Wojskowa i wojenna korespondencja braci Lejów 1913-1917

Publikacje książkowe
Incubus
Posty: 36
Rejestracja: 05 cze 2018, 13:05

Wojskowa i wojenna korespondencja braci Lejów 1913-1917

Post autor: Incubus » 24 sty 2019, 20:43

Świeżo po lekturze. I jakie wrażenia? Na pierwszy rzut wydawało się, że można powiedzieć: mieszane. No bo - ładnie wydana książeczka o... niczym. Całe szczęście, że to nieprawda. Prawdą jest natomiast, że to pisanie (w listach) "o niczym", bo inaczej nie było wolno, dotyka tego, co w ludziach najistotniejsze, najpierwotniejsze, nawet jeśli niewyrażone przez autorów listów explicité - własne, osobiste doświadczenie sytuacji granicznej, sytuacji, w której los świata, zamknięty w jednostkowym doświadczeniu wisi na włosku. W przypadku dwóch protagonistów świat ten uległ zagładzie. Świat pozostałych ocalał, choć zapewne mocno okaleczony i zdeformowany. O wojnie pisze się przeważnie wielkie słowa, nawet, jeśli są to słowa "od serca". Nawet prości ludzie w obliczu przyjęcia na siebie oficjalnej roli świadka ulegają, często podświadomie, pokusie uwznioślania, patetyzacji własnych przeżyć. Najrzetelniejszy, w zamyśle, przekaz nosi wtedy znamię autorskiej kreacji. Zdarza się to także w wojennej epistolografii - w intencjonalnie suchym, beznamiętnym relacjonowaniu faktów - jeśli taka wychodzi spod pióra ludzi o ponadprzeciętnych horyzontach. Jak zatem dotrzeć do prawdy o Wielkiej Wojnie, do sedna ludzkiego doświadczenia tej apocalipsis cum figuris? Paradoksalnie - odchodząc od wielkich syntez, od historiozofią podszytych, szlachetnych humanistycznych egzegez. Dróg poszukiwania prawdy jest tyle, ilu jej poszukiwaczy. Celem każdego jest odrzeć historię z pozłoty lub z szat, ukazać prawdę nagą. Często jednak można oszczędzić sobie fatygi i zauważyć, że prawda chadza w łachmanach, w chłopskiej siermiędze, w pozbawionym złotych galonów i gwiazdek, utytłanym w błocie, zawszonym mundurze cierpliwego piechura. Ten piechur, infanterist, nosi prawdę w swoim chlebaku, zamiast nieotrzymywanego od trzech dni chleba. Ten piechur sypia na wspaniałym łożu prawdy umoszczonym z błota, igliwia, śniegu. Prawda spływa ciężko z ołówka ledwie gramotnego piechura lub usłużnego towarzysza. To prawda tak naga, że przekracza granice bólu. Cierpliwy piechur nie skarży się, nie rozpacza, cierpliwy piechur w najprostszych słowach pisze, że jest "w polu", że nie otrzymał jeszcze płaszcza, prosi o bieliznę, o nowe onuce, albo że niczego mu nie trzeba (bo jest cierpliwy).
Prawdą Wielkiej Wojny, w której, jak proroczo pisała Konopnicka "najdzielniej biją króle, a najgęściej giną chłopy", jest prawda milionów prostych ludzi, chłopów oderwanych od pługa. I to jest prawda, jaką przekazują nam listy rodziny Lejów. Rodziny, bo taką samą ofiarą wojennego kataklizmu pozostają bliscy tych, co na froncie, tak samo doświadczeni lękiem i trwogą o losy synów, braci, mężów. Ta trwoga, w przypadku śmierci żołnierza na froncie przeradzała się często przecież w tragedię, nędzę i głód jego pozostawionej rodziny. Stąd też pewnie po części biorą się ciągłe zapytania synów Zofii Leji o żniwa, o zasiewy. Treść kartek i (rzadziej) listów kierowanych zarówno do, jak i ze strony Zofii, matki swoich czterech piechurów (nie zapominając wszak o mężach jej córek, a więc razem sześciu bliskich na froncie) nie jest zbyt bogata. Można na palcach policzyć kwestie pozostające w sferze zainteresowań korespondujących. Z jednej strony to oczywiste ograniczenia cenzuralne czasu wojny, wskutek czego znikoma jest wartość poznawcza tych listów, jeśli chodzi o historię militarną. Ludziom o wyższym statusie społecznym wolno było nieco więcej, zresztą potrafili przemycać zakazane treści. W przypadku Lejów sprawa była oczywista. W zasadzie można powiedzieć, że cała sytuacja dialogu, korespondencyjnej rozmowy została przez fakt cenzury niemiłosiernie okaleczona, wręcz wykastrowana. Należy bowiem zauważyć, że kultura chłopska była kulturą żywego słowa, kulturą opowieści, relacji przekazywanych z ust do ust, i że narracje fabularne zajmowały główne miejsce w przekazie wiedzy o świecie, zwłaszcza świecie obcym, egzotycznym. Przestrzeń psychologii, uczuć nie była prawie w ogóle reprezentowana w werbalnym opisie rzeczywistości (pojawiała się za to często w np. w pieśniach). Stąd pewna konfuzja u ludzi, którzy nie umieją opisać swych stanów emocjonalnych, wymagających bardziej zaawansowanych narzędzi, często wstydzących się tego, nie wolno im jednocześnie relacjonować faktów, wydarzeń, opisywać miejsc. Czym zatem wypełnić przestrzeń komunikacji, zaspokajając potrzebę kontaktu z bliskimi? Pozostają więc kwestie tyleż istotne, ile poznawczo neutralne poprzez swą powtarzalność, a więc zdrowie, losy znajomych i sąsiadów, czy chtoniczne aspekty bytowania chłopskiego. Mając świadomość tego, co zostało powiedziane powyżej, da się całą prezentowaną korespondencję rodziny Lejów odczytać nie przez to, co zostało dosłownie napisane, ale przez to, co zostało pominięte, świadomie (cenzura), bądź podświadomie (skutek uwarunkowań kulturowych).
Nie ulega wątpliwości, że Lejowie, jakkolwiek będąc rodziną chłopską, nie byli reprezentantem ogółu galicyjskiego chłopstwa. Jak zauważył w Przedmowie Michał Baczkowski, byli wręcz wiejską elitą, umieli pisać, byli zamożni. To stawia ich na daleko lepszej pozycji w sytuacji wojennych dramatów, niż ten właśnie ogół chłopstwa, niepiśmiennego i ubogiego. Znajomość magicznej dla analfabetów sztuki posługiwania się pismem pozwalała im na w miarę komfortowe utrzymywanie kontaktów poprzez kartki i listy, często wysyłane dzień po dniu. Nie musieli prosić nikogo, ani tym bardziej płacić za napisanie kilku słów. Wreszcie sprawa banalna w swej oczywistości: Lejowie żyli dostatnio, co wynika z treści listów. Mógł zatem cierpliwy piechur Leja śmiało słać do domu prośby o przysłanie tego czy owego brakującego elementu garderoby, masła czy pieniędzy. W całej dramatycznej sytuacji wojny, cierpliwy piechur Leja, troszcząc się o los rodziny, nie musiał obawiać się najgorszego: głodu. Niestety, nie wszyscy cierpliwi piechurzy, uczestnicy Wielkiej Wojny mieli taki względny komfort.

Odczytał i opracował Sławomir Kułacz
Napoleon V, Oswięcim 2014

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość