Rury od Mannesmanna i sztachety od Zollmanna

Cmentarze I wojny światowej
KG
Posty: 908
Rejestracja: 19 maja 2018, 16:16

Rury od Mannesmanna i sztachety od Zollmanna

Post autor: KG » 13 lut 2026, 20:16

Ogrodzenia zachodniogalicyjskich cmentarzy – to łączyło przemysłowego potentata i kupca drzewnego z Makowa. Ogrodzenia zresztą całkowicie różne – technologicznie zaawansowane rury gazowe i leśne żerdki. Ale miały też cechę wspólną – tymczasowość. Zakładano bowiem, że widoczne będą tylko w początkowym okresie po wybudowaniu cmentarzy – w większości miały być wkrótce zakryte przez żywopłoty, a drewniane przęsła z czasem usunięte.
Tak piszą Rudolf Broch i Hans Hauptmann w rozdziale „Plastyka i architektura” w Die westgalizischen Heldengräber aus den Jahren des Weltkrieges 1914-1915: „ogrodzenia z rur gazowych należy uznać za prowizoryczne, mające chronić cmentarz do czasu, aż wyrosną do odpowiedniej wysokości posadzone w tym samym czasie żywopłoty”.
I dalej: „rozrastające się żywopłoty powinny także stopniowo zamaskować ogrodzenie drewniane względnie betonowe”.
Dowódca Komendy Krakowskiej gen. Adam Brandner von Wolfzahn w rozkazie okólnym nr 23 z 26 maja 1917 roku, dotyczącym zasad fotografowania cmentarzy, polecał zasłanianie rur:
„Ogrodzenia, w których zostały zastosowane rury gazowe, muszą być przynajmniej oplecione wąsami bluszczu lub innych pnączy; żywopłoty, które nie są jeszcze w pełni rozwinięte, mają być odpowiednio uzupełnione przez wetknięcie zielonych pędów. Należy dołożyć wszelkich starań, aby nadać tym miejscom pozór całkowitego wykończenia za pomocą tych i podobnych środków.”
  • Innym zalecanym w tej samej instrukcji sposobem uzyskania takiego wrażenia było dorysowywanie na zdjęciach brakujących elementów, co później stało się utrapieniem osób analizujących te fotografie.
Zasad tych nie przestrzegano, zresztą w praktyce nie było to możliwe, bo ogrodzenia zostały przecież niedawno zamontowane, a przesłanianie całych odcinków wyglądałoby nienaturalnie.
Rury i płoty widać więc na zdjęciach. Broch i Hauptmann w opisach cmentarzy podają czasem, że ogrodzenie wykonano z rur gazowych (żelaznych), a w przypadku np. Lubczy i Pilźnionka (Parkosz) piszą nawet, że producentem jest Mannesmanna. Tak nawiasem, w Parkoszu uwagę zwracają przede wszystkim żeliwne klamry ogrodzenia, podczas gdy rury służą tylko do ich umocowania. Ogrodzenia z użyciem rur montowanych pomiędzy słupami połączonymi niskim murem lub podmurówką należy uznać za docelowe, bo posadzenie tam żywopłotu nie było możliwe. Prawdopodobnie w tych przypadkach wybrano materiał tańszy niż kute kraty i balustrady.
Chronologicznie w korespondencji Oddziału Grobów Wojennych wcześniej pojawiła się kwestia ogrodzeń z rur. Impulsem była podróż inspekcyjna generała Adama Brandnera, jaką odbył 7 i 8 sierpnia 1916 roku po terenie IV, VI i VIII okręgu cmentarnego. W wydanym w jej następstwie rozkazie okólnym nr 42 z 15 sierpnia 1916 roku zwracał szczególną uwagę na problem zabezpieczenia cmentarzy przed zwierzętami hodowlanymi. Zalecił, by w Błoniu utrudnić wchodzenie bydła na cmentarz poprzez wykopanie głębokiego rowu wzdłuż niskiego muru, a w Wojniczu-Zakrzowie i Zakliczynie przeszkodą miały stać się żelazne rury lub krata, natomiast w Bogoniowicach – krata między kamiennymi filarami albo mur zamiast żywopłotu.
W podsumowaniu stwierdził: „zarządzam, iż na wszystkich cmentarzach położonych na wolnej przestrzeni ogrodzenie musi być tak wykonane, że wtargnięcie bydła na cmentarz nie będzie możliwe. Same żywopłoty z całą pewnością nie spełniają tego celu.”
Pierwszym znanym mi dokumentem w sprawie dostawy rur jest pismo z 16 października 1916 roku z Österreichische Mannesmannröhren Werke w Wiedniu do Oddziału Grobów Wojennych w Krakowie. Umieszczona na marginesie owalna pieczęć „IGNATZ BROSS KRAKAU Dietelgasse 99” wskazuje, że korzystano z pośrednictwa krakowskiego przedstawiciela firmy, kupca Ignacego Brossa.
1.jpg
  • "Mitteilungen der Auskunftstelle des K. u. K. Militärgeneralgouvernements für das österreich-ungarische Okkupationsgebiet in Polen / Wiadomości Urzędu Wywiadowczego C. i K. Wojskowej Komendy Generalnej dla austriacko-węgierskiego obszaru okupacyjnego w Polsce", nr 5 z 15 grudnia 1915 roku.
Jest ono odpowiedzią na przesłane trzy dni wcześniej zapytanie w sprawie ceny rur.
Producent proponuje dostawę od 4 do 5 tysięcy metrów czarnych rur bezszwowych systemu Mannesmanna, walcowanych na gorąco, o średnicy wewnętrznej 6/4 cala, gwintowanych i z mufami, w odcinkach 4 – 5,5 metra, z załadowaniem do wagonów na stacji Schönbrunn -Witkowitz (Svinov/Vítkovice, teraz w granicach Ostrawy). Chodziło więc o walcownię w Schönbrunn, należącą od 1905 roku do firmy Mannesmann.
Cena z niebagatelnym upustem w wysokości 47% to 4,95 korony za metr bieżący, przy płatności w 30 dni od daty faktury, a termin wykonania szybki – 8 dni od nadejścia zamówienia.
Akceptującą odpowiedź wysłano z Krakowa 2 listopada. Zapytano jeszcze, czy zgodnie z deklaracją Ignatza Brossa udzielony będzie dodatkowy rabat w wysokości 2,5%, gdyż rury mają być bez gwintowania i muf. Zadeklarowano też, że za przygotowanie rur ciętych na wymiary zgodnie z dostarczoną specyfikacją cmentarzy i długości potrzebnych odcinków byłaby uwzględniona dopłata w wysokości 10%.
Postawiony został też kolejny wymóg - zewnętrzna średnica rur nie może przekraczać 49 mm, gdyż montowane będą w żelaznych gniazdach. Rysunek takiej obejmy nazywanej mufą, pewno przypadkowo naniesiony, jest na sporządzonym 28 października 1916 roku wykazie potrzeb Oddziału Uprzątania Pól Bitewnych nr IX.
2.jpg
  • Archiwum Narodowe w Krakowie, zbiór GW
Mufy znalazły się też w zamówieniu na cmentarze położone w tym rejonie, po czym szybko je wycofano, tłumacząc, iż było to nieporozumienie. Niewątpliwie zastosowanie takich gniazd poprawiało estetykę, ale wpływało na koszt materiałów i pracochłonność wykonania ogrodzenia.
  • Podobnych gniazd użyto w Gorlicach. Zastosowano tam rury kotłowe większego przekroju, a sam cmentarz budowano z dużą dbałością o szczegóły.
3.JPG
Firma Mannesmann odpowiedziała 4 listopada, a więc znów błyskawicznie. Zaakceptowano wszystkie warunki finansowe przedstawione przez Oddział Grobów Wojennych, przy czym uzgodnienia z zakładami w Schönbrunn wymagały jeszcze terminy dostaw i możliwość wyprodukowania półtoracalowych rur o zewnętrznej średnicy nie przekraczającej 49 mm, czyli ze ścianką o grubości mniejszej niż 5,5 mm.

Kolejne pismo z Krakowa do Wiednia, z prośbą o rozpoczęcie produkcji, ma datę 11 listopada. Wraz z nim przesłano szczegółowy wykaz liczby i długości rur w podziale na okręgi i cmentarze, sporządzone na podstawie informacji przekazywanych już od końca października z kilku wybranych oddziałów uprzątania pól bitewnych. Zamówienie miało być jeszcze uzupełnione tak, by ładowność wagonów (10 ton) została dobrze wykorzystana.
Jednocześnie poinformowano też wojskowego zarządcę przedsiębiorstwa por. w st. spocz. Alexandra Nitsche o warunkach frachtu do Tarnowa, a tamtejsze dowództwo o obowiązku zameldowania nadejścia transportu i niezwłocznego rozesłania rur do poszczególnych oddziałów terenowych.
Prawdopodobnie system ten okazał się jednak zbyt skomplikowany i potem w zamówieniach podawano tylko długości odcinków rur i liczbę sztuk.
  • Tak wynika z korespondencji prowadzonej w kwietniu 1917 roku. Major Broch skierował wówczas do Schönbrunn pismo w sprawie pilnego transportu rur, które były już gotowe od 30 marca. W odpowiedzi wysłanej dwa dni później por. Hamburger, wojskowy kierownik zakładów, przesłał specyfikację rur w podziale na odcinki od 80 do 550 cm. Zamówienie było bardzo precyzyjne – różnica w długościach odcinków w niektórych przypadkach to np. 2 cm. Wysłano wówczas 6984,86 metrów bieżących rur o wadze około 28 ton. Zapewne ostateczny podział odbywał się w tarnowskim magazynie, a na wykazie ołówkiem naniesione zostały numery cmentarzy (prawie wyłącznie w oddziałach VIII i IX), których zamówienie dotyczyło.
4.jpg
  • Fragment specyfikacji, Archiwum Narodowe w Krakowie, zbiór GW
Jesienią 1916 roku działano bardzo pospiesznie, chociaż sezon budowlany właśnie się kończył. Pod koniec listopada 1916 roku uzgadniano warunki dostawy 2664,31 m bieżących rur przeznaczonych na 14 cmentarzy w pięciu okręgach. Na wykazach tych znajdują się m.in. obiekty, których budowy potem zaniechano (Szczucin na starym cmentarzu), bądź zmieniono koncepcję ogrodzenia (Łąkta Górna).
Por. Ottokar Ranna, szef Komendy Uprzątania Pól Bitewnych w Tarnowie, potwierdził nadejście transportu 4 grudnia 1916 roku.
W kolejnych miesiącach okazało się, że wcześniej deklarowane krótkie terminy dostaw są nierealne. 19 marca 1917 roku z Krakowa wysłano do firmy Mannesmann w Wiedniu przypomnienie, iż rury zamówione według wykazu przesłanego 11 listopada 1916 roku nadal nie są dostarczone, mimo ustalenia terminu na koniec stycznia. W związku ze zbliżającym się początkiem prac budowlanych krakowskie dowództwo zażądało więc informacji, czy rury są gotowe, a jeśli nie – to kiedy najszybciej gotowe być mogą.
Dostarczane były też rury gorszego sortu, zapewne tańsze, a odpowiednie na cmentarze. W piśmie z 21 grudnia 1916 roku firma Mannesmann w Wiedniu potwierdza przyjęcie zlecenia osobiście dostarczonego 12 grudnia przez por. Huberta Prosingera, jednej z ważnych postaci krakowskiego Oddziału, na dostawę około 3,5 wagonu rur. Jednocześnie informują, że w magazynach w Komotau (Chomutov) i Schönbrunn nie ma rur wybrakowanych i mogą być wysłane wyłącznie najwyższej jakości.
Rury dostarczano zarówno w 1917 jak i w 1918 roku. Nie odbywało się to bez trudności, bo w zakładach przemysłowych brakowało pracowników, a i towar był deficytowy - wymagano wcześniejszego zezwolenie tzw. Eisenkommision (komisja ds. żelaza) przy Ministerstwie Wojny.
W wielu przypadkach, czy to z braku stosownego materiału, czy też z konieczności oszczędzania, żywopłoty sadzone pomiędzy słupami ogrodzenia wzmacniano tylko rozpinanym drutem kolczastym, powszechnie dostępnym na pobojowiskach. Uchwyty i kawałki drutu można znaleźć jeszcze teraz.
5.JPG
Charzewice

Podczas remontów prowadzonych kilkadziesiąt lat później żywopłotów takich nie odtwarzano, a stare były usuwane. Czasem montowano rury (np. w latach 90. ub. wieku na cmentarzu nr 170 Łowczów), a czasem innego rodzaju stalowe elementy. Przykładem może być cmentarz w Dołach (nr 280 Porąbka Uszewska, na starym cmentarzu parafialnym), gdzie w ramach pierwszego remontu zamocowane zostały haczyki jako przygotowanie do rozpięcia drutu i nasadzenia żywopłotu, a po 10 latach wstawiono nietypowe słupki pośrednie połączone grubymi prętami ze stali żebrowej (!), by w roku 2025 zastąpić je rurami mocowanymi do słupków wykonanych na wzór zachowanych na narożnikach i ujmujących bramkę.
Z rur powstawały też furtki, w dokumentach określane jako „Gasrohrtürl”, przy czym rama łączona była za pomocą kolanek, a elementy wypełniające metodą zgrzewania i nitowania. Nic nie wskazuje, by te dość dziwne konstrukcje miały charakter tymczasowy. Dobrze zachowaną bramkę zobaczyć można np. na cmentarzu nr 267 Waryś.
6.jpg
Ogrodzenia z rur są we wszystkich okręgach z wyjątkiem żmigrodzkiego. Być może Dušan Jurkovič bronił się przed tego rodzaju rozwiązaniem, zupełnie nie pasującym do jego projektów, ale dowodów na to, np. w korespondencji, nie znalazłem.
Ze względów oszczędnościowych zmieniano decyzje co do wyglądu ogrodzeń. I tak np. w Miechowicach Małych i Przybysławicach postanowiono dać rury w trzech rzędach, natomiast na nieodległym cmentarzu Wał-Ruda uszanowano zamiar architekta (połączenie rur z żelazną taśmą).
Rury, jako materiał przydatny i deficytowy, były kradzione. O przypadku takim na cmentarzu w Królówce (308) donoszono w raporcie z 1920 roku. Komplet rur jest tam zresztą dopiero od niedawna. Na innych cmentarzach pozostały ślady po wycinaniu.
7.jpg
  • Nr 148 Chojnik, rok 2010. Rury przywrócono podczas remontu w roku 2022.
Czasem ogrodzenia niszczył żywioł, jak np. powódź w 1934 roku w Lipnicy Murowanej (299), gdzie później zamocowano część rur o niewłaściwym przekroju, co skorygowane zostało podczas remontu w roku 2025.
W okresie PRL-u (wówczas remonty też się zdarzały) na kilku cmentarzach zastąpiono drewniane ogrodzenia rurami o średnicy większej niż 6/4 cala. Są one w Męcinie Wielkiej (82), Bednarce (84), Biesnej (121) i Moszczenicy (Mszanka nr 124). To tzw. rury kopalniane, wycofanymi z wiertni naftowych, z bardzo trwałego materiału, praktycznie nie wymagające konserwacji, więc nie zanosi się na przywrócenie kłopotliwych ogrodzeń drewnianych, zwłaszcza gdy na remonty czekają zniszczone obiekty w okolicy. Ale precedens jest – w 2015 roku przywrócono drewniane ogrodzenie w Łużnej na cmentarzu 122. Szkoda tylko, że się go nie konserwuje…
Innym przykładem użycia rur podczas remontu, również większej średnicy, jest cmentarz nr 359 na Korabiu w Jaworznej.
viewtopic.php?f=54&t=1774

Ogrodzenia drewniane o formie bardziej skomplikowanej niż parkan sztachetowy z okorowanych żerdek były częścią koncepcji twórców cmentarzy we wszystkich dziesięciu okręgach projektowych.
Natomiast uzupełniające żywopłot proste płoty z okrągłych sztachet o długości 150 cm i średnicy 5 cm od początku przewidywał Dušan Jurkovič. Według projektów na cmentarzu nr 61 Wirchne i 43 Radocyna miał to być żywopłot świerkowy, w Grabiu (5) z drzew iglastych, w Lipnej (45) – bukowy, a w Koniecznej na Beskidku (46) – grabowy. Płoty drewniane miały służyć tylko do czasu odpowiedniego wzrostu roślin, o czym świadczy sposób montażu – nie przytwierdzano ich do wymurowanych z kamienia słupów ogrodzenia, ale do wkopywanych przy nich grubych pali.
  • W 2015 roku podczas remontu cmentarza na Beskidku odstąpiono od propozycji zawartej w dokumentacji Jerzego Drogomira i zamocowano ogrodzenie w niestabilnych, metalowych uchwytach, a potem, próbując je usztywnić, przykręcono do kamiennych słupów. Pomogło to tylko trochę i chwiejący się płot wymaga napraw.
Dušan Jurkovič zmienił też, zapewne ze względu na koszty, sposób ogrodzenia cmentarza w Regetowie (48) na dużych odcinkach zastępując sztachetami mur pełny.

Leśne żerdki były tanie i proste w obróbce. Wydawałoby się, że ten wymagający tylko niewykwalifikowanej siły roboczej produkt mógł powstawać w specjalnie powołanym Oddziale Uprzątania Pól Bitewnych nr XI w Szymbarku (dowodził nim przez ponad 10 miesięcy malarz i architekt, jednoroczny ochotnik sierżant Tadeusz Koniewicz), zajmującym się powojennym porządkowaniem lasów, w tym wycinkami i obróbką drewna. Z dziesięciu zachowanych raportów sporządzonych w Szymbarku od wiosny do jesieni 1917 roku wynika, że wytwarzano tam gonty, belki, deski czy drewno opałowe, brak natomiast jakichkolwiek wzmianek o żerdziach na płoty.
Zdecydowano się na ściąganie sztachet aż z Beskidu Żywieckiego, z dóbr arcyksięcia Karola Stefana. W aktach brak jest informacji o rodzaju surowca na żerdki. Podobno najtrwalsze są wykonane z jodłowych, prostych gałęzi. Do ich pozyskiwania doskonale nadawały się stare podbabiogórskie lasy.
  • W wyjątkowo cennych przyrodniczo dobrach, podarowanych w latach 20. ub. wieku przez Karola Stefana Habsburga Polskiej Akademii Umiejętności, utworzono w 1933 roku obszar chroniony, który stał się podstawą istniejącego od 1955 roku Babiogórskiego Parku Narodowego.
Pierwszym śladem poszukiwań sztachet na płoty jest pismo z 29 stycznia 1917 roku zarządu lasów i tartaku w Rytrze w dobrach hr. Adama Stadnickiego z Nawojowej. To wstępna deklaracja, nawiązująca do osobistej rozmowy właściciela z przedstawicielem Oddziału Grobów Wojennych w sprawie dostarczenia listew i żerdzi. Poinformowano, że jest to możliwe pod warunkiem zagwarantowania przez krakowskie dowództwo odpowiedniej siły roboczej i transportu, natomiast Zarząd Dóbr zapewni zakwaterowanie i materiał po bardzo niskiej cenie. Sugerowano też rozpoczęcie prac w lesie pod koniec lutego albo w marcu, bo wcześniej dzień jest krótki, a wyrąb w głębokim śniegu ciężki i przez to kosztowny.
  • Pismo sporządzone jest jeszcze na papierze firmowym dr. Gustava Linnartza, od którego, po długoletnich staraniach, lasy ryterskie kupił Adam Stadnicki we wrześniu 1916 roku. Gustav Linnartz to przemysłowiec z Czech związany głównie z górnictwem węglowym. Zarówno w jego jak i Adama Stadnickiego czasach tartak ryterski przecierał drewno na potrzeby Oddziału Grobów Wojennych, między innymi na budowę kaplicy na Pustkach.
W uprzejmej odpowiedzi z 13 lutego przekazano, że sprawa dostaw żerdzi jest wstrzymana, a w kolejnym piśmie - z 21 czerwca - będącym znacznie opóźnioną reakcją na korespondencję sprzed prawie dwóch miesięcy – iż sztachety na płoty nie są potrzebne.
W tym czasie korespondowano jednak z innym potencjalnym dostawcą – przedsiębiorcą drzewnym z Makowa, Sigmundem Zollmannem. Kupiec ten w piśmie z 17 marca 1917 roku, będącym odpowiedzią na pytanie Oddziału Grobów Wojennych wysłane sześć dni wcześniej, oferował 8000 sztachet o długości 1,5 metra w cenie 10 halerzy za sztukę, z dostawą do wagonu na stacji kolejowej w Makowie. Tłumaczył też, że cena ta ledwo pokrywa jego koszty, a wcześniejsza oferta 7000 sztuk po 5 halerzy wynikała z chęci dołożenia swego udziału do sprawy grobów wojennych.
  • Z późniejszej wymiany pism wynika, że zamawiano sztachety nieokorowane, proste, o długości 150 cm i pięciocentymetrowej średnicy cieńszego końca. Zdarzały się też zamówienia żerdzi znacznie dłuższych dla oddziałów III i VI – 200 i 220 centymetrów. Według projektu dużego cmentarza nr 46 w Koniecznej na Beskidku potrzeba było tam 1600 sztachet, przy czym z przeliczenia żerdek widocznych na fotografii jednego z przęseł wynika, że na 1 metr bieżący przypadało około 8 sztachet, a według specyfikacji do projektu było to około 10 sztuk. Prawdopodobnie w kalkulacji uwzględniano dość dużą liczbę odpadów powstających przy przybijaniu gwoźdźmi.
Jednocześnie Sigmund Zollmann zaznacza, że do zwózki sztachet z lasów dóbr w Bystrej i Sidzinie na stację w Makowie konieczne jest 20 zaprzęgów i liczy na to, że władze wojskowe zapewnią transport poprzez rekwizycję podwód w sąsiednich gminach. W Krakowie odnotowano, iż jest to powiat myślenicki i rejon posterunku żandarmerii w Jordanowie, więc zapewne od początku zamierzano się włączyć w zorganizowanie przewozu.
  • Budujące cmentarze oddziały uprzątania pól bitewnych dysponowały zwykle niewielką liczbą koni. Z korespondencji wynika, że dość często otrzymywano je po wyleczeniu w lokalnych szpitalach końskich. W oddziale VI używano też samochodu ciężarowego. Większość transportu oparta była jednak o zaprzęgi wynajmowane odpłatnie w najbliższej okolicy. Zdarzały się przy tym protesty woźniców (np. w Gładyszowie) w związku z niskim wynagrodzeniem. Z dalszej korespondencji w sprawach sztachet z Makowa wiadomo, że ich przewiezienie opłacane było przez Sigmunda Zollmanna, a administracja i żandarmeria – zapewne także swym autorytetem - pomagała w organizacji.
Na podstawie zachowanych dokumentów nie da się precyzyjnie ustalić, ile sztachet zamówiono i dostarczono. Niewątpliwie jednak były to ilości duże.
W piśmie z 25 maja 1917 roku Oddziału Grobów Wojennych do posterunku żandarmerii w Jordanowie w sprawie podwód do przetransportowania gotowych już wówczas sztachet mowa jest o odpłatnym zamówieniu w marcu u Sigmunda Zollmanna 22 100 sztuk, co odpowiadałoby ponad 2200 metrom bieżącym ogrodzenia. Jak już wcześniej pisałem, w tym samym miesiącu kupiec pisze w ofercie o 8000, a nawiązuje też do wcześniejszej propozycji dostarczenia 7000 sztuk. W korespondencji z 20 maja Zollmann wspomina o 5000 sztachet z rejonu Rajczy z przeznaczeniem do Tuchowa, 1600 z Zembrzyc do Gorlic i 1000 z Makowa do Ciężkowic.
W sierpniu pojawia się zamówienie na 8000 sztuk, skorygowane później do 6500, a pod koniec miesiąca Sigmund Zollmann spisuje w Osielcu notatę o wysłaniu 3000 sztuk do stacji Tuchów, 1600 sztuk do stacji Łowczówek-Pleśna (obydwie w okręgu VI) i 1500 sztuk do stacji Gorlice (okręg III), czyli łącznie 6100 sztachet.
W ostatnim tygodniu września do oddziału VI dostarczono 1200 sztachet długości 2,2 m i 3500 sztachet zwykłego rozmiaru. W październiku zamówionych zostało 6000 sztuk dla oddziału w Jaśle (Johann Jäger potwierdził ich otrzymanie 16 października) i 300 sztuk dla oddziału w Bochni. W listopadzie odbiór 1200 sztuk potwierdził w Grabiu Wilhelm Windholz.
Siegfried Haller w sprawozdaniu z 11 maja 1918 roku z prac w oddziale VI informował o zakończeniu montażu sztachet wokół cmentarza nr 185 w Lichwinie (Gródek/Zuckerhut) i planowanym wzmocnieniu ogrodzenia drutem kolczastym. To jeden z cmentarzy o największej powierzchni, obejmujący po stronie południowej również pewien obszar lasu, co wskazują zachowane słupki graniczne HV. Z rysunku projektowego wynika, że przy wejściu planowany był pełny mur, ale z tej koncepcji chyba szybko zrezygnowano. Ogrodzenie mierzyło około 475 m, a więc potrzebowano ponad 4500 żerdek. Powstało bardzo późno, więc pewno były wahania co do jego formy - modrzewiowe belki konstrukcji nośnej płotu dostarczone zostały już w sierpniu 1917 roku razem z belkami na ogrodzenie cmentarza w Łowczówku. Z dokumentu nie wynika, czy sztachety kupiono u Sigmunda Zollmanna. Nie wiadomo też, czy przy płotach tej długości i w takim terenie planowano sadzić żywopłot.

O zmianach rodzaju ogrodzenia decydowano czasem już w trakcie budowy cmentarzy.
W zamówieniu żerdzi z 9 sierpnia wymienione zostały cmentarze nr 115 w Rzepienniku Marciszewskim, 131 w Stróżach, 147 w Golance, 148 i 149 w Chojniku, 181 i 182 w Siemiechowie, 184 w Brzozowej i 203 w Tarnowie-Krzyżu. W sumie miało to być wspomnianych już wcześniej 8000 sztachet, przy czym liczbę tę potem zredukowano do 6500, wykreślając cmentarze w Stróżach i Tarnowie.
Z sierpnia jest też korespondencja krakowskiej jednostki z kierującym budowami cmentarzy w okręgu VI Siegfriedem Hallerem. Przybliża ona motywy, jakimi się kierowano, wybierając cmentarze do ogrodzenia prostymi i tanimi płotami sztachetowymi.
Takie stanowisko przedstawił Siegfried Haller:
Golanka nr 147 – cmentarz widoczny z drogi tylko z dużej odległości, dowóz materiału jest trudny, a przy tym teren został nadsypany i z tego powodu fundamenty ogrodzenia musiałyby być bardzo głębokie, dodatkowo też wzmocnione z powodu kolistej formy. W tej sytuacji należy użyć sztachet.
  • W innym przypadku, w Racławicach (111), gdzie również były duże nasypy, także zastosowano lekkie przęsła drewniane, natomiast betonowe słupki wykonano takiej długości, by sięgnęły calizny. Jak bardzo są nieproporcjonalnie długie, okazało się dopiero, gdy wydobyto je w trakcie remontu w ubiegłym roku. Szkoda, że nie poddano ich konserwacji, ale wykonano nowe. Wbrew zasadom i rozsądkowi.
Chojnik nr 148 – zamiast drewnianego ogrodzenia zostaną zamontowane rury pomiędzy betonowymi słupkami, co jest zgodne z zaleceniami po podróży inspekcyjnej gen. Brandnera (prawdopodobnie nie chodziło o wyeliminowanie sztachet, ale stosowanego w VI okręgu projektowym parkanu z desek).
Łowczówek nr 171 – są tam trudności z dowozem materiałów, a konieczne jest wykonanie wielu słupów pośrednich. Jeśli powstanie płot drewniany, wystarczą 4 słupy narożne i dwa bramne. Cmentarz położony głęboko w lesie, na zboczu, a jego wielkość i dobry rozwój żywopłotu wskazują na potrzebę użycia sztachet.
  • Nietypowy mur kryty gontem zbudowany został w latach 70. ub. wieku w wyniku starań majora Czesława Lipińskiego, którego boje o godny wygląd cmentarza opisane są w publikacji Czesław Lipiński, Opowiem Wam o Łowczówku. Wspomnienia i dokumenty pod redakcją Agnieszki Partridge (Pleśna 2018).
Brzozowa nr 184 – cmentarz założono przy małej, starej kapliczce. Właściwe byłoby tu ogrodzenie z ciętych listew i czworokątnych słupów.
Krakowskie dowództwo zaakceptowało ogrodzenie z rur w Chojniku, natomiast pomysł z listwowym płotem w Brzozowej został odrzucony. Potwierdzono zamówienie sztachet na cmentarze 147, 171 i 184.

Dostawy żerdzi odbywały się nie bez problemów. Na wspomniane wcześniej zamówienie wysłane 9 sierpnia 1917 roku Sigmund Zollmann odpowiedział, że sztachet nie dostarczy, bo ich nie ma. Jednak po trzech dniach poinformował, że materiał zdobył i może wysłać w cenie 7,5 korony za kopę, czyli po 12,5 halerza za sztukę.
Sprawa musiała być bardzo pilna i istotna, bo już 16 sierpnia z Krakowa do Ottokara Ranny, szefa tarnowskiej Komendy Uprzątania Pól Bitewnych, wysłano pytanie, czy w dobrach Roznau są dostępne sztachety i w jakiej cenie. Prawdopodobnie chodziło o wykorzystanie jego osobistych kontaktów, gdyż rok wcześniej tarnowski oddział pozyskał jako darowiznę drewno modrzewiowe z morawskich dóbr Rožnau/Rožnov Domu Bankowego S.M.v. Rothschild.
Ottokar Ranna odpowiedział po kilkunastu dniach, że wie z rozmowy telefonicznej z Gottliebem Klusakiem, odpowiedzialnym w Krakowie m.in. za sprawy dostaw, iż sztachety zostały zamówione „u niejakiego S. Zollmanna”.
Sierpniowe zwiększenie ceny nie było ostatnie – w październiku żerdzie kosztowały już 25 halerzy za sztukę.

Po około 10 latach od wybudowania płot cmentarza na Beskidku wyglądał jeszcze całkiem dobrze, co widać na jednej z fotografii albumu "Granica między Polską i Czechosłowacją" ofiarowanego prof. Waleremu Goetlowi.
http://www.pauart.pl/app/artwork?id=5dc ... fd9336741d
Dziwi natomiast jakość niektórych żerdek.
8.jpg
Nie konserwowane, tymczasowe ogrodzenia trzymały się całkiem dobrze. Ich resztki przetrwały do lat 80., a nawet 90.
Pierwszym odtworzonym, chyba w roku 2000 albo 2001, było ogrodzenie w Brzozowej. Tadeusz Knapik użył dostępnych w handlu stylisk. Tak samo postąpił w przypadku remontu cmentarza 175 Poręba-Górskie w roku 2002.
Naturalne, korowane żerdzie zamontowano w Łysej Górze w roku 2012. O ile pamiętam, wykonano je z jodłowych gałęzi. Był to wynik wyjątkowo dobrej współpracy autora koncepcji odbudowy cmentarza Jerzego Drogomira z gminą w Nowym Żmigrodzie.
Sztachetowe płoty stanęły też na trzech cmentarzach odbudowanych przez liczną, ale mającą też stały zespół podstawowy, grupę wolontariuszy.
Najpierw w roku 2019 była Lipna (45), rok później Wirchne (61), a w 2023 roku – Radocyna (43).
  • Opisy tych prac są na Forum w części „Remonty i prace na cmentarzach wojennych”,
    viewtopic.php?f=54&t=53
    a Wirchne ma nawet osobny wątek:
    viewtopic.php?f=54&t=123
    A tu relacja z akcji z 10.10.2020:
    https://youtu.be/xpdy6fi_Jq4
    Operator i zarazem jedna z głównych postaci filmu - to chyba rzadkie zestawienie - kiedar.
    Oprócz niego statecznie poruszają się m.in. Jan Majewski, Incubus, Trotta i ja. To jak na razie była najsilniejsza dniówka remontowa naszego Forum.
    Przygotowanie takich prac to wycięcie żerdek zimą lub wczesną wiosną we wskazanym młodniku, korowanie, suszenie, przycięcie na wymiar, montaż, konserwacja. Ogrodzenia na „naszych” cmentarzach konserwowane są co rok albo co dwa lata. Trzeba też sprawdzać całość wkrętów, bo drewno na mrozie pracuje.
W 2020 roku dzięki współpracy z Nadleśnictwem Gromnik i również przy znacznym wkładzie społeczników powstało ogrodzenie w Tuchowie w lesie na Wołowej (164).

Płoty z naturalnych żerdek są trudne do wykonania w ramach sformalizowanych zleceń ze środków budżetu państwa, w przypadku których cykl remontowy zamyka się zwykle w ciągu kilku miesięcy. Z tego powodu odstępowano od użycia sztachet okrągłych albo używano maszynowo obrobionych, jak w Ostruszy (142) czy w Golance (147).

Na koniec kilka informacji o dostawcy sztachet, Sigmundzie Zollmannie.
Według akt wojskowych urodził się w 1874 roku w Zawoi. Jako kapral pospolitego ruszenia w 16. pułku piechoty podlegał krakowskiej komendzie Landsturmu. 8 lutego 1917 roku w wyniku orzeczenia komisji superarbitracyjnej uznany został za zdolnego do służby bez broni, przy czym w związku z dostawami sztachet Oddział Grobów Wojennych w Krakowie wystąpił 2 lipca 1917 roku do dowództwa pospolitego ruszenia w Krakowie o stwierdzenie, czy kwalifikuje się on do służby w Oddziale, co po tygodniu zostało potwierdzone. 25 lipca wystąpiono więc o odkomenderowanie go na okres 6 tygodni. Podobnie postępowano także w przypadku innych współpracujących fachowców, jak np. blacharza Karla Alexandra, właściciela tartaku Cirilla Knoba,
viewtopic.php?f=54&t=2236
czy kamieniarza Richarda Wolfa.
viewtopic.php?f=54&t=2340

Według spisu ludności Krakowa z 1921 roku Zygmunt Zollmann mieszkał wraz z rodziną w kamienicy nr 22 przy ulicy Lubicz. Pod tym też adresem zarejestrowana była należąca do niego firma handlująca drewnem.
Jego żona Ewa (rocznik 1881) pochodziła z Milówki, tam też w roku 1898 urodził się najstarszy syn Samuel. Trójka kolejnych dzieci przyszła na świat w Osielcu (Erna w roku 1900, Lola w roku 1902 i Leon w roku 1903), a kolejna trójka w Makowie (Józef w 1905, Hugo w 1908 i Genia w 1913). Najmłodsza córka Rozalia urodziła się w Osielcu w roku 1914.
Według spisu mieszkańcem Krakowa był od roku 1919, natomiast według ankiet z 1940 roku wypełnionych przez niego i córki w ramach ewidencjonowania żydowskich mieszkańców Krakowa – od roku 1913.
Z dokumentów znajdujących się na stronach United States Holocaust Memorial Museum wiadomo, że w 1941 roku był wdowcem i mieszkał wraz z trzema córkami stanu wolnego przy ul. Grottgera 32b/6 (I piętro), w dwupokojowym mieszkaniu położonym we frontowej części kamienicy. Jako miejsce urodzenia podawał Maków, czyli tak jak podczas spisu w 1921 roku, a inaczej niż wynika z akt Oddziału Grobów Wojennych. W 1940 roku nie zajmował się już handlem, w rubryce „zawód wyuczony” wpisał „manipulant drzewny”.
W dokumentach z czasów II wojny światowej wymieniany jest jako Abraham Zygmunt, ale używał tylko drugiego imienia. W styczniu 1941 roku został wezwany pod karą przymusowego wysiedlenia do stawienia się na własny koszt w ratuszu, w Głównym Urzędzie Zdrowia, przed urzędowym lekarzem miasta, który miał stwierdzić, czy rzeczywiście jest osobą obłożnie chorą. Stosowne zaświadczenie musiał przedstawić w Biurze ds. Wysiedleń, mieszczącym się przy Stefansplatz (Plac Szczepański).
Ciężko chorowała też (astma oskrzelowa w połączeniu z uszkodzeniem mięśnia sercowego) córka Jeanette, wcześniej nazywana Genią, praktykantka u technika dentystycznego. Ze względu na swój stan zdrowia utrzymywana była wówczas przez rodzinę.
Rozalia podała w ankiecie, że jest z zawodu krawcową. Ten sam zawód wykonywany wymieniła też Ernestyna, ale jako wyuczony wpisała „szkoła rzemiosł, artystka-malarka”. Używała imienia Erna, przed wojną należała do krakowskiego Zrzeszenia Żydowskich Artystów. W sieci dostępna jest fotografia jej obrazu:
https://galeriazak.pl/pl/p/Ernestyna-Zo ... uS0fMluLqa
Lola Gintel, czwarta córka Zygmunta Zollmanna, była zamężna i mieszkała osobno. Według zapisów w ankiecie Jeanette Zollmann z 2 listopada 1940 roku, pracowała w Kabelwerk Krakau (Krakowska Fabryka Kabli i Maszyn Kablowych) i pomagała rodzinie finansowo. Wsparcie to potwierdziła też w swojej ankiecie Erna Zollmann.
Pomoc bliskich i najem jako źródła utrzymania podawał także Chaim (Heinrich) Zollmann, urodzony w 1878 roku w Makowie, z wykształcenia manipulant drzewny, mieszkający w jednopokojowym mieszkaniu przy ul. Lubicz 26, a więc pod adresem międzywojennej siedziby firmy Zygmunta Zollmanna. Wysiedlony został 4 lutego 1941, natomiast mieszkanie przy ul. Grottgera rodzina Zollmannów musiała opuścić 26 lutego 1941 roku.
Zygmunt Zollmann zamieszkał w Prokocimiu przy ul. Długiej 63 (Langgasse); adres pod sąsiednim numerem 65 znajduje się w dokumencie tożsamości jego najstarszego syna Samuela. Erna przeniosła się do Woli Duchackiej pod numer 21 przy ulicy 3 maja.
Tak wynika z próśb obojga o wystawienie kenkart dla Żydów i skierowanie do żydowskiej dzielnicy mieszkalnej, czyli krakowskiego getta, sporządzonych nie wcześniej niż w sierpniu 1941 roku.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.

Incubus
Posty: 607
Rejestracja: 05 cze 2018, 13:05

Re: Rury od Mannesmanna i sztachety od Zollmanna

Post autor: Incubus » 13 lut 2026, 22:05

Domyślać już należy się tragicznego końca losów rodziny Zollmannów...
Dzięki, KG, znowu świetny tekst!

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości