Cóż, jechanie po ś.p. Jarku jest haniebne, ale im bardziej my się oburzymy, tym większa najwyraźniej będzie satysfakcja Andrzeja Olejki.
Przyjaciela wypada jednak bronić, choćby i na spokojnie. Jarosław Centek próbował się zajmować "tematyką działań wojennych w pasie karpackim" i były to próby jak najbardziej udane - czego o masowej produkcji A. Olejki rzec się nie da. Objętościowo faktycznie nie było tego wiele - bo Jarek pisał sam, a nie sklejał skany. Skala dywizji (jak w przypadku 47. DRez) czy korpusu (Gwardii) to naprawdę nie jest poziom działań, wymagających w realiach 1914-1915 r. omawiania, co tam latało nad głową. Zarzuty braku niezdrowej fascynacji lotnictwem w przypadku tych opracowań naprawdę są absurdalne.
Warto zauważyć, że Andrzej Olejko potrafi coś napisać o lotnictwie austro-węgierskim, natomiast o niemieckim coś mu idzie słabiej. Bo trudniej, w przypadku lotnictwa niemieckiego niestety nie dorwał się do jednego gotowego maszynopisu, którym od bodaj dziesięciu lat próbuje na wszystkich zrobić niesamowite wrażenie. Wydostał opracowanie Kahlena i czasem można odnieść wrażenie, że na tym się jego wiedza zaczyna, na tym również kończy (no dobra, nie chcę wyjść na złośliwca, on jeszcze ze dwa maszynopisy znalazł i zeskanował). W każdym razie - jeśli ma jakieś rewelacyjne wiadomości o wpływie lotnictwa na działania np. takiego Korpusu Gwardii - niech się nie krępuje, chętnie poczytamy.
Nie jest to myśl oryginalna, ale żeby ocenić rolę lotnictwa w działaniach na froncie wschodnim, naprawdę nie wystarczy opisać, jak często lotnicy latali i co tam obserwowali. Zresztą z samych wyliczanek, w których Andrzej Olejko tak się lubuje, wyłania się obraz dość jasny: tabory, pociągi, tabory, pociągi... Jeżdżą tu, jeżdżą tam. No i ? Co na podstawie tych obserwacji ustalono, jakie wnioski wyciągnięto, czy lotnicy byli pierwszym źródłem danej informacji, czy byli źródłem jedynym, czy wnioski były poprawne, czy przełożyły się na konkretne działania (planowanie, zmianę planów), jaki był tego rezultat? Wypadałoby chyba przeprowadzić taką analizę, żeby ocenić wpływ lotnictwa na działania. Tymczasem zamiast niej mamy tylko niezwykle pasjonujące i wcale nie nużące wyliczanki, kto gdzie i kiedy latał. Czemu? Bo jak się tworzy dzieła, które nawet nie balansują na pograniczu opracowań naukowych, tylko są zwykłym klepaniem masowej tandety, to starczy robić wrażenie rzetelnej pracy, a broń Boże nie należy się za pracę zabierać rzetelnie, bo to czasochłonne, a czas to arkusz wydawniczy, czas to pieniądz!
Ciśnie się przy okazji na klawiaturę pytanie: a co Andrzej Olejko potrafi napisać o całej reszcie działań, o wszystkim poza tymi kilkunastoma-kilkudziesięcioma samolotami? Napisać na podstawie własnych badań, nie sklejania, kompilowania, papugowania i plagiatowania. Coś o taktyce piechoty na przykład, o zarządzaniu odwodami, o taktyce artylerii, jej uzbrojeniu, o łączności, o radiowywiadzie, o pracy sztabów, o służbach tyłowych, transporcie - o wszystkich tych niepotrzebnych i nieciekawych sprawach, które w zestawieniu z paroma samolotami rzecz jasna nie miały najmniejszego znaczenia dla przebiegu walk
