Gayczak - Pamiętnik Oberleutnanta Stanisława Marcelego Gayczaka

Publikacje książkowe
Incubus
Posty: 31
Rejestracja: 05 cze 2018, 13:05

Gayczak - Pamiętnik Oberleutnanta Stanisława Marcelego Gayczaka

Post autor: Incubus » 24 sty 2019, 19:57

Ze starego forum.

Zarzut, że ton pamiętnika płaczliwy, jest bezzasadny o tyle, o ile weźmie się pod uwagę, że autorem nie był zawodowy „trep”, dla którego jedynym przedmiotem refleksji bywa sytuacja militarna, dyslokacje, marsze, odwroty (vide „Pamiętniki” Romera, których lektura przyprawia o mdłości), ale człowiek dobrze wykształcony, którego świat był od wojska odległy o lata świetlne. Z faktu, że był oberlejtnantnem (ale nie od początku, jak sugeruje nota redakcyjna) nie musi wynikać, że był człowiekiem z żelaza, wszak nie ze służby w armii wynikała taka szarża. O istocie pamiętnika Gayczaka stanowi, że autor był człowiekiem bardzo wrażliwym i uczuciowym, a miłość do żony i dzieci przedkładał nad wszystko inne. Czy z tego można czynić zarzut? Jeśli weźmie się pod uwagę, że większość wojennych wspomnień wygląda zupełnie inaczej, to ich zwolennicy muszą być zaskoczeni tonem Gayczaka. Jedyny zarzut o tę „płaczliwość” mogę postawić w tym sensie, że te inwokacje do żony i dzieci, te wyrazy bólu i tęsknoty powtarzane są w niemal niezmienionej formie w co drugim dziennym zapisie. Może to faktycznie irytować, ale też można to w lekturze spokojnie pomijać.
A więc sytuacja dramatycznego rozłączenia z rodziną, która nie została przecież wywieziona w bezpieczne miejsce, ale została we Lwowie zajętym przez wrogą armię, już sama w sobie daje autorowi prawo to bardzo emocjonalnych wynurzeń. Następnym, równie ważnym czynnikiem nadającym kształt zapiskom autora jest graniczna z punktu widzenia psychologii sytuacja całkowitego zamknięcia w oblężonej twierdzy, z wszelkimi wynikającymi stąd konsekwencjami. Gayczak to nie hrabia Krasicki, to nie kosmopolita Reyman – nie ma znajomości, kontaktów, koligacji, dzięki którym mógłby mieć kontakt z rzeczywistością „cywilną”. Nie jest, mimo swej rangi, osobą „dobrze poinformowaną” w samej twierdzy. Nie uczestniczy w walkach na „tradycyjnym” froncie, co wiąże się przecież zawsze z jakimś urozmaiceniem, przemieszczaniem, zmianą warunków, otoczenia, a przede wszystkim jednak z kontaktem ze światem, z dopływem informacji, ze spotykaniem znajomych etc. Sytuacja zamknięcia, odizolowania w małym w gruncie rzeczy środowisku powoduje niespotykane w tamtych sytuacjach konsekwencje natury psychologicznej. I przed ich opisywaniem nie ucieka Gayczak.
W Pamiętniku sporo informacji z życia codziennego, o trudnościach w zaspokajaniu podstawowych potrzeb, niespotykanych gdzie indziej – bo któryż z oficerów-pamiętnikarzy potrafił napisać o przerabianiu majtek damskich na męskie? Mimo wojny odpowiedzialny ojciec rodziny zbiera skrzętnie pieniądze, tak potrzebne rodzinie; nic z katastroficznego utracjuszostwa wojennego (choć wątek alkoholu przewija się wciąż).
Ciekawie rysuje się też obraz relacji pomiędzy oficerami – kłótnie, spory, sądy, intrygi. Sporo o tym wspomina autor, jednak z reguły tylko półgębkiem, jakby dla zrobienia notatki dla siebie. Znalezienia się w obliczu takich zjawisk nie ułatwia mu fakt, że jest człowiekiem nader czułym, wrażliwym i introwertycznym. Wnioskować można, że jest trudny we współżyciu; sam zresztą otwarcie przyznaje w którymś momencie, że nikt go nie lubi (chodzi raczej o jakieś chwilowe problemy).
W sumie, dla mnie, dla którego nazwy Werków, Vorfeldów, Batteriestandów są drugorzędne (a i często nic niemówiące) – lektura fascynująca.

No i tradycyjnie, kilka kamyczków do ogródka redakcyjnego (hospody, pomyłuj!). Przyjęta formuła dosłownego przedruku rękopisu to przedsięwzięcie dość karkołomne; stosuje się ją raczej tam, gdzie ma to jakieś szczególne uzasadnienie i stać wydawcę na naukowe opracowanie, ze stosownym aparatem. W tym przypadku nie bardzo wiem, po co np. czytelnikowi wiedzieć, że autor pomylił w zapisie dni tygodnia i przekreślając je – poprawił.
Lektura trochę mnie z początku irytowała, zwłaszcza tam, gdzie nie skorygowano oczywistych błędów gramatycznych czy ortograficznych autora, co nie miałoby przecież wpływu na jego styl. No ale koniec końców, jakoś przywykłem i mogłem bez irytacji czytać.
Kolejna sprawa, może dla kogoś błaha, ale jednak rzetelność historyczna nade wszystko. Chodzi o pisownię historycznych nazw. W przypisie na s. 19 stoi, że Iwanogrod to obecnie Dęblin – to tak, jakby postawić wóz przed koniem, bo przecież Dęblin był Dęblinem od zawsze, a Iwanogrodem nazwali go sobie Moskale. Podobnie rzecz się ma z Leskiem/Liskiem w innym przypisie.
Na koniec cytat z notki redakcyjnej „O Autorze pamiętnika”: „Stanisław Gayczak trafił do obozu w Saratowie nad Wołgą. Przebywał tam do końca marca 1915 (…) W związku z odezwą Rządu Tymczasowego Rosji z 16 marca 1915, Polacy zostali zwolnieni (…)”. No, kurczę blade! – jak powiedziałby Mikołajek. W jednym miejscu takie dwa byki?
Proszę wybaczyć, że trochę poszturchałem Kolegów forumowych, ale trzeba być konsekwentnym, wszak prawdziwa cnota krytyk się nie boi… Mimo tych niedociągnięć – szacunek dla Autorów opracowania.

Wydawca: Urząd Miejski w Przemyślu
Redakcja: Tomasz Idzikowski
Przemyśl, b.d.w. (2014 ?)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość