Młody oficer pochodził z rodziny szlacheckiej, wywodzącej się z miejscowości Studnice w Zachodnich Morawach, mocno związanej ze Śląskiem.
Jego ojciec Arthur Robert von Studnitz (1851-1927) był pisarzem i wydawcą. Wspólnie ze swoją siostrą Clarą von Studnitz (1844-1927) założył i wydawał przez kilkadziesiąt lat „Fürʼs Haus. Praktisches Wochenblatt für alle Hausfrauen” - zgodnie z tytułem - czasopismo specjalizujące się w praktycznych poradach dla pań domu – od gotowania poprzez drobne rzemiosło po modę, podróże i wypoczynek.
Matka – Franziska z domu Pilati Thassul zu Daxberg – zmarła w 1899 roku w wieku 45 lat, trzy tygodnie po urodzeniu czwartego dziecka, Hermanna. Robert, drugi z synów miał wtedy 5 lat.
Jeszcze w 1915 roku Arthur von Studnitz wydał wspomnienie po tytułem Robert v. Studnitz †2.Mai 1915 in der Grossen Karpathenschlacht. Aus dem Leben eines jungen Mannes. Für seine Verwandten und Freunde. W pełnym istotnych i nieistotnych szczegółów tekście przebija bolesna chęć utrwalenia pamięci o poległym w tak młodym wieku synu.
- Za dwa lata umrze w wieku 26 lat córka Doris, za trzy – w grudniu 1918 roku - z ran wojennych 19-letni Herrmann, starszy szeregowy artylerii.
W lutym 1914 roku zdał egzamin maturalny, a nagrodą za to była wspólna z ojcem długa podróż na Bałkany i do Azji Mniejszej. Ich trasa prowadziła przez Wiedeń do Triestu, skąd statkiem austriackiego Lloyda do Raguzy i Kotoru, a dalej samochodem do Cetyni i Szkodry. Stamtąd przez Jezioro Szkoderskie do Virpazar i kolejką wąskotorową do Baru, po czym ponownie statkiem do Durrës, Wlory i na Korfu, a stamtąd do Aten i kopalń w Lawrionie, które interesowały przyszłego górnika.
Z Pireusu popłynęli do Smyrny, potem do Konstantynopola i Orient Expressem przejechali przez Płowdiw, Sofię, Belgrad, Budapeszt, Wiedeń do Niemiec.
Wycieczka nawet w dzisiejszych warunkach pod każdym względem wymagająca.
1 maja 1914 roku, jako stażysta górniczy Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu, został skierowany do kopalni węgla w Königshütte (Królewska Huta, Chorzów). Wybrał taki kierunek kształcenia, bo zamierzał w przyszłości wesprzeć w zarządzaniu kopalnią węgla i glinki w Nowej Rudzie (Neuroder Kohlen- und Thonwerke) swojego wuja.
Jak pisze jego ojciec, żywo interesował się kwestiami ekonomicznymi i technicznymi, chętnie też nawiązywał kontakt z górnikami. Była to także ciężka, fizyczna praca zmianowa, również na przodku i przy transporcie urobku.
Gdy wybuchła wojna, pojechał na krótki urlop do Berlina, z którego już na Śląsk nie wrócił. Ojciec przedstawił go płk. hr. von Spee, komendantowi pułku kirasjerów gwardii (Garde Kürassier Regiment), który natychmiast przyjął go do swojego oddziału.
Po sześciotygodniowym szkoleniu w Berlinie, pożegnaniu z rodziną i przyjaciółmi, wyjechał z koszar Tempelhof na front.
Po drodze wysłał list z Kolonii („mojemu koniowi i mnie powodzi się bardzo dobrze”), 26 września był w rejonie Akwizgranu, następnego dnia w Herbestahl przy granicy belgijsko-niemieckiej.
Jechał do swojego pułku, który wchodził w skład 1. brygady kawalerii gwardii w dywizji kawalerii gwardii.
1 października, po dwudniowym poszukiwaniu oddziału, który był dalej na północ niż zakładano, wysłał list z Bapaume w Pas de Calais.
„Wygląda na to, że szykują się wielkie wydarzenia. Cały ten ruch jest niezwykle interesujący. […] Pod ogniem jeszcze nie byliśmy, ale wybuchy słychać ciągle.”
Kolejny list, z 3 października1914, jest pisany w okolicach Arras - „leżę bezczynnie za kupą słomy i czekam na artyleryjski pojedynek.”
Trzy dni później wziął udział w ciężkiej potyczce, o czym poinformował z Lens, dodając: „ale jestem zadowolony i wesoły”.
Obszerny list wysłał z walońskiego Warneton 25 października 1914 roku, czyli kilka dni po najcięższych walkach swojego pułku (od 19 do 22 października). Używana jako piechota kawaleryjska jednostka, nie mając do tego wyposażenia, poniosła wówczas szczególnie duże straty.
Oględnie wspomina o tym w liście, opisując również warunki okopowego życia, zwłaszcza w nocy, gdy ryzyko śmierci było mniejsze - „każdy załatwia swoje sprawy pod osłoną nocy i okopuje się coraz głębiej.” Ale i wówczas bywa niespokojnie, czasem z nieoczywistych powodów: „każdej nocy powtarzają się te same sceny. Między okopami błąkają się bezpańskie zwierzęta. Jakiś nieszczęsny wartownik myli bezpańską świnię z nadciągającą piechotą i oddaje strzał. Równie czujny wróg, przekonany, że został zaatakowany, oddaje kilka strzałów w kierunku błysku z lufy. Po obu stronach dochodzi do wściekłego ognia, co z daleka brzmi jak straszliwa rzeź, lecz w rzeczywistości jest to zupełnie niegroźne i przynosi niewielką liczbą trafień.”
W kolejnym liście:
„Wczoraj 2. pułk ułanów zestrzelił samolot, który miał niemieckie oznaczenia, a zrzucał bomby. W środku byli dwa Anglicy. Oczywiście zostali zastrzeleni.”
Gdzie indziej również o lotnikach:
„Najstraszniejsze na wojnie już poznałem. To są samoloty, które zrzucają bomby i strzałki, gdziekolwiek tylko zbiorą się większe masy wojska.”
Po ciężkiej walce przeciwko francuskiej piechocie:
„Gdyby nie było strzelaniny, wojna byłaby całkiem przyjemna. Nasi żołnierze chwilami żyją bardzo dobrze. Sklepy z żywnością, których właścicieli nie ma, są intensywnie wykorzystywane, tzn. bierze się z nich, co potrzeba. To wielki błąd ludzi, że uciekają; w ten sposób się rujnują. Nieustannie jestem zadowolony, że wojna nie jest prowadzona w Niemczech. Wszyscy mieszkańcy tego przemysłowego regionu są przeciw wojnie.”
Dywizja została zluzowana 5 listopada i kolejne dni spędziła w rejonie belgijskiego Kortrijk. To stamtąd napisał do ojca „powodzi mi się świetnie. Żyję we Francji jak młody bóg.”
Następnie przerzucona została na front na zachód od Brugii, pod Nieuwpoort, gdzie przez kolejne tygodnie żołnierze byli w okopach wciąż zalewanych przez wodę. W grudniu pułk wycofano w pobliże granicy holenderskiej. Tam żołnierze oprócz patrolowania terenu odbywali też ćwiczenia konne.
Na froncie Robert von Studnitz awansował najpierw na stopień starszego szeregowego, potem, uczestnicząc podczas przerw w walkach w szkoleniach dla sierżantów, dość szybko został mianowany na ten stopień. Był też w tym czasie Berlinie. Z listów wynika, że do wojny podchodził z pewnym entuzjazmem, a do frontowych niedoli z dystansem. Cenił towarzyszy broni, a przede wszystkim wierzył w szybkie zakończenie walk. Był człowiekiem głęboko i refleksyjnie religijnym.
21 lutego w Beernem między Brugią a Gandawą świętowano 100. lecie pułku. Tego dnia został awansowany na stopień podporucznika i jednocześnie przeniesiono go do piechoty, co zresztą zgodne było z jego dotychczasowym doświadczeniem frontowym. Nowym jego oddziałem był 1. pułk grenadierów gwardii im. cesarza Aleksandra (1. Kaiser Alexander Garde Grenadier Regiment), walczący w okopach w Pas-de-Calais.
Miał tam dość częsty kontakt ze swoim krewnym, kapitanem Thassilo von Studnitz, którego bateria artylerii z 4. pułku artylerii polowej grenadierów gwardii (4.Garde Grenadier Feld Artillerie Regiment) ochraniała akurat jego odcinek okopów. Od niego też ostatnie bezpośrednie wiadomości o młodym oficerze dotarły do rodziny w poniedziałek wielkanocny, czyli 5 kwietnia, gdy Thassilo von Studnitz był w Poczdamie na krótkim urlopie, w czasie gdy obydwa wspomniane pułki przemieszczone zostały na dłuższy odpoczynek do Alzacji, do Dambach i Epfig.
Urlopów udzielano w tych dniach partiami - po 3 oficerów na batalion i 10 żołnierzy na kompanię. Miał też tę sposobność wykorzystać Robert von Studnitz, ale do umówionego spotkania z ojcem we Fryburgu Bryzgowijskim 17 kwietnia nie doszło, gdyż w ostatniej chwili zgoda na urlop została telegraficznie odwołana z powodu ogłoszonego dzień wcześniej alarmu. Przyczyną były przygotowania do transportu na wschód. Zapewne w pułku spodziewano się tego od jakiegoś czasu, gdyż w marcu, jeszcze w Pas de Calais, żołnierzy zaszczepiono przeciwko cholerze.
19 kwietnia Robert Studnitz był jeszcze na wycieczce w alzackim Château du Haut-Koenigsbourg (Hohkönigsburg), skąd wysłał kartkę do swojej siostry Irmgard, a zdjęcie grupy oficerów znalazło się w książce Thilo von Bose, Das Kaiser Alexander Garde-Grenadier-Regiment Nr. 1 im Weltkriege 1914-1918. Podróż koleją, rozpoczęta 20 kwietnia w alzackim Schlettstadt/Sélestat, trwała 5 dni i prowadziła przez Strassburg – Frankfurt nad Menem– Torgau – Poznań – Wrocław – Bytom – Oświęcim - Kraków – Słotwina k. Brzeska. Dopiero po przekroczeniu galicyjskiej granicy stało się całkowicie jasne, że celem jest front wschodni.
23 kwietnia po południu pułk ruszył piechotą do wyznaczonych wzdłuż drogi do Nowego Sącza kwater w Zawadzie Uszewskiej, Tymowej, Tworkowej i Jurkowie.
Następnego dnia wytężonym marszem w słońcu przeszli kolejne 35-40 km najpierw w górę Dunajca do Podola, skąd w trudnym terenie, złymi drogami lub bezdrożami przez góry do Bruśnika i Falkowej, gdzie żołnierze dotarli późną nocą. Znaleźli się osiem kilometrów od linii frontu, który nie był jednak słyszalny.
Kolejne dwa dni poświęcone zostały na poprawienie wyposażenia. 27 kwietnia po południu oddziały ruszyły za dolinę Białej, przez Zimną Wodę i Zborowice, na wyznaczone odcinki frontu, gdzie zluzowano we właściwie przygotowanych okopach 16. pułk piechoty Honvédu z Neusohl (Bańska Bystrzyca). Dobrze oceniano nie tylko okopy, ale i przeszkody przedpola, dużo gorzej – schronienia, które wymagały przebudowy.
Było dość spokojnie. Ku zdumieniu żołnierzy, między umocnieniami orał swoje pole galicyjski rolnik.
Przez kolejne dni przygotowywano pozycje do ataku, a oficerowie opracowywali szczegóły natarcia. Szczęście im nie sprzyjało – już 29 kwietnia ranny został major w st. spocz. Albrecht von Graefe, dowódca 5. kompanii, w której służył Robert von Studnitz, a 30 kwietnia - dowódca II batalionu major Erich Kahlenberg. Tego dnia zginął dowódca 10. kompanii por. baron Robert von Ompteda, dopiero co przybyły na front po wyleczeniu ran odniesionych we Francji syn generała Ludwiga von Omptedy, zmarłego w Cherleroi w styczniu 1915 roku, a rannego w bitwie pod Bouziers, gdzie dowodził 42. rezerwową dywizją piechoty.
Pułkowi Alexandriner powierzono odcinek frontu dokładnie naprzeciw wierzchowiny wzgórza 437, gdzie teraz jest cmentarz nr 118. Na lewo ustawiony był 3. pułk grenadierów gwardii im. królowej Elżbiety, a na prawo honwedzi z 39. dywizji. Do ataku wyznaczone zostały: II batalion (kompanie – od lewej do prawej – nr 8, 7 i 5, w odwodzie 6.), którym dowodził kpt. Falk von Uslar-Gleichen (zastąpił rannego majora Kahlenberga) i batalion fizylierów pod dowództwem mjr. Fritza Schönleina (kompanie – j.w. – nr 11, 9, 10, w odwodzie 12).
Ppor. Robert Studnitz dowodził plutonem w 5. kompanii, której dowództwo po rannym majorze von Graefe przejął ppor. Robert Lawrenz.
Tak atak kompanii opisał st. szer. Schröder z plutonu von Studnitza:
„kilka minut przed 10 rano następuje dziwny spokój, który jednak zostaje przerwany ostrym ogniem karabinowym. „Obie grupy pierwszej fali są już na zewnątrz” idzie z ust do ust. „Bagnet na broń” rozkazuje podporucznik von Studnitz i jednym skokiem jesteśmy poza okopami. Ale już po kilku krokach rzuca się wszystko na ziemię, ponieważ rosyjski ogień karabinów i karabinów maszynowych uderza z taką siłą, że o dalszym posuwaniu się naprzód nie może być mowy. Niezliczeni towarzysze zostali w tych krótkich chwilach trafieni. Na stromym stoku góry stanowiliśmy dla nieprzyjaciela dobre cele. Każdy szukał do pewnego stopnia osłony. Z leżącą obok mnie łyżką wydrapałem dziurę i wkładam do niej głowę; ponieważ coraz liczniej uderzają na prawo i lewo pociski, najprzyjemniejszy jest flankujący ogień ckmów z prawej.”
Relacja kaprala Brettschneidera z 6. kompanii:
„pluton von Studnitza otrzymał rozkaz, zająć pozycje szturmowe i jako pierwsza fala ataku w połączeniu z lewej z pułkiem Elisabeth […] o 10:00 szybkim biegiem zająć leżący tu 150 m przed nami rosyjski okop. Dokładnie o 10:00 rozbrzmiewają gwizdki szturmowe dowódców plutonów (na prawo od nas pluton Studnitza). Grenadierzy 5 kompanii, na czele podporucznik von Studnitz, opuszczają teraz pozycje szturmowe i próbują, jak nakazano, osiągnąć [tak szybko] jak tylko to możliwe rosyjską pierwszą linię. Okazuje się jednak, że cała nieprzyjacielska pozycja była tylko słabo uszkodzona ogniem naszej artylerii. Morderczy ogień karabinów i karabinów maszynowych bił w szturmujących z pogardą śmierci […] tak że prawie cały pluton Studnitza ze wszystkimi swoimi dowódcami został tutaj zniszczony.”
- Cytaty przytoczone z artykułu Jarosława Centka, Szturm pruskiej gwardii na Staszkówkę 2 maja 1915 r., przy czym w drugim dodałem w nawiasie brakujące słowa „tak szybko”, bardzo istotne w zupełnie innej historii.
„2 maja ruszył krótko po godzinie 10 w drugiej fali atakujących żołnierzy, pod morderczym ogniem przeciwnika. Gdy był około 50 metrów od rosyjskich zasieków, został trafiony w lewą pierś. Przebiegł jeszcze kilka kroków, po czym bezgłośnie upadł za murem spalonego domu. Leżący obok inny ranny żołnierz opowiedział później, że nie cierpiał. Śmierć była szybka.”
5. kompania, nacierająca na w tym rejonie prawie nie naruszone nawałą artyleryjską rosyjskie okopy, odniosła bardzo duże straty. Jej świeżo mianowany dowódca ppor. rez. Robert Lawrenz został ranny i zmarł 23 maja, zginął sierżant-podporucznik Peter Schon - czwarty i ostatni z kadry. Tak jak i von Studnitz pochowany jest na cmentarzu nr 118, podobnie jak 38 żołnierzy niższych stopni. Dwóch zmarło potem z ran.
18 maja, a więc zaledwie kilkanaście dni po walkach w Staszkówce, w prasie ukazał się nekrolog podpisany w imieniu korpusu oficerskiego Garde-Kürassier-Regiment przez płk. von Spee, który w sierpniu poprzedniego roku przyjął Roberta von Studnitza do pułku.
- Heribert von Spee (1863-1939), adiutant przyboczny cesarza i komendant pułku kirasjerów gwardii, wówczas w stopniu pułkownika, awansował później na stopień generała. Był kuzynem wiceadmirała Maximiliana von Spee, który jesienią 1914 roku, prowadząc z Chin zespół krążowników i okrętów towarzyszących, najpierw u wybrzeży Chile zatopił 1 listopada 1914 roku dwa brytyjskie krążowniki, a następnie 8 grudnia w pobliżu Falklandów jego eskadra została rozbita przez Brytyjczyków. Zginął wówczas zarówno admirał von Spee jak i jego dwa synowie Otto i Heinrich, porucznicy marynarki wojennej.
Innym jego kuzynem był rotmistrz Ferdinand von Galen, zabity w styczniu 1915 roku w Banicy.
viewtopic.php?f=49&t=95
- Kapitan Thassilo Georg von Studnitz (1880-1918) zginął w Exermont w departamencie Ardeny pięć tygodni przed zakończeniem wojny. Czterech z pięciu jego synów również straciło życie na wojnach - Ulrich Bogislav (1911-1936) w Hiszpanii, Dietrich Thassilo (1908-1939) i Thassilo Andreas (1915-1939) w kampanii wrześniowej, a Rüdiger Wenzel (1917-1942) na froncie wschodnim.
Bratem Thassilo Georga był Bogislav August von Studnitz (1888-1943), kapitan pod koniec I wojny światowej, w II wojnie – dwugwiazdkowy generał, attaché wojskowy w Warszawie (1935-38), pierwszy gubernator wojskowy w okupowanym Paryżu. Zginął w wypadku kolejowym podczas służby w Grecji.
Z notatki wynika, że Robert Studnitz pochowany był w grobie oznaczonym numerem 90 „am alten Friedhofe in Staszkówka”, a ekshumowano go 17 grudnia 1915 roku. W tym samym dniu przeniesiono też na cmentarz na wzgórzu zwłoki trzech innych żołnierzy pogrzebanych w tym miejscu. To dwaj ustaleni wówczas tylko z nazwiska szeregowcy Dickerbach i Klinker oraz jeden niezidentyfikowany. Wszystkich czterech pochowano w sąsiednich mogiłach w pierwszym szeregu na lewo od dłuższej osi cmentarza.
Co ciekawe, były problemy z ustaleniem przynależności pułkowej, bo uznano ich za przynależnych do pułku Elisabeth. Sprawa Dickerbacha, a właściwie Heinricha Dickersbacha, była potem wyjaśniana, gdyż jego grób poszukiwany był przez pułk Alexander.
Również Broch i Hauptmann w Die westgalizischen Heldengräber aus den Jahren des Weltkrieges 1914-1918 w nocie o cmentarzu nr 118 na wzgórzu 437 błędnie podali, iż pochowano tam „10 oficerów i 265 szeregowców Królewskiego Pruskiego Pułku Grenadierów Gwardii nr 1, znanego regimentu Augusty”.
Na cmentarzu ostatecznie pochowano o sześciu żołnierzy więcej, w tym 280 z pułku Alexander.
Tym jedynym spoza tego pułku jest pochodzący z Marienwerder (Kwidzyń) ppor. Gert Udo von Klitzing z 2. pułku artylerii polowej grenadierów gwardii, który uzupełnił do pełnej dziesiątki „alejkę oficerską”.
Imię królowej Augusty, zmarłej w 1890 roku żony cesarza Wilhelma I wnuczki cara Pawła I, miał pułk nr 4, z którego żołnierze są pogrzebani m.in. na pobliskim cmentarzu w Rakutowej. „Königin Elisabeth” to pułk nr 3, nazwany tak dla uczczenia żony króla Prus Fryderyka Wilhelma IV. Żołnierze z tej jednostki są na cmentarzu nr 116. Tam też ostatecznie spoczął wspomniany wcześniej grenadier Asmus Klinker. Jak więc widać, przyjęta w tej okolicy zasada, by grzebać żołnierzy na poszczególnych cmentarzach według ich przynależności do pułków piechoty nawet w takiej sytuacji była przestrzegana.
- Ostatnim z pułków 2. dywizji gwardii, posiadającym koronowanego patrona, był 2. pułk grenadierów gwardii im. cesarza Franciszka, nazwany tak ku czci cesarza Austrii Franciszka I. Żołnierze tego oddziału pochowani są w Ostruszy (cmentarz nr 143).
Cmentarz w drugiej fazie budowy został jeszcze znacznie powiększony, a pomnik według projektu pruskiego rzeźbiarza, przystosowany o lokalnych warunków przez architekta Antona Müllera ze Śląska Austriackiego, stanął w miejscu, w którym na planie z marca1916 roku jest zaznaczony duży (6x4 m) masowy grób żołnierzy armii austro-węgierskiej, czyli w tym przypadku Honvédu.
- Podczas sprawdzania w 2016 roku stanu fundamentów pomnika wykopano pewną ilość kości, a także łuski karabinowe i szklanki artyleryjskie.
Więcej o budowie charakterystycznego monumentu w wątku „Pomnik w Staszkówce”:
viewtopic.php?f=54&t=122
W związku z tym, zwłoki Roberta von Studnitza zostały ponownie ekshumowane i przeniesione na obecne miejsce. W pozostałych dziewięciu grobach są pochowani żołnierze przeniesieni z pola Anieli Waz w Biesnej (czterech), z cmentarza parafialnego w Zborowicach (dwóch), pola Wojciecha Mentla w Staszkówce (dwóch) i spod przydrożnej kapliczki w Staszkówce (jeden).
Z wykazu nazwisk spisanych w 1920 roku z nagrobków wynika, że w tym czasie brakowało tylko tablicy na grobie, w którym pochowany został 23-letni Fahnenjunker Karl Berens von Rautenfeld. Pochodził z Rygi, z rodziny od XVII wieku osiadłej w Cesarstwie Rosyjskim. Thilo von Bose w monografii pułku zamieścił jego wiersz napisany w chwili spokoju w alzackim Epfig, niecałe dwa tygodnie przed śmiercią.
W na jednym z portali genealogicznych można znaleźć informację, iż Karl Behrens został pogrzebany w Łowiczu, a zmarł 16 maja 1915 roku. Ta sama data jest też na „Liście strat”, przy czym zaznaczono, że zgon nastąpił w gwardyjskim szpitalu polowym nr 7. W aktach Oddziału Grobów Wojennych w Archiwum Narodowym w Krakowie jego nazwisko pojawia się trzykrotnie – bez daty śmierci we wczesnym wykazie pochowanych w Zborowicach (grzebano tam zmarłych z ran) i na liście grobów żołnierzy z pułku cesarza Aleksandra (ze wskazaniem Zborowic) oraz w wykazie ostatecznym pochowanych na cmentarzu w Staszkówce, z datą śmierci 2 maja 1915 i adnotacją, iż ekshumowany został z cmentarza cywilnego w Zborowicach. Prawdopodobnie nie znano wówczas dokładnej daty zgonu, więc przyjęto dzień szturmu w Staszkówce.
W latach 80. ub. wieku istniała już tylko jedna żeliwna tablica – na grobie majora Karla Emila von Rheinbaben, a prawie wszystkie nagrobki były rozbite, co widać na zdjęciu zamieszczonym w książce Jana Majewskiego Cmentarze z I wojny światowej w Beskidzie Niskim i na Pogórzu. Fot. J. Majewski,1987
- Ten 51-letni major armii niemieckiej pochodził ze Śląska Austriackiego – urodził się w Świerkowicach k. Czechowic (teraz część miasta Czechowice-Dziedzice), a wywodził się z górnośląskiej linii Rheinbabenów z Michałkowic (teraz część Siemianowic), właścicieli kopalń węgla kamiennego. 2 maja dowodził pod Staszkówką odwodowym I batalionem, a zginął trafiony w głowę o godzinie 10:03, czyli tuż po rozpoczęciu ataku piechoty z I i III batalionu. Rok 2005
Brakujące tablice żeliwne i nowe tabliczki emaliowane zostały zamocowane w 2016 roku w ramach remontu generalnego przeprowadzonego na podstawie dokumentacji przygotowanej przez Jerzego Drogomira.
- Stanisławowi Baranowi serdecznie dziękuję za inspirację i przesłanie obszernych fragmentów rzadkiego wydawnictwa
Robert v. Studnitz +2.Mai 1915 in der Grossen Karpathenschlacht. Aus dem Leben eines jungen Mannes. Für seine Verwandten und Freunde. Berlin 1915
Korzystałem też m.in. z:
Thilo von Bose, Das Kaiser Alexander Garde Grenadier Regiment Nr. 1 im Weltkriege 1914-1918, Zeulenroda, b.d.w.
Jarosław Centek, Szturm pruskiej gwardii na Staszkówkę 2 maja 1915 r. [w:] Materiały z konferencji Znaki Pamięci III – Śladami I wojny światowej, Gorlice 24.10.2009 r., Gorlice 2010
Hofprediger Dr. Vogel, 3000 Kilometer mit der Garde-Kavallerie, Berlin-Leipzig1916
Fot. M. Zgórniak