Rosyjscy generałowie pochowani w Galicji

Cmentarze I wojny światowej
domin.tarnow
Posty: 10
Rejestracja: 24 maja 2018, 22:48

Rosyjscy generałowie pochowani w Galicji

Post autor: domin.tarnow » 21 sty 2019, 21:11

Czy w Galicji jest pochowany jakiś rosyjski generał? Na poprzednim forum KG napisał fantastyczny post o generale pochowanym w Faściszowej, który okazał się kapralem. A ostatnio w "Kurjerze Lwowskim" z 1 IX 1914 roku trafiłem na taki artukuł: "Onegdaj przejechał przez Tarnów osobny pociąg, wiozący na Stróże i Nowy Sącz 1900 rosyjskich jeńców z pod Kraśnika na Węgry. (...) W pociągu jechał także generał rosyjski i 7 wyższych oficerów. Generał umarł po drodze między Tarnowem a Gromnikiem wskutek ataku sercowego. Najwięcej jechało żołnierzy 70 pułku piechoty.
Czy jest to zwykła wojenna propaganda, czy został on gdzieś po drodze pochowany?

Krebsrot
Posty: 30
Rejestracja: 24 maja 2018, 22:11

Re: Rosyjscy generałowie pochowani w Galicji

Post autor: Krebsrot » 21 sty 2019, 22:36

W austro-węgierskich materiałach archiwalnych nie znalazłem informacji na temat rosyjskiego generała wziętego do niewoli pod Kraśnikiem. Najprawdopodobniej notatka prasowa jest zwykła wojenną propagandą.

Awatar użytkownika
Trotta
Posty: 575
Rejestracja: 18 maja 2018, 15:19
Lokalizacja: Lublin/dawniej Kraków

Re: Rosyjscy generałowie pochowani w Galicji

Post autor: Trotta » 22 sty 2019, 09:02

domin.tarnow pisze:
21 sty 2019, 21:11
Na poprzednim forum KG napisał fantastyczny post o generale pochowanym w Faściszowej, który okazał się kapralem.
Zachęciłeś mnie, żeby to wkleić, ponieważ jest tam sporo pasjonujących informacji - nie tylko o rzeczonym "generale" :) Usunąłem linki, bo niestety do niczego nie prowadzą.

KG
2015-04-05, 08:33 Rosyjski generał pochowany w Faściszowej.
Taką informację Oblt. Robert Motka, architekt, kierownik prac i projektant w VIII. okręgu cmentarnym Zachodniej Galicji, przesłał w piśmie z 27 lipca 1916 roku do Kriegsgräberabteilung Krakau: „Melduję, że podczas ekshumacji w rejonie VIII, a mianowicie koło Faściszowej w pobliżu Zakliczyna zostały znalezione zwłoki, które były odziane w rosyjski mundur generalski. Mieszkańcy wsi potwierdzili, że podczas walk w maju 1915 roku w pobliżu wsi zginął rosyjski generał, który został przez nich pochowany. Przedmiotowy grób pojedynczy był zaopatrzony w duży drewniany krzyż, który nosił napis „G e n e r a l”.
Zwłoki otrzymały honorowe miejsce na cmentarzu w Faściszowej. Uprasza się o dalsze wskazówki w sprawie napisu na grobie.”

Pismo jeszcze tego samego dnia wpłynęło do centrali w Krakowie.
30 lipca 1916 Oddział Grobów Wojennych skierował w odpowiedzi pismo do k.u.k. Schlachtfeldaufräumungsabteilung VIII w Zakliczynie, w którym polecono dokładne zbadanie sprawy - gdzie i kiedy zginął, przez kogo został pochowany i na jakich podstawach stwierdzono, że chodzi o rosyjskiego generała.
Pismo dotarło 1 sierpnia, a odpowiedź do Kriegsgräberabteilung Krakau datowana jest na 5 sierpnia (trzeba przyznać, że działano sprawnie):
„W wyniku ekshumacji melduje się. W dniu 5.8.1916 grób został ponownie otwarty a zwłoki obejrzane. Spodnie i bluza są czarne (wcześniej zielone [feldgrün]), płaszcz został rozpoznany jako właściwy Czerkiesom, na epoletach zostały stwierdzone oznaczenia kaprala lub też Patrouilleführer. Z pozostałych części munduru w prowizorycznym grobie nie da się niczego wywieść.
Zwłoki w znacznym stanie rozkładu, głowa i stopy w stawach skokowych są oddzielone. Na krzyżu nie ma już napisu, jednak są widoczne znaki, że wcześniej na krzyżu była deska z rosyjskim napisem. Ludność swego czasu podczas ekshumacji podała p. Lt. Dziakiewiczowi, że to jest ros. generał (pomylony z kapralem).”
Podpisał Oblt. Schölich, czyli Karl Schölich z okręgu IX, projektant cmentarza w Bochni.

(...)
Na zdjęciu krzyż typowy dla grobów rosyjskich, stojący na prawo od wejścia na cmentarz w Faściszowej. Na lewo od wejścia jest krzyż zaprojektowany na groby żołnierzy austro-węgierskich. Grób kaprala jest na lewo od bramki, a na prawo – żołnierza z IR. 65 (Miszkolc), tak więc nagrobki są zamienione.

Takich historii o śmierci generałów podczas walk w Zachodniej Galicji krążyło więcej. Zdarzało się, że oficerowie wysokiej rangi tracili życie na froncie, a kilku z nich pochowanych jest na cmentarzach Zachodniej Galicji, o czym dalej.

W latach 80-tych usłyszałem opowieść, jak to dzielny żołnierz austriacki ukryty w starej wierzbie zastrzelił w Starym Sączu rosyjskiego generała. Uznałem to za „wieść gminną”, w czym utwierdziła mnie tabliczka na miejscowym cmentarzu wojennym.
(...)
Po wielu latach natknąłem się jednak na relację znanego korespondenta wojennego Alexandra Roda Roda:
„Gdy pułkownik zapytał, kto z pułku zgłosi się na ochotnika, bez jakiejkolwiek obietnicy premii czy medalu za dzielność, jako zwiadowca do Starego Sącza, natychmiast wystąpiło czterdziestu żądnych przygód Mazurów. Jeden przyniósł wiadomość, że Stary Sącz zajęty przez Kozaków, którzy akurat z wielką pompą pogrzebali swojego generała. Inny dotarł do Nowego Sącza, a więc 10 kilometrów dalej i zastrzelił tam rosyjskiego pułkownika. Ułan w pojedynkę! Trzeci przeszedł jeszcze przez Nowy Sącz i wrócił szczęśliwie przez dwie silne rosyjskie linie.”
Nie tylko generał pogrzebany, ale jeszcze i pułkownik zabity. Prasa z tamtych czasów masowo uśmiercała żołnierzy strony przeciwnej, a od czasu do czasu także wysokich oficerów.
Kilka miesięcy później, w Nowościach Illustrowanych, pojawia się zdjęcie grobu z podpisem: „Po odwrocie wroga: Grób esauła D. Makarowa (syna znanego jenerała rosyjskiego) na cmentarzu w Starym Sączu. Obok grób huzara rosyjskiego Denisowa.”
(...)
Jak widać, już nie generał, ale za to syn znanego generała.
I jeszcze informacja w dłuższym tekście (ortografia zgodna z oryginałem): „Makarowa zabił żołnież czy nawet porucznik austriacki śmiałym strzałem w kilkanaście dni już po zajęciu Starego Sącza przez Rosyan i zbiegł na koniu Makarowa.”
Rok później w tym samym piśmie takie samo ujęcie z podpisem: „Rosyjskie hekatomby. Grób oficera kozaków Makarowa pod Starym Sączem”.


Wg danych archiwalnych (Jerzy Drogomir, Polegli… t.III), w Bielczy na cmentarzu wojennym nr 270 w grobie 35 pochowany jest nieznany dowódca rosyjskiego 32. pułku piechoty w stopniu podpułkownika, który zmarł lub zginął we wrześniu 1914. Te same informacje są na przerdzewiałej tabliczce nagrobnej.
(...)
W wydanym w śladowym nakładzie pamiętniku (Erinnerungen an 1914-1918 von J.A.Kaufmann (Toblars Seftone), 2005 ) znaleźć można taką wzmiankę: „w Bielczy na samotnym cmentarzu wiejskim leży pochowany rosyjski dowódca pułku Obstlt. Iwan Iwanowicz z 7. pułku piechoty”. Josef Anton Kaufmann z Mellau koło Bregencji był w Bielczy w lutym 1915 jako żołnierz FJB. 12.

Wątpliwości jest kilka.
Pierwsza to data śmierci. Z dużym prawdopodobieństwem mógłby to być listopad 1914, z mniejszym - następne miesiące.
Druga – jednostka, którą dowodził.
7. rewelski pułk piechoty, stacjonujący przed wojną w Pułtusku, brał udział w bitwie pod Tannenbergiem - z fatalnym dla siebie skutkiem.
32. kremenczucki pułk piechoty, stacjonujący w Warszawie, nominalnie w 8. dywizji piechoty i XV. korpusie - też nie bardzo.
Niedaleko Bielczy, pod koniec listopada 1914 roku, wojował 42. jakucki pułk piechoty – żołnierze pochowani są na cmentarzu w Niedarach, a kapitan Aleksandr Stiepanowicz Alejnikow, kawaler Orderu św. Jerzego 4. stopnia (odznaczony pośmiertnie właśnie za walki w rejonie Uścia Solnego) – w Szczurowej.
(...)
Może ktoś jest w stanie ustalić nazwisko Iwana Iwanowicza – dowódcy (a może zastępcy dowódcy) pułku jesienią 1914 roku?


Najwyższymi rangą dowódcami austro-węgierskimi, którzy rozstali się z życiem na froncie w Zachodniej Galicji byli dwaj pułkownicy - brygadierzy Adolf Eschelmüller i Edmund von Rabl. Najbardziej znanym jest płk. Othmar Muhr , który, jak pisano w Salonblatt, w 13. dniu dowodzenia 9. pułkiem huzarów zginął pod Limanową, pozostawiając żonę Olgę (z domu von Simon), jedną córkę i pięciu synów. O dzielnym dowódcy huzarów pisał nie będę, gdyż jest o nim sporo informacji, także w internecie. Poza tym musiałbym wspomnieć, że operacja limanowsko-łapanowska została rozstrzygnięta nie przez tę wyjątkowo brawurową akcję, lecz niedaleko na północ i nieco dalej na południowy-wschód od Limanowej. A to grozi długotrwałą polemiką.

W przypadku płk. Eschelmüllera też mamy do czynienia z lokalnym przekazem, dość zresztą prawdopodobnym.
W przewodniku Witolda Grzesika, Tomasza Traczyka i Bartłomieja Wadasa „Beskid Niski od Komańczy do Wysowej” jest taki fragment wspomnień spisanych w latach 50-tych ub. wieku:
„Pewnego razu stacjonujący w Uściu austriacki generał dostał wiadomość od zwiadu, że na łąkach nad Regetowem widać rosyjskich jeźdźców. Przyjechał na saniach z Uścia wraz ze swoim ordynansem. Nie zastał artylerzystów przy działach, lecz w karczmie. Kazał im natychmiast stanąć do dział i strzelać w tamtym kierunku. Komendant baterii zaproponował, iż nie warto strzelać, gdyż to zdemaskuje miejsce baterii, ale generał był nieugięty. Posłano dwie salwy armatnie, ale nie minęło kilka chwil, a na Smerekowiec i baterię spadł grad pocisków artyleryjskich, który w pył rozbił austriackie działa. Ucierpiał przy tym ordynans generała, który stracił podczas ostrzału rękę. Generał wrócił, a raczej uciekł natychmiast do Uścia. Kiedy wrócił do Uścia, zamknął się w swojej izbie. Za kilka godzin jeden z żołnierzy próbował się do niego dostać, ale generał miał drzwi zamknięte i nie otwierał. Żołnierz pobiegł na plebanię, gdzie był sztab. Powrócił w obecności oficerów, którzy wyważyli drzwi i znaleźli generała martwego w łóżku. Jak to miejscowi mówili… zmarł ze strachu po ostrzale w Smerekowcu…”

Adolf Eschelmüller, urodzony 17 marca 1863 roku, zmarł w Uściu Ruskim (od 1949 - Gorlickim) 4 lutego 1915 r. Wprawdzie w notce o generale napisano „gef.[allen] Uście ruskie” (Antonio Schmidt-Brentano, Die k.k. bzw. k.u.k. Generalität 1816-1918, 2007), to jednak informacje prasowe z epoki są zgodne – przegrał z chorobą, której się nabawił (lub się nasiliła) na froncie. Określano też przyczynę ogólnie jako „Strapatzen” a czasem bardzo konkretnie - „Herzschlag” (zawał serca) albo „Schlaganfall”, czyli udar mózgu, wówczas nazywany apopleksją.
Był pułkownikiem, dowódcą przemyskiego 30. pułku artylerii polowej, przy czym od wymarszu na wojnę dowodził 45. brygadą artylerii polowej austriackiej obrony krajowej, a więc pełnił funkcję z zasady przysługującą jednogwiazdkowemu generałowi. W październiku 1914 roku Eschelmüller otrzymał Order Żelaznej Korony 3. klasy z dekoracją wojenną, przy czym określono go jako dowódcę 45. brygady artylerii Landwehry z przydziałem „überkomplett” do FKR. 42 (Steyr).
Tak się złożyło, że w chwili jego śmierci wniosek o awans był już rozpatrywany, a młyny administracji nie tylko nie mielą szybko, ale czasem i zatrzymać jest je trudno. 1 marca 1915 roku został więc awansowany do stopnia GM (równocześnie generałem mianowano też Guido von Klingspor, +12.5.15) ze starszeństwem (w tej sytuacji mało przydatnym) od 26 lutego. W prasie zaznaczano, że Eschelmüller już nie żyje. 21 marca awans anulowano, po roku – 10 marca 1916 – generalski tytuł przyznano mu pośmiertnie.
Pochowany został 10 lutego 1915 w Linzu, a więc w 6 dni po śmierci.

W jednej z gazet ukazało się wspomnienie jego przemyskiego współpracownika. Pisze on, iż Eschelmüller zajmował wraz z żoną (skądinąd wiadomo, że miała dźwięczne imię Hermenegilde) piętro w willi Münz (czy chodzi może o dom zmarłego przed wojną przemyślanina Sigmunda Münza?) przy ulicy Potockiego. Byli bezdzietni, rodzinnie związani z Linzem. Gdy żony oficerów musiały opuścić Twierdzę, pułkownikowa tam właśnie wyjechała (Eschelmüller uważał, że Twierdza to najbezpieczniejsze miejsce na czas wojny). Z tekstu możemy się też dowiedzieć, że lubił psy („Do zobaczenia panie pułkowniku, po wojnie, po zwycięstwie! Nie odpowiedział ani słowem, odwrócił się, głaszcząc po głowie mojego młodego bernardyna.”) i miał „niebieskie, dziecięce oczy”, co autor powtarza aż trzykrotnie. Wyjechał z Twierdzy na czele swej brygady artylerii (w składzie przemyskiej 45 dp Landwehry) w kierunku Sieniawy, a towarzyszył mu „wierny rusiński ordynans”. Czyżby późniejsza ofiara ostrzału w Smerekowcu?


Edmund von Rabl był dowódcą IR. 30 (Lwowskie Dzieci), przy czym już jesienią 1915 r. został tymczasowym komendantem lwowskiej 60. brygady piechoty (jego poprzednikiem był GM Oswald Kunesch, którego niezdolność do dalszej służby oficjalnie ogłoszono 20.12.1914, a więc w dniu śmierci Rabla).
Już na początku wojny był ranny (VL nr 19 z 1.10.1914). W październiku 1914 roku otrzymał Order Żelaznej Korony 3. kl. z dekoracją wojenną, wcześniej był też odznaczony Militärverdienstkreuz i Kriegsmedaille.

W prasie ukazała się obszerna relacja, którą podaję w całości. Tłumaczenie z pewnością nie oddaje w pełni wszystkich emocji nieznanego oficera pionierów, mimo to osoby skłonne do wzruszeń uprasza się o opuszczenie ustępu.

„Dzisiaj [21.12.1914] na cmentarzu w B.[orzęcinie] pochowaliśmy komendanta 60. brygady piechoty, rycerskiego i uroczego pułkownika Edmunda Edler von Rabl. Temu znanemu oficerowi sztabowemu sądzona była szybka, żołnierska śmierć od wybuchu szrapnela. Nigdy bardziej nie odczułem piękna bohaterskiego zgonu, niż w tym momencie, gdy opuszczano do ziemi czarną, pozbawioną ozdób trumnę z doczesnymi szczątkami poległego brygadiera.
Było to poprzedniego dnia około południa, podczas walk w Z.[abawie]. Pułkownik Rabl akurat znajdował się z przydzielonym mu oficerem sztabowym kapitanem Schneiderem w nędznym, chłopskim domu na północnym skraju Z., gdzie był telefon brygady – kilkaset metrów za liną frontu.
Znam ten dom, ponieważ kilka godzin przez katastrofą również w nim byłem - perę minut, przy okazji podjętej wczesnym rankiem próby rozpoznania nad rzeką. [Dunajec].
Według przekazu naocznego świadka, kapitana Schneidera, pułkownik Rabl w tej fatalnej dla siebie chwili właśnie zamierzał pożegnać składającego meldunek podporucznika, a kapitan Schneider siedział za stołem, pochylony nad mapą. Raptem zadźwięczało okno i do pokoju wpadł szrapnel. Podmuch powietrza rzucił kapitana Schneidera na podłogę - znalazł się pod stołem i w cudowny sposób uniknął obrażeń. Pułkownik Rabl trafiony został wprost potwornie i zginął na miejscu, natomiast podporucznika stojącego przy drzwiach ugodziły w łydkę dwie lotki…
Jeszcze wczoraj wieczorem przeniesiono zwłoki martwego bohatera do B. Dwaj pionierzy z mojej kompanii przygotowali prostą, pozbawioną ozdób trumnę i wystawili zwłoki w pięknym, wiejskim kościele.
(...)
W nocy wartę honorową pełnił oddział wojska. Piękny los tak sprawił, że była to kompania sztabowa 30. pułku piechoty, którym pułkownik Rabl komenderował przed objęciem 60. brygady piechoty. O 9. rano zwłoki zostały z honorami wojskowymi przeniesione do grobu. Gorzki, grudniowy poranek ze swym sennym słońcem sprawił uroczystościom piękną oprawę. Generałowie i oficerowie wszystkich rodzajów broni zapełnili kościół, proboszcz z B. celebrował uroczystą mszę żałobną, a jeden z oficerów grał na organach …. Prześliczna, ujmująca muzyka przenikała piękną budowlę: marsz żałobny Chopina, marsz żałobny Beethovena i „Vater, ich rufe dich!”
(...)
Niejedno stwardniałe wojenne oblicze drgnęło w głębokim wzruszeniu i nikt nie wstydził się zwilgotniałych oczu. Od kościoła do cmentarza – znowu piękny przypadek – stał w rozwiniętym szeregu, przybyły wprost z linii frontu, 30. pułk piechoty - przybyły by swojemu zmarłemu pułkownikowi oddać ostatni honor. Zahartowane niepogodą i czarne od prochu postacie z dzikimi brodami - tak stali Trzydziestacy i salutowali trumnie, kryjącej śmiertelne szczątki ich dawnego komendanta, niesionej na ramionach przez sześciu żołnierzy kompanii sztabowej. Wilgotne oczy, przywykłe do oglądania wszelkich okropieństw wojny, śledziły w niemym wzruszeniu powoli przenoszoną trumnę. W milczeniu została opuszczona do przygotowanego grobu. I gdy głucho upadły pierwsze grudy ziemi, oczy wszystkich zwróciły się ku niebu. Szum wypełnił powietrze. Wprost nad grobem przeciął przestrzeń swym dumnym lotem wojskowy aeroplan. Przypadek, bez wątpienia, ale także, tak to wszyscy odczuliśmy, symboliczne oddanie honoru.
Sygnał trąbki „Abgeblasen”, ostra komenda „Rechts schaut!”do Trzydziestaków i tak zakończyła się ta przejmująca pogrzebowa uroczystość. Bliskie armatnie grzmoty przypomniały nam o nowych bojach i nowych zwycięstwach...
Pułkownik Rabl był nad wyraz uzdolnionym oficerem i sympatycznym człowiekiem, cieszącym się wielkim szacunkiem wszystkich, z którymi miał styczność. Jego podwładni kochali go jako sprawiedliwego i życzliwego przełożonego, a zwierzchnicy uważali za sumiennego oficera i wiernego towarzysza. Pułkownik Rabl był też przedstawiony do wysokiego odznaczenia. Niestety, nie było mu dane doczekać. Po życiu poświęconym bezustannej pracy i pełnym oddania wypełnianiu obowiązków, cmentarzyk w zapomnianej, galicyjskiej wiosce stał się teraz miejscem jego ostatniego spoczynku. Nieobrobiony, drewniany krzyż będzie odwiedzającym cmentarz w B. dawał wymowne świadectwo żołnierskiego losu i żołnierskiej śmierci, gdy czytać będą te słowa:
Hier ruht
Oberstbrigadier Edmund v. Rabl
gefallen am 20. Dezember 1914
zu Zabawa.“


Jak widać, objęta tajemnicą nazwa wsi Z. została w ostatnim słowie zdradzona.
Dziś nie ma już drewnianego krzyża i nie ma też niemieckiej inskrypcji. Na przełamanej, marmurowej tablicy jest, co nietypowe, napis polski:
Ś.P.
EDMUND von RABL
PUŁKOWNIK 30 P.P.
WOJSK AUSTRJACKICH
POLEGŁ BOHATERSKĄ ŚMIERCIĄ
OD GRANATU ROSYJSKIEGO
W ZABAWIE 20.XII.1914
PROSI O ZDROWAŚ MARJO!

(...)

Cmentarz w obecnej postaci zaprojektował architekt Robert Motka, od którego pomyłki zaczął się ten post.
(...)
Częścią kompozycji jest, podobnie jak w przypadku kilku innych cmentarzy zachodniogalicyjskich, element pierwotnego wystroju.
(...)
Interessantes Blatt w podpisie pod zdjęciem podaje, iż jest to „pierwszy pomnik żołnierski wojny roku 1914-1915, który zaprojektował i wybudował na cmentarzu wojennym w Borzęcinie w Galicji feldkurat W. Tesar”. Ten sam feldkurat zbudował także cmentarze w Kamieniu – Steinau i w Bychawie.
(...)

Swego czasu wydarzeniom w Kamieniu i okolicy poświęcił artykuł nasz forumowy kolega:
(...)

W tym samym piśmie podano też kilka szczegółów o cmentarzu w Borzęcinie – pomnik, czterometrową kamienną piramidę, zbudowano staraniem duchowieństwa wojskowego w lutym 1915 roku, co nie było proste, gdyż w dużej, siedmiokilometrowej wsi nie można była znaleźć żadnych kamieni (?). Wymurowali go żołnierze 2. kompanii 79. batalionu Landsturmu (z 8.ID. FML. Fabiniego), którymi dowodził Oblt. K. Hniewkowsky. Napis w czterech językach głosił: „Tu spoczywają bohaterowie !”


7 marca 1915, pod protektoratem arcyks. Josefa Ferdinanda i w przytomności GdI. Josefa Rotha, odbyło się uroczyste poświęcenie. Przemowę do oficerów wygłosił GM. Bruncwik (tak w oryginale, chodzi o GM. Adolfa Brunswik von Korompa (1866-1924)) jako przedstawiciel Arcyksięcia, „który po kilku dniach odwiedził ten pierwszy pomnik wojenny i pełną pietyzmu ideę nie tylko pochwalił, ale polecił tworzenie wszędzie podobnie godnych cmentarzy żołnierskich”.
Jeśli więc wierzyć relacji prasowej, byłby to początek akcji budowy trwałych cmentarzy wojennych, a prekursorem i pierwszym projektantem Wenzel Tesař – przed wojną feldkurat w XIV. okręgu wojskowym Innsbruck, w początkowym okresie wojny pełniący posługę w szpitalu polowym 7/14, w grudniu 1914 odznaczony Geistliche Verdienstkreuz 2. klasy na biało-czerwonej wstędze, a zarazem ofiara tej wojny, bo w 1915 r. amputowano mu trzy palce u nogi.

W prawym, dolnym rogu częściowo zatartej tablicy fundacyjnej starego pomnika można jeszcze odczytać nazwisko "TESAŘ".
(...)

Wymieniony na tablicy komendant szpitala dr med. Leon Dem przed wojną był lekarzem w LIR.29 z Czeskich Budziejowic. Zmarł na chorobę zakaźną w 1916.
Szpital polowy 7/14 działał w Borzęcinie co najmniej od 23.12.1914 do 31.3.1915. Zmarła w nim większość żołnierzy pochowanych na tym cmentarzu i Inf. Hersch Bezner (zwany też Kohn), pogrzebany na żydowskim cmentarzu wojennym w Brzesku. Umierali z ran i chorób zakaźnych.

W tej samej notatce jest również informacja, iż „już w październiku 1914 roku został utworzony pierwszy, piękny cmentarz wojenny w Przeworsku”.

Może warto jeszcze dodać, że w październiku 1914 szpital szpital polowy 7/14 działał w Przeworsku, od końca maja do końca czerwca w Kamieniu, a w lipcu 1915 r. w Bychawie. [dopisane 6.4.2015]



Na prawo od pomnika na cmentarzu rakowickim w Krakowie stoi nagrobek z czasów już powojennych, z nieco zatartym napisem:
BERNARD / OBWURZEC / PUŁK. 27 BAON POSP.RUSZ. /B.ARM.AUSTR. / + 1914 / R.I.P. / P.T.O.N.G.
(...)
P.T.O.N.G. to Polskie Towarzystwo Opieki nad Grobami Bohaterów (wcześniej: Towarzystwo Polskiego Żałobnego Krzyża).

Prawidłowa pisownia nazwiska znana jest przynajmniej od 10 lat, gdy ukazał się trzeci tom benedyktyńskiej pracy Jerzego Drogomira („Polegli w Galicji Zachodniej 1914-1915”), który podaje takie informacje: Oberst Bernard Obwurzer, lat 62, Lst.Baon 27, data śmierci – 23.11.1914, a w przypisie uwaga: „Na tabl. OBWURZEC”.

Data śmierci zgadza się z podawaną w prasie, natomiast w Verlustliste jest to 25 listopada. Imię pisane jest w dwóch formach – Bernhard i Bernard, przy czym na klepsydrze - Bernhard.
(...)
(Vorarlberger Volksfreund, 10.12.1914)

Bernhard Obwurzer zginął w Woli Więcławskiej, a więc kilkanaście kilometrów na północ od Krakowa. Prasowe informacje o okolicznościach śmierci są lakoniczne a zarazem kanoniczne – „na czele prowadzonych przez siebie żołnierzy”, „atakując wzgórze”.
Prawdopodobnie 27. batalion Landsturmu wchodził w skład 106. dywizji Landsturmu w Grupie Rotha, na styku z koszycką 39. dywizją Honvédu z grupy Arza.
Ponieważ dotychczas znałem to nazwisko wyłącznie z wykazu wyższych oficerów poległych na wojnie, pogrzebałem trochę w starych gazetach.

Urodził się w 1852 roku w tyrolskim Bozen, jego matka była z domu Tschutschenthaler, a więc miała typowo tyrolskie nazwisko (dobre jako odwet za chrząszcza w Szczebrzeszynie, podobnie jak inne też generalskie - Scheuchenstül).
Po ukończeniu studiów początkowo zajął się kupiectwem i pracował w Bozen w Moser'chen Buchhandlung. Służbę jako jednoroczny ochotnik odbył w Tiroler Landeschützen. Stopień porucznika otrzymał w listopadowej promocji w 1881. Był wówczas w VIII. batalionie Trient-Valsugana. W siedem lat później został kapitanem 2. klasy, po kolejnych dwóch - kapitanem 1. klasy. W 1897 przeniesiony został do LIR. 2 w Linzu, a po roku awansowany na majora. W roku 1900 prasa donosiła, że cesarz z powrotem przeniósł go do południowego Tyrolu, do LSchR. II w rodzinnym Bozen.
29 maja 1900 jako dowódca batalionu Landeschützen witał wraz z władzami miasta na dworcu w Bruneck arcyksięcia Eugeniusza, który będąc w podróży inspekcyjnej zwiedził koszary, magazyny, strzelnicę i plac ćwiczeń, a następnie wyjechał do garnizonu Niederdorf. Wrażenia z gospodarskiej wizyty nie zostały upublicznione.
Kilka lat przed wojną Obwurzer przeszedł w stan spoczynku i zamieszkał w Innsbrucku. Miał stopień tytularnego pułkownika Landwehry (tak w uzasadnieniu przyznania Orderu Żelaznej Korony 3. klasy z dekoracją wojenną poległemu w obliczu wroga), chociaż na ogół wzmiankowany jest jako pułkownik.
W uznaniu zasług cesarz nie tylko przyznał mu pośmiertnie EKO3KD, ale też decyzją z 15 lutego 1917 roku rodzina (wdowa i czworo dzieci) została nobilitowana, co oficjalnie ogłoszono po blisko 9 miesiącach.

Był zapewne człowiekiem dzielnym. W 1885 jedna z gazet ukazujących się w Przedarulanii doniosła, że w Bregencji miał miejsce niebezpieczny wypadek - odgłos lokomotywy spłoszył konie ciężkiego zaprzęgu z drewnem. Przełamały one bariery przejazdu kolejowego i gnały dalej ulicą. Jeden z nich był mocno zraniony. Przechodzący akurat Oblt. Obwurzer chwycił za uprząż i wyhamował zaprzęg.
W 1893 roku w jednej z gazet można było przeczytać o tragicznym wypadku w Innsbrucku - wieczorem 14 czerwca nieco ponad 6 letni chłopiec wpadł do rzeki Inn. Na pomoc, jak się okazało bezskuteczną, ruszyło kilka osób, w tym Hptm. Obwurzer, który skoczył do rzeki.

Żonaty był z Julią Kofler (ok. 1897), mieli dwie córki (Paula i Elisabeth) i dwóch synów (Herbert i Eckard), którzy, jak to w oficerskich rodzinach często bywało, poszli w ślady ojca.
Eckard Obwurzer w roku 1914 służył na niszczycielu (Torpedobootzerstörer) S.M.S „Balaton” w stopniu Fregattenleutnant, w maju 1916 roku został awansowany na stopień Linienschiffsleutnant , a rok wcześniej odznaczony MVK3KD.
(...)
(drugie zdjęcie od góry, w grupie m.in. Gottfried Banfield)

Herbert w roku 1914 był podporucznikiem w Dragoner Regiment Nr.9 ( w czasach pokojowych rozlokowanym w Brodach, Kamionce Strumiłowej i Kołomyji), w 1917 awansowany na kapitana w lwowskim IR. 55 i w tym samym roku przeniesiony do TKJR.1.
Po wojnie we Freikorps ( Eiserne Brigade na Łotwie), potem organizował Heimswehr w Tyrolu, od 1930 r. w NSDAP, od 1936 r. w Wehrmachcie, a od 1942 r. ochotniczo w SS, m.in. jako dowódca 13. dywizji górskiej SS (1. chorwacka) "Handschar" i 15. dywizji grenadierów (1. łotewska). Oddziały SS, którymi kierował, popełniały zbrodnie wojenne.
Zaginął/zginął na ziemiach polskich (a więc podobnie jak ojciec) w rejonie Nakła nad Notecią, mając stopień SS-Oberführera (odpowiednik pułkownika). Później awansowany do stopnia generalskiego (SS-Brigadeführer).
(...)


Po lewej stronie rakowickiego pomnika jest też drugi nagrobek:
(...)
Oberst Eugen Kastner (1863 – 1914), szef inżynierii wojskowej (Geniedirektor) Twierdzy Kraków, zmarł nagle w wieku 51 lat w Krakowie 27 grudnia (archiwum) lub 28 grudnia (prasa) 1914 roku i pochowany został z należnymi honorami 30 grudnia na Rakowicach. Jego synem był architekt Eugen Carl Kastner (1897-1945).
Wprawdzie w komunikacie o przyznaniu pułkownikowi (w dwa miesiące po śmierci) EKO3KD napisano o wybitnych zasługach w obliczu wroga, jednak nic nie wskazuje, by śmierć miała bezpośredni związek z wojną. Może krakał coś o nim napisze?

Obydwa pomniczki mocno zaniedbane, w odróżnieniu od pozostałych w tej części cmentarza.



I na koniec tego krótkiego postu jeszcze oficer nieco niższego stopnia, który pojawił się już kiedyś na forum.
(...)

Na żeliwnej tablicy nagrobnej są nieścisłości.
(...)

Zacznijmy od nazwiska. W prasie pojawia się jako Albrecht Ritter von Krismanić , ale także „Krismanic” (najczęściej, bo najłatwiej) i „Krismanič” (sporadycznie). Pisownia Krizmanić (zapewne pierwotna) się nie zdarza. W wersji z „č” nazwisko zapisane jest w wykazie pochowanych sporządzonym przez Kriegsgräberabteilung Krakau (ANK Kraków, Jerzy Drogomir, Polegli…, t.I), stąd taki właśnie zapis na tablicy.
Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że jego dziadkiem był generał Gideon von Krismanić (znany z planów bitwy pod Königgrätz/Sadową, pod koniec życia komendant twierdzy petrowaradyńskiej), który tytuł „Ritter” otrzymał wiosną 1858 roku. Synem Gideona von Krismanić był FML. Erwin Gideon Vinzenz von Krismanić (1856-1912). Jakie były dokładnie koligacje między nimi, a piszącymi się „Ritter von Krismanić” innymi wojskowymi z owych czasów - Manfredem, Gideonem i Albrechtem - nie wiem.

Kolejna sprawa to jednostka. Tablica nie kłamie, ale też nie wszystko mówi. Krismanić służył w stopniu majora w nowosądeckim 32. pułku piechoty austriackiej obrony krajowej. Tak podaje m.in. „Seidels kleines Armeeschema” z 1913 roku. W tym też pułku rozpoczął wojnę, natomiast zginął jako dowódca innego pułku Landwehry – 11. z Jičina, pozostając nadal „na stanie” pułku z Nowego Sącza.
Prawdopodobnie pełnił funkcję dowódcy tymczasowego (był majorem). Formalnie komendant LIR.11 Oberst Emil Stangl został odwołany ze względów zdrowotnych i przeniesiony do rezerwy z zastrzeżeniem możliwości powrotu zarządzeniem cesarskim z 24.04.1915 (później był reaktywowany i jako Oberst d. R. dowodził batalionem Landsturmu, był ranny, w 1917 r. został tytularnym GM). Jego następcą mianowany był tego samego dnia inny oficer w stopniu pułkownika – Josef Edler von Kwiatkowski z wadowickiego IR. 56 (od 6 czerwca 1918 tytularny GM)

Data śmierci.
Albrecht Krismanić zginął 2 stycznia 1915 roku. Na tablicy datę „2.5.15” odlano zapewne z rozpędu (w wykazie archiwalnym jest prawidłowa). W końcu to główny cmentarz majowej bitwy, a spośród tu pochowanych wyższy stopień ma jedynie Obstlt. Hugo Meyer z FJB.2, który zresztą zginął w grudniu 1914.
Informacji o śmierci majora jest w prasie z początku roku 1915 wiele. Wymieniono go także w „Liście strat” z 11 lutego 1915.

W jednej z gazet można znaleźć szczegółowy opis okoliczności zgonu. Relacja brzmi bardzo prawdopodobnie - śmierć w sumie przypadkowa - żadne tam prowadzenie z wysoko uniesionym pistoletem bezgranicznie oddanych żołnierzy na ufortyfikowane wzgórze bronione przez najdziksze plemiona azyatyckie.
Działo się to „na zachód od miejscowości G., którą Rosjanie już wielokrotnie próbowali zająć” (LIR.11 walczył pod Gorlicami w składzie 51. IBrig. w Grupie FML. Rudolfa Králička). Pozycja pułku była szczególnie trudna - w wygięciu linii frontu, Rosjanie w zasadzie otaczali z trzech stron. Sztab znajdował się w małej, drewnianej chacie u podstawy wzgórza, około 300 kroków od linii okopów. W nocy na 2 stycznia oficerowie pułku – Mjr. Krismanić, Hptm. Bürgermeister, Hptm. Dolenc, Oblt. Gruner i Oblt. Janausch w pełnym umundurowaniu spali (a raczej próbowali spać) na słomie w izbie. O 7. rano nagle przyjechał konno dowódca 1. batalionu Hptm. Stiasny i krzyknął, że Rosjanie przełamali na wzgórzu linie sąsiedniego pułku.
Krismanić z adiutantem oraz obydwaj kapitanowie i porucznik wybiegli przed dom, by ocenić sytuację. Oficer-telefonista został w izbie – miał powiadomić dowództwo i przyjąć rozkazy. Wraz z nim w chacie było jeszcze kilku żołnierzy patrolu telefonicznego i dwóch ordynansów. Podczas gdy oficerowie patrzyli w kierunku pozycji swego pułku na pagórku przed domem, znienacka wyłonili się Rosjanie. Jak się potem okazało, było ich około 200. W tej rozpaczliwej sytuacji oficerowie zaczęli się powoli wycofywać. Po 150 krokach Krismanić został postrzelony. Żołnierze rosyjscy, skoncentrowani na bezustannym ostrzale grupy oficerów i ich rannego dowódcy, minęli dom, niszcząc tylko druty telefoniczne i nie zauważyli ukrytych w izbie żołnierzy. Ściany domu wielokrotnie przeszyły pociski. W drugiej izbie wzywała pomocy kobieta, której dziecko zostało zranione w stopę (cywile, znajdujący się w miejscu walk, to element powtarzający się w wielu opisach).
Po kilku minutach nadbiegło 30 żołnierzy LIR. 11, w większości rekrutów nie oswojonych z wojną, prowadzonych przez Stbsfldw. Bartę. Również żołnierze uwięzieni w domu włączyli się do akcji. Najpierw strzelając, a potem w walce na bagnety, powstrzymali atak rosyjski.
Żołnierze rosyjscy zaczęli się poddawać, część uciekła. Jeden z gefrajtrów pojmał po dłuższym pościgu rosyjskiego oficera. Jak szczegółowo relacjonował naoczny świadek, scena ta była niezwykle komiczna, więc najpierw zaczęli się śmiać jeńcy rosyjscy, a potem także reszta żołnierzy. Nie wiemy, co na to wszystko chłopska rodzina. Na pewno nic nie mogło już rozbawić około 40 zabitych, leżących wokół zniszczonego domu.
Potyczka trwała około kwadransa. Zginęło 8 żołnierzy austro-węgierskich, a 5 zostało rannych, zabitych było ponad 30 żołnierzy rosyjskich, rannych – 10. W czasie walki Hptm. Dolenc odciągnął Krismanicia z zasięgu ognia. Pocisk dum dum (dość częsty motyw w relacjach prasowych i nie tylko) wyrwał mu trzewia. Major był nieprzytomny, po pół godzinie zmarł.
(Czyż to nie piękny scenariusz do rekonstrukcji? Jest i rola kobieca i dziecięca, uboga chata, nagły zwrot akcji, element humorystyczny, liczne trupy, malownicze wnętrzności, no i nasi górą.)
Stabsfeldwebel prowadzący kontratak otrzymał złoty medal za dzielność, żołnierze z patrolu telefonicznego – srebrne, odznaczony został też jeden z ordynansów, który wykazał się wyjątkową odwagą. Po kilku tygodniach również Albrecht von Krismanić został pośmiertnie wyróżniony Orderem Żelaznej Korony 3. klasy z dekoracją wojenną.
Ostatnio zmieniony przez KG 2015-04-07, 21:25, w całości zmieniany 2 razy
Češi bojovali hrdinně za Rakousko-Uhersko, ale první republika to tutlala

KG
Posty: 208
Rejestracja: 19 maja 2018, 16:16

Re: Rosyjscy generałowie pochowani w Galicji

Post autor: KG » 22 sty 2019, 17:29

Cieszę się, że jeszcze o tym tekście pamiętacie, przy czym ja kilka swoich większych kawałków skopiowałem ze starego i wkleiłem na nowe forum kilka miesięcy temu.
Między innymi ten o „generale” i innych przypadkach.
viewtopic.php?f=46&t=103
Linki działają z wyjątkiem dwóch, odnoszących się do padłego forum.

A wracając do generała zmarłego w pociągu na linii tarnowsko-leluchowskiej.
Taka sama notatka jest też w prasie austriackiej. Informacja o ujęciu generała na pewno pojawiłaby się w meldunkach. Zapewne więc wzmianki w prasie to propaganda.
Byłaby to jednak większa kombinacja? Jest bowiem wcześniejszy artykuł prasowy o pojmaniu rosyjskiego generała pod Kraśnikiem. Stosowny fragment, będący kontynuacją opisu sukcesów niemieckich, brzmi mniej więcej tak:
„Zwycięstwo na zwycięstwo. W tych samych dniach także nasze wojska na olbrzymim froncie między Wisłą a Dniestrem osiągnęły w wielkiej bitwie, która jeszcze jest w toku, na lewym skrzydle, nacierając przez Kraśnik, pod Niedrzwicą Dużą, tylko 17 km od Lublina, pod komendą GdI. Viktora Dankla okazałe zwycięstwo nad przeważającymi siłami nadciągających Rosjan. Tysiące jeńców, dowodzący rosyjski generał z całym sztabem oficerów, wpadły w nasze ręce. 10 dywizji z 6 różnych korpusów Rosjan stanęły przeciwko nam i zostały przez nas pobite.”
A jak już o rosyjskich generałach w 1914 roku, to jeszcze dwa przypadki.
W tych samych dniach prasa donosiła wielokrotnie o ciężkim zranieniu generała Wannowskiego w walkach pod Kamionką Strumiłową, „gdzie 5000 Kozaków zostało zwyciężonych przez niewielki oddział austriackiej kawalerii”.
Według jednej wersji miał on być ciężko ranny wskutek salwy oddanej w kierunku czerwonej plamy (generalski uniform) wśród jednolitych rosyjskich mundurów, a według innej – stało się to wskutek bezpośredniego starcia z żołnierzem Honvédu, a narzędziem była broń biała.
Generał został przewieziony do Lwowa, gdzie zajął się nim dr Ziembicki (zapewne Witołd Ziembicki (1874-1950) - widać miał szczęście do trudnych przypadków – to on wraz z Ludwikiem Rydygierem próbował ratować Andrzeja Potockiego).
Pogrzeb generała odbył się 27 sierpnia na Cmentarzu Janowskim. Zwłoki zostały ekshumowane wkrótce po wejściu Rosjan. 16 września w uroczystym kondukcie przewieziono je na dworzec (kompania honorowa, sotnia kozaków) skąd miały zostać przetransportowane do Petersburga. W ceremonii uczestniczyła żona generała.
Siergiej Wannowskij (1869—1914) był synem byłego rosyjskiego ministra wojny gen. piechoty Piotra Wannowskiego (1822-1904) i bratem generała Borysa Wannowskiego (1860 – nie wcześniej niż 1917). Odznaczony Orderem św. Jerzego 4. klasy (29.09.1914).
O jego śmierci jest też wzmianka w OUlK, przy czym w spisie osób wymieniony jest inny generał - Gleb Michajłowicz Wannowski (1862-1943).

W notatkach prasowych jest też trochę pobocznych, mniej lub bardziej wiarygodnych informacji - przy generale znaleziono jego carską nominację na gubernatora Galicji we Lwowie, cały swój osobisty dobytek darował Austriackiemu Czerwonemu Krzyżowi, a na łożu śmierci za istotne uznał, by przekazać światu: „Węgierscy huzarzy to diabły wcielone! Im rady dać nie można!”. Towarzyszący mu rosyjski lekarz sztabowy wychwalał humanitaryzm i rycerskość przeciwnika.

Prasa podawała również, że w tym czasie został ranny bądź też zginął pod Gródkiem albo pod Janowem rosyjski generał von Rode (Rohde, Rhode), pierwszy gubernator wojenny Galicji (to już byłby drugi po Wannowskim).
Informacja o śmierci we Lwowie i pogrzebie na cmentarzu Łyczakowskim znalazła się też w Kuryerze Lwowskim, wówczas wydawanym już pod władzą rosyjską:
https://images91.fotosik.pl/111/10a296b6e0ba5805med.jpg
Niewątpliwie chodzi o dowódcę 42. dywizji piechoty, który wkroczył jako pierwszy do Lwowa i wydał pierwszą odezwę do mieszkańców.
Problem w tym, że wg dostępnych mi informacji gen. Rode nie zginął w 1914 roku, a za walki pod Lwowem we wrześniu 1914 roku został odznaczony Orderem św. Jerzego 4. klasy. 42. dywizją dowodził do 25.04.1915, a potem 7. korpusem syberyjskim. Zmarł w Helsinkach w 1935 roku.
Jak to często w sprawach militarnych bywa, nie podawano w prasie imienia generała.
A na rosyjskich stronach internetowych, w tym na tej, z której dość często korzystam, w biogramach są podwójne dane – zarówno co do imienia jak i „otczestwa”.
http://www.grwar.ru/persons/persons.html?id=1231

Роде Готлиб Павел Вильгельм (Василий) Карлович (Павлович)

Czy są to dane dwóch generałów von Rode:
Готлиб Павел Вильгельм Павлович Роде
i
Василий Карлович Роде

A np. w spisie odznaczonych orderem św. Jerzego jest Gottlieb Paweł Wilhelm Pawłowicz / Готлиб Павел Вильгельм Павлович.
http://cavalier.rusarchives.ru/awards?A ... _page=1499
Może ktoś to zweryfikować?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość