małastowie raczej trudno określić jako „kleine Kapelle”. Jest dość obszerna, wybudowana w roku 1805 według reguł józefińskich, murowana, co w końcu nie było typowe w owym czasie dla tego rejonu. Jest położona na pagórku, przy czym ze względu na układ drogowy, nie rzuca się to w oczy.
https://images90.fotosik.pl/525/453bbb5728261699med.jpg
Również określenie pierwotnego miejsca pochówku majora Jakoba Piterki jako Ortsfriedhof nie wyklucza, iż ekshumowano go z cmentarza przykościelnego, gdzie 100 lat temu były przecież groby długoletniego (1857-1903) grecko-katolickiego parocha małastowskiego Josyfa Mencinskiego i jego żony Antoniny z Krynickich.
https://images89.fotosik.pl/525/39c2573c56c9d83bmed.jpg
Potem przybył jeszcze jeden pomnik – księdza Omelana Mencinskiego, również tutejszego parocha, zamordowanego w 1926 roku.
https://www.apokryfruski.org/kultura/le ... /malastow/
Z akt Oddziału Grobów Wojennych wynika, że na położony na stoku Kornuty (po drugiej stronie Małastówki) cmentarz wojenny nr 65 przeniesiono zwłoki czterech żołnierzy pochowanych „bei der Kirche”, natomiast nie ma wzmianek o ekshumacjach na miejscowym cmentarzu. Jednym z tych pochowanych obok cerkwi był rosyjski żołnierz Dymitr Truszko, drugim – nieznany żołnierz austro-węgierski. We wspólnym grobie „bei der Kirche” spoczywali też dwaj kolejni żołnierze austro-węgierscy – szer. Salomon Struczalin i bezimienny. Nic nie wiadomo o dacie ich śmierci i jednostkach, w których służyli. Wskutek remontu przeprowadzonego w roku 2003 nie tylko bez wystarczającego rozeznania, ale i bez poszanowania zabytku, nagrobna tabliczka tych żołnierzy zamiast w lewym górnym rogu dolnego tarasu została umieszczona na nagrobku po stronie prawej.
https://images92.fotosik.pl/526/97f50727eeb8ecb9med.jpg
Zwracam uwagę na te szczegóły, bo Sven Hedin opisuje pogrzeb dwóch żołnierzy pochowanych we wspólnym grobie. Można więc przypuszczać, że byli to Salomon Struczalin i nieznany z imienia i nazwiska. Drugi z pochowany w obecności Svena Hedina miał na imię Alex, co wiadomo z cytowanego w książce listu znalezionego w kieszeni zabitego.
List, napisany przez matkę, wysłany został z Hirschbergu 14 listopada 1914. Z jego treści wynika, że Hirschberg jest gdzieś w rejonie Reichenberg (Liberec), a więc zapewne to Hirschberg am See, teraz Doksy, wypoczynkowa miejscowość niezbyt odległa od Liberca.
https://oldthing.de/Hirschberg-am-See-D ... #gallery-1
Na pomiętej kartce papieru to co zwykle – problemy ze spóźniającą się korespondencją, pytanie o przybliżone miejsce pobytu, o ciepłą bieliznę i pogodę, wiara w przeznaczenie i opiekę boską. Między informacją o sprzedaży konia i kupnie nowego, a pytaniem o pogodę wtrącona niespodzianie fraza: „od poniedziałku mamy już u nas uchodźców, wielu Żydów. To nieszczęsny lud.”

Wkrótce po pogrzebie nadszedł posłaniec z wiadomością, iż oficerowie czekają z obiadem. Stołem była brama położona na prostych kozłach, a ławą deska na skrzynkach amunicyjnych.
„Jedzenie podano wprost z kuchni polowej, przy której stali żołnierze w długiej kolejce. Zupa z ryżem i wołowiną, do tego wątrobiana potrawka i czerwone wino. Także żołnierze dostali wino, bez różnicy.” W czasie posiłku słuchano opowieści dziarskich żołnierzy, specjalnie w tym celu przywołanych do oficerskiego stołu, a potem, pijąc kawę, styryjskich piosenek ludowych śpiewanych w towarzystwie harmonii - „raz tęsknych i nostalgicznych, raz wesołych i z jodłowaniem.”
Dalej Sven Hedin pisze:
„Gdy zaszło słońce, pożegnaliśmy się z szaroniebieskim oddziałem, wskoczyliśmy do samochodów i pojechaliśmy wyboistą drogą do bocznej doliny, która prowadziła do Przegoniny. Tam zostaliśmy przywitani przez austriackich i węgierskich oficerów i skierowani do naszej kwatery, chłopskiej chaty na skraju wsi. Właściciel, sześćdziesięcioletni Rusin Ulean Skarpan, był w domu sam wraz z żoną i córką. Musieli zadowolić się strychem, podczas gdy izba mieszkalna, która była jednocześnie kuchnią, została posprzątana dla nas. Na kuchennym piecu płonął ogienek. Wyposażenie domu składało się z przyściennych ław, dużego stołu, kilku oleodruków ze świętymi, zegara i regału z talerzami, miskami i dzbankami. Okno prawdopodobnie nie było nigdy otwierane, ale teraz wpadło chłodne, wieczorne powietrze. Stary Ulean Skarpan zapewniał, że pcheł jest wprawdzie dość dużo, ale nie ma pluskiew, wszy i karaluchów. Rozścielona została na ziemi świeża, czysta słoma, a szofer przyszykował nasze miejsce odpoczynku.
Było jeszcze za wcześnie, żeby iść „do łóżka”. Powędrowaliśmy więc z powrotem do wsi i siedliśmy przy wesoło migoczącym ognisku żołnierskiego biwaku. Rusiński żołnierz grał na harmonii i śpiewał ludowe piosenki. Kolacja została wydana w mesie oficerskiej, gdzie siedliśmy w trzydziestu ośmiu w dużym namiocie do trzech stołów i zjedliśmy zwykłe, żołnierskie jedzenie prosto z kuchni polowej, najlepsze co można dostać. Gdy wróciliśmy do naszej chaty, na piecu płonęła lampa, w której świetle wczołgaliśmy się na posłania.
Następnego ranka, po 6., poruszyło się coś w pokoju. To stał stary Ulean Skarpan i rozpalał ogień w piecu.
https://images92.fotosik.pl/526/55d6ca66c5a2fda7med.jpg
(Sven Hedin, Nach Osten!, str. 253,)
Wsunął suche polana pod żelazny dzbanek z wodą na herbatę, podczas gdy zawsze przezorny kapitan Weiser podał jajka na twardo, chleb i ciasto. Nasza chata była na brzegu rowu drogi, którą całą noc ciągnęły nieprzerwanie oddziały i tabory (…) Potem nadeszły wolnym tempem pokryte pyłem szwadrony i dalej wielkie stada wołów, cętkowanych i brązowych, i wielkich, jasnoszarych wołów z węgierskich stepów z potężnymi, białawymi rogami, nadciągających uroczyście i dostojnie, niczym egipskie zwierzęta ofiarne do świątyni.”
https://images92.fotosik.pl/526/db6fc5296e8e6155med.jpg
Sven Hedin, Nach Osten!, str. 254, podpis: austro-węgierskie kolumny taborowe w marszu (po prawej narożnik chaty Uleana Skarpana).

Kim mógł być gospodarz szwedzkiego podróżnika, Ulean Skarpan z Przegoniny?
W okolicy dość rozpowszechnione było nazwisko Szkyrpan (Шкырпaнъ, Szkirpan).
Na tablicach koło krzyża thalehofskiego w Czarnem można znaleźć informację, iż mieszkańcy Małastowa Onufry i Paweł Szkyrpan oraz Antoni Szkyrpan z Pętnej byli osadzeni w styryjskim obozie. Dymitr i Mikołaj Szkyrpan z Małastowa przyczynili się do budowy prawosławnej cerkwi pw. św. Dymitra z Salonik w Przegoninie (ks. Roman Dubec, Z dziejów parafii prawosławnych na Łemkowszczyźnie w okresie międzywojennym, Gorlice 2011).
https://images92.fotosik.pl/526/4e90ae8bcc5d043cmed.jpg
Cerkiew prawosławna na drugim planie.

W aktach Oddziału Grobów Wojennych odnotowano, iż zwłoki na cmentarz w Przegoninie (nr 69) ekshumowano z pól Onufrego, Wasyla, Iliana/Ilii Skirpanów, natomiast na wspominany już w tym tekście cmentarz w Małastowie (nr 65) - z pól Onufrego Skarpana i Ewy Szkarpan. Grunty pod cmentarze wojenne przekazali Ewa Szkirpan z Małastowa i Maria Szkirpan z Przegoniny, o czym można dowiedzieć się z wykazu darczyńców, zamieszczonego w Die westgalizischen Heldengräber aus den Jahren des Weltkrieges 1914-1915 Rudolfa Brocha i Hansa Hauptmanna.
Na cmentarzu w Małastowie jest też nietypowy dla tej okolicy nagrobek Tekli Szkyrpan (zm.1890),
https://images91.fotosik.pl/525/26bfc1ff01dbe14cmed.jpg
Tam też grób z tym nazwiskiem blisko 100 lat późniejszy.
Natomiast na cmentarzu w Bodakach (Przegoninie) zachował się w dobrym stanie kamienny krzyż z uszkodzoną niedawno figurą Chrystusa, stojący na grobie Juliana Szkyrpana (Юльянъ Шкырпaнъ). Nagrobek, rzecz jasna, opisany jest w Inwentaryzacji cmentarzy łemkowskich na terenie gminy Sękowa, t.II, (Gorlice 2008), pracy ks. mitrata Romana Dubeca i Adama Janczego.
https://images92.fotosik.pl/526/7bc17248aeeb6158med.jpg
Julian Szkyrpan zmarł 25 grudnia 1930 roku w wieku 75 lat, a więc w 1915 roku miał lat 60.
Całkiem prawdopodobne, że to ów „sześćdziesięcioletni Rusin Ulean Skarpan” opisany i sportretowany przez Svena Hedina.
https://images89.fotosik.pl/526/15240512eefd9214med.jpg
(Sven Hedin, Nach Osten!, str. 252)

Byłby to szczególny zbieg okoliczności, że akurat temu gospodarzowi wystawiono (fundacja żony Justyny z 1939 roku) okazały pomnik z trwałego materiału, który w tej tak doświadczonej przez historię okolicy przetrwał nie zniszczony przez ludzi i nie wypłukany przez deszcz.
Swoją drogą jest to krzyż tego samego, dość popularnego typu, jak na grobie Emila Obereignera na cmentarzu wojennym nr 59 Przysłup.
viewtopic.php?f=54&t=117

Awatar użytkownika
Trotta
Posty: 1228
Rejestracja: 18 maja 2018, 15:19
Lokalizacja: Lublin/dawniej Kraków

Re: Sven Hedin w Małastowie

Post autor: Trotta » 02 sie 2021, 22:51

Zerkam na sporządzone w lutym 1916 r. szkice miejsc pochówku żołnierzy LIR.28 z wiedeńskiego KA.
Jeden z nich jest nawet opisany jako "Szkic grobu majora Jakuba Piterki, który został pochowany 3 maja na miejscowym cmentarzu w Małastowie" (tłumaczenie moje, opis w niemieckim). Niestety na szkicu... brak wrysowanego grobu, albo skan, mimo koloru, nie oddaje owego zaznaczenia. Cmentarz miejscowy... też nie jest zaznaczony, ale napis "Orstfriedhof" (pisownia oryginalna) znajduje się na wysokości cerkwi, tyle że po zachodniej stronie drogi. Zapewne jest to wskazanie umowne, a cmentarz miejscowy to po prostu cmentarz przycerkiewny.
Wg owych szkiców Piterka jest jedynym żołnierzem LIR.28, który był pochowany na miejscowym cmentarzu w Małastowie. Trzech spoczęło tymczasowo gdzieś na pn-wsch od cerkwi, osiemnastu w rejonie dzisiejszego cmentarza nr 66, jeden na przycerkiewnym cmentarzu w Ropicy Ruskiej, a cała reszta - jeśli dobrze liczę, sześćdziesięciu ośmiu - na stokach wzgórza 532, mniej więcej na wschód od cerkwi w Ropicy Ruskiej; szkic tu nie jest jasny i jeśli za punkt odniesienia przyjąć miejscowy cmentarz w tej wsi, to owych sześćdziesięciu ośmiu spoczywałoby gdzieś nieopodal dzisiejszego cmentarza nr 77.
Skoro poza Piterką przy cerkwi w Małastowie nie spoczął nikt z LIR. 28, pozostali wspomniani przez Hedina zapewne byli żołnierzami pułków przemyskiej 45. DPLw.
Є в Києві злота брама, На тій брамі синьо-жовта фана!

Incubus
Posty: 339
Rejestracja: 05 cze 2018, 13:05

Re: Sven Hedin w Małastowie

Post autor: Incubus » 04 sie 2021, 21:51

Kolejny fantastyczny tekst KG! Ileż w nim potencjału na kapitalny reportaż!

KG
Posty: 649
Rejestracja: 19 maja 2018, 16:16

Re: Sven Hedin w Małastowie

Post autor: KG » 07 sie 2021, 08:48

Incubusie, dziękuję za dobre słowo.
Trotto, widzę, że też za najbardziej prawdopodobne uznajesz pochowanie majora Jakoba Piterki obok cerkwi w Małastowie.

Dodać należy, że na ogół zwłoki oficerów starano się wydostać z linii frontu. W tym przypadku było to proste, gdyż natarcie (w ogólności, bo nie batalionu Piterki) było udane. A potem zabitych zwykle grzebano w wyróżniających okolicznościach. Czasem robił to także przeciwnik – tenże Sven Hedin wspomina np. o zorganizowanym przez Rosjan uroczystym pochówku pułkownika honvédu Michaela Csermáka, zmarłego 1 stycznia 1915 z ran odniesionych w Sylwestra w rejonie Przełęczy Użockiej. Bywało też zupełnie inaczej – major Tadeusz Cyga-Karpiński jest pochowany w nie wyróżniającym się grobie w Szczepanowicach.
viewtopic.php?f=54&t=1560

Kiedyś przekazałeś mi skany tych dokumentów z KA. Jeszcze raz dzięki!
Tak, 68 żołnierzy, o których piszesz, pochowanych było na południe od wzgórza Piwane – zaznaczyłem czerwonym krzyżykiem na wycinku mapy wydawnictwa Compass - pod wzgórzem 532 pomiędzy Ropicą a Pstrążnem, flankującym dolinę prowadzącą do Bartnego i przełęcz Majdan.
https://images89.fotosik.pl/527/e900551ebaa7863dmed.jpg
(cmentarny kwadracik na pn. wsch. od skrzyżowania do Bartnego – dałem przy nim znak zapytania - to pomyłka)
Link do mapy Compass: http://www.compass.home.pl/klient/!Skle ... index.html

Trochę jeszcze podrążę, oczywiście ze świadomością, że nie zmieni to obrazu historii świata. A nawet regionu.
Pod Piwanem na pewno były to pierwotne mogiły o numerach 100 i 101 na polu Petera (Piotra) Tenerowicza a zapewne też nr 185 na polu Andreasa (Andrzeja) Krywy. Może były położone w jakimś bardzo niekorzystnym miejscu, a może o ekshumacji masowych pochówków zadecydowały inne względy, np. chęć założenia w dobrze widocznym i dostępnym miejscu cmentarza wyłącznie dla żołnierzy czeskiego LIR.28, który atakował wzgórza na lewo i prawo od drogi, przy której jest teraz cmentarz.
W każdym razie z akt krakowskich wynika, że wszyscy pochowani na cmentarzu nr 67 w Ropicy Górnej (Dragaszowie) zostali przeniesieni z innych miejsc, a więc jego położenie nie jest związane z jakimkolwiek pochówkiem tuż po walkach.
Również z tej sporej mogiły (lub mogił), o której piszesz, oznaczonej na mapce w KA mniej więcej w miejscu obecnego cmentarza nr 66 zwłoki przeniesiono na cmentarz w Ropicy-Dragaszowie (67).
To były grunty Katarzyny Drzymały i Fecko Smarza, w granicach Ropicy. Natomiast na cmentarzu nr 66 pochowano 5 zidentyfikowanych żołnierzy LIR.28 pogrzebanych wcześniej na terenie Ropicy i Małastowa na działkach, których właścicielem był Emilian Męcinski, czyli wspominany w pierwszym poście paroch małastowski (cmentarz nr 66 jest tuż przy granicy obu wsi).
Dokumenty z Wiednia nie w 100% zgadzają się z krakowskimi. Pierwsze powstawały na podstawie informacji zebranych od żołnierzy frontowych i ekip grzebiących zwłoki, drugie na podstawie danych otrzymanych z jednostek (czyli w tym przypadku z LIR.28) i wyników ekshumacji. Jeśli wierzyć dokumentowi z Wiednia, to dwóch z 68 żołnierzy spod Piwanego przeniesiono na cmentarz 77 nad cerkwią w Ropicy, natomiast z 18 pochowanych w rejonie obecnego cmentarza 66 na cmentarz w Ropicy-Dragaszowie ekshumowano 13, a jednego na cmentarz nr 77 w Ropicy (o czterech nic nie wiadomo), co byłoby zupełnie nielogiczne.
W każdym razie zgodnie z aktami krakowskimi zidentyfikowani żołnierze tego pułku polegli w walkach 2 i 3 maja 1915 są pochowani na czterech pobliskich cmentarzach - nr 67 (83 ludzi), nr 66 (5), nr 69 (5) i 77 (3). No i major Jakob Piterka w Sękowej.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości