Siegfried Wechsberg – grób we Wrzępi

Cmentarze I wojny światowej
KG
Posty: 329
Rejestracja: 19 maja 2018, 16:16

Siegfried Wechsberg – grób we Wrzępi

Post autor: KG » 12 cze 2020, 22:13

Morawska Ostrawa, 14 maja 1916
Drogi Ranno
Około dwa tygodnie temu zwróciłem się do mojego kolegi w Krakowie Oblt. Klusaka i dzisiaj, gdy przed kilkoma godzinami dotarłem do Morawskiej Ostrawy, skojarzyłem, że Ty właściwie jesteś jedyny, do kogo mogę się w tej sprawie zwrócić i tak kieruję się dzisiaj z prośbą do Ciebie, kładę Ci to na serce, że użyjesz po koleżeńsku wszystkich będących w Twojej dyspozycji środków.
Mój młodszy brat porucznik pozostający w ewidencji Siegfried Wechsberg z 3. kompanii 32. pułku piechoty pospolitego ruszenia (może nosił wówczas jeszcze dystynkcje podporucznika) zginął 22 listopada 1914 około godz. 4 po południu koło Wrzępi (w okolicy Wygody), miejscowość leży podobno 27 km na północny wschód od Bochni.
Jeśli chodzi o nasz pułk, w którym miałem wystarczająco znanych mi oficerów i żołnierzy, nie udało mi się nic dowiedzieć z absolutną pewnością. Nigdy nie miałem możliwości samodzielnie poszukać na miejscu. Gdy zestawię wszystko, czego się dowiedziałem, daje to taki obraz:
Relacje zgodne są w jednej mierze - mój biedny brat zginął. Sytuacja mniej więcej następująca: natarcie plutonami na tej samej wysokości przez las, w którego środku znajduje się większa leśna polana. Ułożenie na skraju lasu za naturalnym wałem. Przed lasem wolne pole, naprzeciw wieś Wrzępia, w której znajdowali się Rosjanie. Mój brat otrzymał rozkaz pójścia naprzód, za nim postępowało tylko kilku ludzi, mówi się o czterech - pięciu podoficerach. Mój brat opuścił pozycję przez małe przejście, jakie znajdowało się w skarpie. Udało się tylko około 15 kroków przed wał i padł z postępującymi za nim ludźmi pod ogniem karabinu maszynowego Rosjan. Co wówczas nastąpiło, nie możemy właśnie ustalić. Faktem jest, że przy nadchodzącym zmroku pułk wycofał się, a mój brat z niewielką liczbą ludzi pozostał. Dalszych strat na tej pozycji nie było. Przez naszych mój brat nie był pochowany. Miesiącami mieliśmy nadzieję, że lżej lub ciężej ranny dostał się do rosyjskiej niewoli, niestety po upływie prawie półtora roku nadzieja jest coraz mniejsza.
Za szczególnie istotne uważam, co następuje:
Dowodzący
[po opuszczeniu pozycji przez oficerów] sierżant Stejskal, który widział upadek mojego brata, podniósł się ponad skarpę, by zawołać do mojego brata i w tym momencie zabity upadł, ale na stronę naszego stanowiska. Dlatego przynajmniej Stejskal musiał być pogrzebany przez naszych i przez to jest punkt odniesienia dla pozycji.
To jest właściwie wszystko, co mogę Ci powiedzieć. Słyszałem, że dano Ci do dyspozycji potężne środki do poszukiwań takich przypadków i apeluję jeszcze raz do Twojego ducha koleżeństwa, byś użył wszystkiego, aby nam pomóc.
Oczywiście dziękuję Ci już z góry za każde staranie, jakie podejmiesz i pozostaję z serdecznymi pozdrowieniami dla Ciebie i Twojej małżonki
Twój Eugen


Ldst.Oblt. Ottokar Ranna (ur. 1874) był szefem komendantury w Tarnowie (Schlachtfeldaufräumungskommando Tarnow) krakowskiego Oddziału Grobów Wojennych (Kriegsgräberabteilung Krakau), a więc zwierzchnikiem komendantów oddziałów uprzątania pól bitewnych (Schlachtfeldaufräumungsabteilungen), zajmujących się ekshumacjami i identyfikacją zwłok, urządzeniem i budową cmentarzy w Zachodniej Galicji.
O poruczniku (Oblt. i.d. Ev.) Gottliebie Klusaku wspominałem kiedyś w wątku Lew z Żurawicy, czyli Bernhard Bleeker w Galicji
https://www.austro-wegry.eu/viewtopic.php?f=49&t=118
Z zawodu był budowniczym, od roku 1909 roku wspólnikiem Pauli Korn, wdowy po „budowniczym Bielska” i właścicielu kamieniołomów w Straconce, Karlu Kornie.
Podczas wojny służył w cieszyńskim 31. pułku Landsturmu, a po zranieniu trafił do Krakowa, gdzie był, można powiedzieć, prawą ręką Rudolfa Brocha. Jego parafy i podpisy, dotyczące różnych spraw organizacyjnych, technicznych i artystycznych, znajdują się na setkach pism krakowskiego oddziału. Po wojnie Bogumił Klusak nadal zajmował się interesami wspólnie z potomkami Karla i Pauli Korn.

Eugen Wechsberg był oficerem w taborach, od 1896 jako kadet, od 1.01.1897 jako podporucznik. Aktywowany na czas wojny, w 1915 roku został porucznikiem, a w maju 1918 roku awansowano go na stopień na kapitana.
Również Siegfried Wechsberg nie był zawodowym oficerem. Do rezerwy przeszedł w 1899 roku jako kadet wadowickiego IR.56, w 1904 otrzymał stopień podporucznika. O awansie na porucznika prasa informowała w drugiej połowie grudnia 1914 roku, a więc już po jego śmierci.
https://images92.fotosik.pl/381/cc835cf7dfb6ca32med.jpg
Siegfried Wechsberg
Żródło: http://josephwechsberg.com/html/joseph- ... dhood.html
(na stronie tej także inne zdjęcia rodziny Wechsbergów)
  • Dziadek Siegmunda i Eugena Wechsbergów przybył z Galicji w okolice Ostrawy na początku XIX wieku. Tam też - w Szonowie (Šenov) niedaleko Ostrawy urodził się w roku 1831 twórca finansowej potęgi rodu Albert Wechsberg. Miał karczmę w Orłowej i zajmował się handlem zbożem. W 1879 roku przeniósł się do Ostrawy, gdzie kupił młyn parowy.
    http://www.mlejn.com/Muzeum/Krupny.htm
    Wkrótce zajął się też udzielaniem pożyczek, zaczynając działalność bankową najpierw w archetypicznej formie – na ławce placu targowego w Ostrawie, a wiarygodność kredytową swoich klientów oceniał intuicyjnie, dla jednych stając się „naszym Rotszyldem”, a dla innych „starym lichwiarzem”. Gdy umierał w 1913 roku przekazał dzieciom dobrze prosperujący dom handlowy i bank o regionalnym znaczeniu, a także wybudowaną w roku 1907 (według projektu znanego architekta ostrawskiego Feliksa Neumanna) kamienicę, w której mieściły się biura firmy i mieszkania.
    http://collections.jewishmuseum.cz/inde ... t_id/76592
    https://regiony.rozhlas.cz/zmizele-zido ... id=1&pid=2
    Ożenił się ze swoją kuzynką Fanny (Františką) Wechsberg, córką Philippa (Pinkusa) Wechsberga. Mieli dziewięcioro dzieci, z których najmłodszym był Siegfried.
    Trzech najstarszych synów otrzymało formalne wykształcenie i poszło własną drogą - Hugo (ur. 1864) był chemikiem pracującym naukowo w Hamburgu, Rudolf (1868) – inżynierem w Ostrawie, a Max (1870) – ginekologiem znanym w Wiedniu nie tylko w związku z praktyką lekarską, ale także z życia pełnego zakrętów, zapewne wynikających z choroby dwubiegunowej zakończonej samobójstwem w 1910 roku w mieszkaniu Siegfrieda.
    Trzej najmłodsi synowie - Eugen (ur. 1873, Dąbrowa), Alfred (1875, Orłowa) i Siegfried (1878, Orłowa), zostali wyznaczeni przez ojca, osobę bardzo apodyktyczną, do przejęcia rodzinnego interesu, a doświadczenie nabyli najpierw w Wiedniu i potem w ojcowskiej firmie. Być może Siegfried miał inne plany – jako szesnastolatek uciekł z domu, chcąc wstąpić do marynarki wojennej.
    Po śmierci seniora rodu przedsiębiorstwo prowadził najstarszy w trójki braci – Eugen, a młodsi mu pomagali. Podczas wojny sprawy firmowe przejął Alfred, który podobno wykorzystał swoje kontakty, by uniknąć służby wojskowej. Angażował kapitały w pożyczki wojenne, tak więc interesy rodzinne mocno podupadły, a ostateczny kres położył im wielki kryzys gospodarczy z lat 30.
    O rodzinie Wechsbergów:
    http://www.mlejn.com/Muzeum/Wechsberg.htm
Niewątpliwie Ottokar Ranna w Tarnowie to był najlepszy z możliwych adresów.
Już 22 maja zwrócił się on do Oddziału Uprzątania Pól Bitewnych w Wiśniczu Nowym.
Oddziałem tym dowodził Lt. Mieczysław Wyszyński (rocznik 1884), który także był oficerem nowosądeckiego 32. pułku piechoty, tyle że Landwehry, a z wykształcenia inżynierem. Ranny na samym początku wojny i zakwalifikowany później jako zdolny „do zadań lokalnych”, sprawami pochówków i budowy cmentarzy w Zachodniej Galicji zajmował się już od września 1915 roku.
Mieczysław Wyszyński 4 czerwca przesłał obszerne wyniki swojego dochodzenia, dołączając do meldunku fotografię grobu. Ustalił, że w lesie na południowy wschód od Wrzępi, około 500 m na pn.-wsch. od punktu wysokościowego 194 zostało pochowanych dwóch podporuczników z 32. pułku piechoty Landsturmu. Według zeznań ludności, dzień po potyczce jej ofiary na rozkaz rosyjskiego patrolu zostały pochowane przez gminnego asesora Jana Kareckiego. Jeden z zabitych oficerów był blondynem średniej budowy, miał jasne oczy i jasne wąsiki, drugi – także średniej budowy, włosy ciemne, nieco ciemniejsze i większe wąsy.
Obydwaj zostali zabici podczas popołudniowej potyczki, już pod wieczór, podczas odwrotu, niedaleko skraju lasu. Poszukiwano przy poległych oficerach jakichkolwiek listów lub kartek, ale bez rezultatu. Oprócz oficerów pochowano w tym miejscu dwóch kaprali, jednego starszego szeregowego i 33 szeregowych. Nazwisko Stejskal nie zostało potwierdzone.
Mieczysław Wyszyński napisał też, że dalsze informacje o oficerach mógłby przekazać miejscowy rolnik Johann Borowiec, służący wówczas w wojskowej grupie robotników leśnych 1. pułku piechoty w Seitendorf koło Benisch na Śląsku Austriackim (Horní Životice, Horní Benešov).
  • W tamtejszych lasach oddział ten pozyskiwał drewno obrabiane później m.in. w Opawie i transportowane dalej na budowy cmentarzy wojennych w Zachodniej Galicji.
Ottokar Ranna próbował dotrzeć do tego żołnierza, zwracając się trzykrotnie w lipcu i sierpniu do jednostki w Seitendorf, ale chyba żadnej odpowiedzi nie otrzymał.
Ustalenia Mieczysława Wyszyńskiego zostały 10 czerwca wysłane do Eugena Wechsberga, stacjonującego wówczas w Skoczowie, a ten potwierdził ich otrzymanie.
W lipcu porucznik Ranna zwrócił też uwagę swojej jednostki zwierzchniej, czyli Oddziałowi Grobów Wojennych w Krakowie, iż mimo dwóch monitów wiśnicka komenda nie uzupełnia informacji, a powinno się jeszcze zasięgnąć języka. Mieczysław Wyszyński odpowiedział na to, iż sprawa została dokładnie zbadana i dalszych ustaleń nie będzie.
W maju 1916 roku Ottokar Ranna wysłał też pismo do Oblt. Karla Schölicha w Zakliczynie, a więc oddziału graniczącego z wiśnickim, z pytaniem, czy wiadomo mu coś o pochówku Wechsberga i Stejskala. Karl Schölich niezwłocznie odpowiedział, iż Wrzępia to nie jego rejon, przy czym załączył szkic z zaznaczonym grobem Aloisa Teichmanna z II batalionu Ldst.IR.32, poległego ok. 21-23 listopada między Bratucicami a Wrzępią.
  • Aloisa Teichmanna nie ma na wykazach pochowanych. Taki więc albo ta informacja później zaginęła i żołnierz został ekshumowany jako bezimienny, bądź też w ogóle mogiły nie zlokalizowano, albo zwłoki zabrała rodzina, co też się czasem zdarzało.
Informacje przekazane do Skoczowa zapewne wkrótce trafiły do Ostrawy, gdzie mieszkała żona poległego oficera Hermine i ich synowie – Josef i Maximilian.
Josef Wechsberg (1907, Morawska Ostrawa -1983, Wiedeń) to austriacki i amerykański dziennikarz i pisarz, w Polsce znany głównie z biograficznej książki o rodzinie Straussów Królowie walca.
W książce The Vienna I Knew: Memories of a European Childhood (1979) /Die Manschettenknöpfe meines Vaters (1982) poświęca sporo miejsca swojemu dzieciństwu w czasach I wojny światowej. Skonfrontowanie ich z ówczesnymi realiami i informacjami wynikającymi z dokumentów pokazuje duże rozbieżności, ale też nie pisał podręcznika historii, lecz przekazywał odczucia dziecka podczas wojny, wspomnienia różnych wydarzeń o niekoniecznie takiej właśnie chronologii, a których osią była śmierć ojca w lesie pod Bochnią w pierwszych miesiącach walk.
Wspomina, iż we wrześniu 1914 jego matka pojechała na 2-3 dni do Krakowa, gdzie odwiedziła męża, którego jednostka (mylnie podaje, iż był to 34. pułk piechoty) w tym czasie tam przebywała. Po powrocie do Ostrawy powiedziała synowi, że była z jego ojcem do chwili, gdy pułk otrzymał rozkaz wymarszu pod Bochnię.
Pisarz podkreśla też dziwne koleje losu – jego ojciec walczył w Galicji, skąd niegdyś, według rodzinnego przekazu – wyładowanym wozem drabiniastym, przyjechał do Ostrawy jego dziadek, a Bochnia to z kolei miejsce urodzenia przyszłej żony autora wspomnień, Anny (Jo-Ann) Novak.
Galicja nie najlepiej mu się kojarzy. Jak z przekąsem zauważa, nie zna nikogo, kto emigrowałby w drugą stronę. Wspomina też: Mój ojciec był tam podczas jesiennych manewrów i często mawiał "In Polen ist nicht zu holen". Niczego prócz śmierci.
  • Jest to zresztą cytat z jednej z wersji popularnej pieśni biesiadno-geograficznej, gdzie w którejś z licznych zwrotek mowa o tym, iż w Polsce nie ma nic do zyskania, co najwyżej można stracić podeszwy w cholewach lub w innej odmianie – stamtąd nie wraca się bez strat.
    Jest popularna i dzisiaj. Bywa też jako country.
    https://www.youtube.com/watch?v=7Dijvgl3ZT8
    (demonstracja zdartych podeszew - 1:05)
    Osobiste doświadczenia Josefa Wechsberga związane z Polską też nie były najlepsze – w 1938 roku jako porucznik armii czechosłowackiej był ze swoją kompanią karabinów maszynowych na polskiej granicy.

    32. pułk piechoty Landsturmu (k.k. Ldst.IR.32) z Nowego Sącza wraz z krakowskim 16. pułkiem piechoty Landsturmu wchodził w skład krakowskiej 110. brygady piechoty Landsturmu. W początkowych czterech miesiącach wojny brygada była najpierw w 1. a potem w 4. armii. Nic nie wskazuje, by pułk w jakimś momencie został wycofany do Krakowa. W pierwszej połowie października przez kilka dni znajdował się w odwodzie na wschód od Baranowa i jest prawdopodobne, że wówczas Siegfried Wechsberg mógł otrzymać krótki urlop. Wracałby z niego w rejon ujścia Sanu do Wisły, a nie pod Bochnię. Czytając wspomnienia można w ogóle wyciągnąć wniosek, że trwała wówczas wojna pozycyjna z frontem pod Wrzępią i to w dodatku w przynajmniej trochę pagórkowatej okolicy.
    Tymczasem walki w lesie na wschód od Wrzępi były tylko epizodem w jesiennych, bardzo zmiennych zmaganiach, a leśny teren w rejonie cmentarza jest płaski.
    Najbliżej Krakowa nowosądecki pułk znalazł się w drugiej dekadzie listopada. Niemniej w tym czasie kilkudniowy pobyt liniowego oficera w Krakowie jest mało prawdopodobny. Jeśli tak się jednak zdarzyło, to istotnie Siegfried Wechsberg wracałby na front pod Bochnię. Najbardziej jednak prawdopodobne, że Hermine Wechsberg odwiedziła męża tuż przed wyruszeniem pułku na wojnę.
    Krakowska brygada Landsturmu, a w niej 32. pułk, w listopadzie 1914 roku wchodziła w skład Grupy FML. Johanna Nikicia (82. brygada piechoty Honvédu, 1. i 110. brygada piechoty Landsturmu oraz 6. i 10. dywizja kawalerii), której zadaniem było załatanie wielkiej luki pomiędzy Pogórzem a Wisłą i powstrzymanie przemieszczającego się nad Wisłę rosyjskiego XXI korpusu. O walkach krótko wspomina się w OeUlK: rankiem 22 listopada 11. dywizja piechoty, 82. brygada piechoty Honvédu i 110. brygada piechoty Landsturmu ponownie zaatakowały, jednak na zachód od środkowej Uszwicy zatrzymane zostały przez dobrze okopanego wroga.
W pamięci Josefa Wechsberga utkwiły też przysyłane przez ojca z frontu szare kartki poczty polowej, które były jedynym przerywnikiem w monotonnym rytmie życia ograniczonego do szkoły i domu. Kartki te, w których zawsze znajdowało się kilka słów do syna, miały czasem czarne stemple cenzury, spod których matka usiłowała odczytać zakrytą treść.
Autor wspomnień nie podaje, kiedy dowiedział się o śmierci ojca, poza wzmianką, że wiadomość przekazała mu matka, a słowo „heroiczny” brzmiało w jej ustach jak coś obscenicznego. Oficjalna informacja o śmierci por. Wechsberga pojawia się na Liście strat z początku lutego 1915 roku, a więc już po 10 tygodniach od walk pod Bochnią. Można przypuszczać, że rodzinę powiadomiono wcześniej. Z listu Eugena Wechsberga do Ottokara Ranny wynika jednak, że jeszcze w 1917 roku, wobec braku bezpośrednich świadków śmierci, łudzono się, iż Siegfried Wechsberg jest w niewoli.
Ważnym dla Josefa Wechsberga wydarzeniem była wizyta pułkownika Sztabu Generalnego z Ministerstwa Wojny, który przekazał pośmiertnie przyznane wysokie odznaczenie wojskowe, jednocześnie chyba relacjonując także okoliczności bohaterskiej śmierci oficera. Hermine Wechsberg przyjęła odznaczenie w milczeniu, bez oglądania zamknęła pudełeczko i włożyła je do bieliźniarki pod stos prześcieradeł, a pułkownik popatrzył na nią sztywno, zasalutował i wyszedł. Nigdy już tego odznaczenia nie wyjęła i nigdy na nie nie popatrzyła. Josef Wechsberg nigdy też nie dowiedział się, jakie odznaczenie przyznano jego ojcu. Pamiętał tylko, że było w niebieskim, atłasowym pudełku, ozdobione małymi diamentami. Prawdopodobnie skonfiskowało je Gestapo ćwierć wieku później wraz z innymi „ukrywanymi” przedmiotami, a aresztowana wówczas Hermine Wechsberg zginęła w Auschwitz.
  • Znów prozaiczny wtręt. Wzmianki prasowe o odznaczeniu Siegfrieda Wechsberga pojawiają się w lutym 1917 roku. Był to Krzyż Zasługi Wojskowej 3. klasy z dekoracją wojenną.
    https://veryimportantlot.com/de/lot/vie ... mit-110700
    Odznaczenie w tej często przyznawanej klasie nie miało diamentów. Krzyż wyższej klasy w zasadzie był poza zasięgiem podporuczników z pierwszej linii, a krzyż z brylantami otrzymał, jak podaje Wikipedia, August von Mackensen. Jeśli w moich falerystycznych dociekaniach jest jakiś feler, proszę o sprostowanie.
Josef Wechsberg wspomina też swojego stryja Eugena - oficera kwatermistrzostwa, który wciąż zajęty był wizytowaniem znajomych w swoim rotmistrzowskim [faktycznie był kapitanem od maja 1918] mundurze, niezwykle lojalnego wobec rodziny panującej, który mówiąc o Habsburgach prawie wstawał i salutował. I szczerze lubiącego wojnę. Jesienią 1914 roku służył w Cieszynie. Tam też na kilka dni zaprosił bratanka, który spędził je w towarzystwie „podwójnego” wujostwa (żony Eugena i Siegfrieda były siostrami) i ich dwóch synów. Cieszyn, jak pisze Josef Wechsberg, był wówczas siedzibą Kwatery Głównej i arcyksięcia Ferdynanda Habsburga. Z tego powodu miasto było pełne zadowolonych z siebie i z życia generałów, chodzących po mieście w starannie wyprasowanych przez służących mundurach z czerwonymi lampasami. Stryj salutował im, a niektórzy także mniej oficjalnie go pozdrawiali. Ta szczególna atmosfera zrobiła duże wrażenie na chłopcu. Inna była reakcja jego matki – cieszyliby się mniej, gdyby teraz byli z twoim ojcem w lesie pod Bochnią.
Josef przedstawiany był przez stryja jako syn młodszego brata, porucznika Wechsberga, będącego na froncie pod Bochnią. Było to źle odbierane przez oficerów, więc wkrótce przestał.
Można przypuszczać, że chłopiec był w Cieszynie dużo później, już po zaginięciu, a faktycznie śmierci, swojego ojca. Naczelne dowództwo austro-węgierskie (AOK) przeniosło się 12 września 1914 z Przemyśla do Nowego Sącza, a po prawie dwóch miesiącach, 10 listopada, wobec zagrożenia miasta przez siły rosyjskie, wycofało się do Cieszyna. Biorąc więc pod uwagę czas transportu i okrzepnięcia w nowym miejscu, obraz zadowolonej i zadomowionej w Cieszynie generalicji niezbyt przystaje do listopada 1914 roku. Nie powinna też budzić zakłopotania u oficerów informacja, iż ojciec przedstawianego im dziecka jest na froncie. Co innego spotkać sierotę po swoim podwładnym, być może ofierze własnych rozkazów…
Josef Wechsberg, mając 17 lat, pojechał wraz z marką w dziesiątą rocznicę śmierci ojca na grób do Wrzępi. Jak wspomina, 22 listopada 1924 roku ich przewodnikiem był miejscowy stary rolnik, który pokazał im miejsce, w którym przypuszczalnie były okopy pod wzgórzem z polaną na wierzchołku i przedstawił powszechnie znane w okolicy heroiczne okoliczności śmierci oficera.
Żołnierze rosyjscy mieli swoje stanowiska z karabinami maszynowymi na polanie, w miejscu, gdzie potem pochowano poległych. Rozkaz zdobycia za wszelką cenę dobrze bronionego wzgórza został przekazany telefonicznie z dowództwa znajdującego się daleko w tyle i nie obeznanego w sytuacji. Wyznaczonym do natarcia nie udzielono żadnego wsparcia artyleryjskiego. Wydawało się, że żołnierze, świadomi swej beznadziejnej sytuacji i tego, iż nikt żywy nie dotrze do wierzchołka, nie ruszą z okopu. Było to niewyobrażalne dla oficera wychowanego w duchu odwagi i lojalności. Wobec grożącej niesubordynacji i buntu, wydobył szablę i ruszył sam do ataku. Po chwili poszli też za nim, niejako automatycznie, jego podwładni. Żołnierze rosyjscy początkowo nie otworzyli ognia. Albo byli zaskoczeni nierozważnym natarciem, albo chcieli przeciwnika dopuścić jak najbliżej i ostrzelać, gdy stanie się łatwym celem. Po pewnym czasie uruchomili karabiny maszynowe. Wszyscy atakujący zginęli. "Ścinali ich tak, jak my kosimy trawę”, powiedział stary chłop i splunął, gdyż był głęboko poruszony. Zaklął po polsku, a potem znów padł na kolana i ponownie odmówił „Ojcze Nasz.”
Grób masowy znajdował się na polanie w głębokim, ciemnym lesie, w miejscu gdzie żołnierze zostali zabici. Był ledwo widoczny, oznaczony prymitywnym drewnianym krzyżem, jaki umieszczono tam jeszcze w 1914 roku, a na tabliczce słabo widoczne były nazwiska poległych – u góry jako pierwsze Siegfrieda Wechsberga, poniżej, jak opowiadał chłop, jego podkomendnych. Mówił też, że przychodzą tu ludzie z okolicy, by się pomodlić. Latem na grobach rósł mech i dzikie kwiaty, po których w listopadzie nie było już śladu.
Znacznie później wojska austriackie podciągnęły artylerię i ostrzelały rosyjską pozycję, zmuszając przeciwnika do odwrotu. Dopiero wtedy możliwe było pochowanie zabitych.

Owo wspomnieniowe „znacznie później” to grudniowe działania po bitwie pod Limanową i Łapanowem, rozstrzygniętej przez ataki 3. armii z karpackich przełęczy, co spowodowało szybkie wycofanie się w kierunku Dunajca zagrożonych oskrzydleniem wojsk rosyjskich, bez istotnych walk w rejonie na północ od Bochni.
Opisane okoliczności są znacząco różne od tych z listu Eugena Wechsberga. Jest i trzecia wersja, znana z przewodnika Romana Frodymy, który często ubarwia swoje teksty zasłyszanymi podczas zbierania materiałów opowieściami, a tę poznał ponad 20 lat temu: .
Wieść gminna powiada, że część pochowanych tu żołnierzy to ofiary krwawej kłótni przy grze w karty, z której skorzystali Rosjanie, dokonując wypadu i ostrzeliwując bijących się między sobą Austriaków z broni maszynowej.
(Roman Frodyma, Galicyjskie cmentarze wojenne, t. III, Pruszków 1998)
  • Mam nadzieję, że z czasem pochowani w lesie we Wrzępi przez intersujących się tymi wydarzeniami nie będą już kojarzeni wyłącznie ze zgubnym, karcianym nałogiem.
Zwraca uwagę opis mogiły. Odpowiada on stanowi sprzed budowy cmentarza, a więc ze sporządzonego przez Mieczysława Wyszyńskiego raportu, do którego załączono zdjęcie. Czy Josefowi Wechsbergowi nie nałożył się obraz zapamiętany z dzieciństwa na rzeczywisty widok mogiły w latach dwudziestych? Wspomina o wzruszeniu, które nie pozwoliło jemu i jego matce na odmówienie modlitwy. Pamięta natomiast deszczowy, jesienny dzień, czy też szczegóły opowieści i zachowania się ich przewodnika.
Cmentarz został wytyczony we wrześniu 1917 roku. Objął dwie istniejące zbiorowe mogiły, których nie ekshumowano. Prawdopodobnie zasadnicze prace poszły szybko – użyto typowych elementów, jakie stosował w tej okolicy odpowiedzialny za okręg bocheński rzeźbiarz Oblt. i.d.Ev. Franz Stark – prefabrykowane słupki, gazowe rury, typowe krzyże nagrobne jego projektu osadzone w prostych cokołach, niewielki pomnik z dużym krzyżem projektu Gustava Ludwiga, małe krzyże tegoż architekta nałożone na dwa narożne słupy ogrodzenia.
https://images92.fotosik.pl/381/feeb15b692c4acc4med.jpg
https://images91.fotosik.pl/381/3c00f6d83e3704bcmed.jpg
Według planu prac z 11 stycznia 1918 cmentarz był gotowy z wyjątkiem łańcucha w wejściu, który dopiero miał być dostarczony. Należało też jeszcze uformować kopce mogilne i urządzić zieleń (trawa, żywopłot, drzewa). Natomiast określenie „gotowy” w tym i w wielu innych przypadkach nie oznacza, iż były już zamocowane tabliczki nagrobne. Te zostały zamówione dopiero 10 lipca 1918 roku, a bielska emaliernia z powodu braku ludzi od dłuższego czasu miała duże trudności z wyprodukowaniem odpowiedniej liczby emaliowanych szyldów. Nie ma też na nagrobkach śladów ich montażu, więc można przypuszczać, że tak późne zlecenie nie zostało wykonane. W wykazie z początku lat 20. zaznaczono, iż cmentarz jest wykończony, co, znając inne zapisy, również nie oznacza, że tabliczki były. Możliwe więc, że w 1924 roku na grobie nadal umocowana była pierwotna tabliczka z nazwiskami.

Z rozproszonych informacji archiwalnych wynika, że Siegfried Wechsberg został pochowany na lewo od wejścia na cmentarz, w grobie masowym (38 zwłok), oznaczonym jako nr 2 na planie zamieszczonym w tomie III Poległych w Galicji Zachodniej 1914-1915 Jerzego Drogomira. W mogile na prawo od wejścia leży 13 osób. Teraz obydwa groby są tej samej wielkości, jednak z archiwalnych rysunków wiadomo, że grób po lewej miał powierzchnię 6,6 m kw., a po prawej – 14,4 m kw,. Całkiem więc możliwe, że to szkic Mieczysława Wyszyńskiego oddaje rzeczywiste położenie grobów 1 i 2, a Siegfried Wechsberg jest pogrzebany na prawo od wejścia.
https://images89.fotosik.pl/382/c15871de5630551dmed.jpg
(Archiwum Narodowe w Krakowie, GW 35)
Akta archiwalne, podobnie jak dotyczące innych cmentarzy w tej okolicy, nie należą kompletnych. Między innymi można z nich wyciągnąć wniosek, że pochowani we Wrzępi byli żołnierzami 32. pułku obrony krajowej, gdyż w kartach ewidencyjnych, będących jedynym źródłem wiedzy o personaliach zabitych, wpisano skrótowe oznaczenie Landwehry. Nowosądecki pułk obrony krajowej był wówczas w innym rejonie, a co do udziału w walkach pod Bochnią landszturmistów nie ma wątpliwości.
Oprócz Siegfrieda Wechsberga we wspólnym grobie pochowano także nieznanego z nazwiska podporucznika z Ldst.IR. 32 i 36 żołnierzy, spośród których tylko jeden jest znany (szer. Emil Antl, Ldst.IR.32).
W drugim grobie pogrzebanych jest 6 znanych żołnierzy z Ldst.IR. 32 (plutonowi Johann Gawliński i Adalbert Madura oraz szeregowi Ladislaus Kołodziej, Franz Żurawski, Johann Sikora i Alois Weiss) oraz 7 nieznanych.
Można przypuszczać, że wielu z tych niezidentyfikowanych również należało do nowosądeckiego pułku.
Z listu cytowanego na początku postu wynika, że atak, w którym zginął Siegfried Wechsberg, nie przyniósł dużych strat. Sądząc jednak po liczbie pochowanych, były one spore, ale zabici mogli być też z innych kompanii a może i pułków, walczących w najbliższej okolicy. Wśród pogrzebanych nie ma żołnierzy rosyjskich.
Oprócz Siegfrieda Wechsberga żadnego z wymienionych w aktach krakowskiego archiwum nie udało mi się znaleźć na Listach strat. Są tam natomiast inni żołnierze z Ldst.IR.32, którzy zostali zabici w dniach 19.-24.11.1914 - Anton Dockal (11. komp.), Karl Hruby (11.komp., gmina przynależności Bousín), Franz Jangl (Zgsf., 3. komp., Kuttenberg / Kutná Hora), Josef Ketroutek, 1.komp., Jaromeřice,
Ladislaus Korcyl (10.komp.), Martin Koudelka (11.komp., Hrubeitz/Hrubčice), Ludwig Kral (10.komp.), Franz Kurowski (11.komp.), August Vacula (12. komp.), Cyrill Vana (8. komp., Mähr. Weisskirchen / Hranice). Jak widać, pułk zasilony był żołnierzami z Czech i Moraw.
Na innej Liście strat jest jeszcze pochodzący z Hyżnego koło Rzeszowa a urodzony w roku 1883 szeregowy Josef Füttersack recte Papier z 9. kompanii 32. pułku piechoty Landsturmu, poległy 22.11.1914, czyli w dacie potyczki koło Wrzępi. Wysoce prawdopodobne, że pochowano go na wojennej kwaterze cmentarza żydowskiego w Bochni - w archiwalnym wykazie żołnierzy pogrzebanych na kirkucie jest bowiem wymieniony, bez bliższych danych, austro-węgierski szeregowy Futtersack. Nazwisko to występowało w rejonie Rzeszowa w kilku wersjach pisowni.

Jak wspomina ks. Gögele (Hinter den Fronten Galiziens. Feldkaplan Karl Gögele und sein Verwundetenspital. Aufzeichnungen 1914-1915, oprac. Monika Mader, Bozen 2016), wiosną 1915 roku w ekshumacjach w okolicy Bochni uczestniczyli przedstawiciele wyznaniowej gminy żydowskiej, którzy po rozpoznaniu zwłok organizowali pochówki na cmentarzu żydowskim.
Bardzo wysokie były w tych dniach straty wśród oficerów pułku. Oprócz Siegfrieda Wechsberga poległo dwóch innych podporuczników: Andreas Kurowski (8.komp., ur. 22.09.1872 w Jaworniku, gmina przynależności Żmigród, sędzia powiatowy i naczelnik sądu powiatowego w Żmigrodzie, wcześniej adiunkt we Frysztaku i auskulant w Wadowicach, jego synem był ks. Tadeusz Kurowski http://krakowianie1939-56.mhk.pl/pl/arc ... ,5634.chtm ) oraz Bruno Berger z czeskiego miasteczka Bzenec / Bisenz (Lt.i.V.d.Ev., 5.komp., gmina przynależności Uherský Ostroh/Ungarisch Ostra, w cywilu urzędnik w leżącym na pograniczu Śląska i Moraw Bruntálu / Freudenthal).
https://images89.fotosik.pl/382/adb32ee0a7d73e3emed.jpg
Bruno Berger
Interessantes Blatt, 11.03.1915
Ranni w tym czasie zostali: dr Viktor Gutwiński (Lt.i.V.d.Ev., 5.komp.), Oskar Hammerschlag (Lt., 1.komp.), Ladislaus Janik (Lt., 1.komp.), Zenon Jurewicz (Lt.i.V.d.Ev., 3.komp.), Ladislaus Kalinowski (Lt.i.V.d.Ev, 8.komp.), Franz Korejž (Lt., 1.komp.), Johann Kwiecień (Lt.i.V.d.Ev., 8.komp.), Robert Obtresal (Lt., 3.komp, drugie zranienie na tej wojnie), Stanislaus Turowski (Lt.i.V.d.Ev., 3.komp.), Felix Weissbuhn (Lt., 1. komp.) i Siegmund Neusser (Fldw.KdttAsp., 3. komp.).
Jako zabity wymieniony jest też na Liście strat wspomniany w liście Eugena Wechsberga Fldw. Johann Stejskal (3. komp., gmina przynależności Malé Lazníky/Klein Lasnik, niedaleko Ołomuńca).
Oficerem w Ldst.IR.32 (10. kompania) był również Robert Motka, jeden z architektów Kriegsgräberabteilung Krakau. Służbę frontową, zakończoną orzeczeniem lekarskim stwierdzającym wyczerpanie nerwowe, odbył właśnie jesienią 1914 roku – od 18 października do 5 grudnia.
Nieco informacji o nim w końcowej części tekstu:
https://www.austro-wegry.eu/viewtopic.php?f=54&t=129
  • Cmentarz należy administracyjnie do wsi Bratucice w gminie Rzezawa (Wrzępia jest w gminie Szczurowa). Określany jest w dokumentach jako Wrzępia nr 318 (w numeracji pierwotnej – Wrzępia LX/9) i taka nazwa się przyjęła.
    Znalezienie go nie jest proste. Jadąc od strony Uścia Solnego należy minąć skrzyżowanie do Strzelc (droga w lewo) i już za tablicą „Bratucice” skręcić w lewo w wąską drogę asfaltową, która dalej przechodzi w polną, wzdłuż ogrodzenia, za którym wybieg dla koni, do lasu, gdzie lekko w prawo i jeszcze około 100 m (od drogi głównej ok. 800 m).
I jeszcze o jednej ofierze tamtej wojny.
W Binarowej (cmentarz nr 110) pochowany jest w mogile masowej dr Gustav Wechsberg, urodzony w 1890 roku w Starych Hamrach u zbiegu Białej i Czarnej Ostrawicy. Z tej samej wsi pochodziła matka Siegfrieda Wechsberga, która była córką Philippa Wechsberga i Judith (z.d. Löw), a urodziła się w roku 1837. Jej młodsze rodzeństwo przyszło na świat w Ostrawicy (Friederike, 1843) i w Starych Hamrach (Siegmund, 1851), przy czym wg danych na stronie www.geni.com żaden z czterech synów Siegmunda nie miał na imię Gustav, a Friederike była bezdzietna. Niemniej, zważywszy na historię tej rodziny, jest bardzo prawdopodobne, że prawnik Gustav Wechsberg pochowany w Binarowej był krewnym bankiera Siegfrieda Wechsberga poległego pod Wrzępią.
https://images89.fotosik.pl/382/0f5d86aace73c0e1med.jpg
W odróżnieniu od zawsze uporządkowanego cmentarza we Wrzępi, ten w Binarowej jakoś nie ma szczęścia.

Awatar użytkownika
DAR
Posty: 202
Rejestracja: 02 cze 2018, 23:05
Kontakt:

Re: Siegfried Wechsberg – grób we Wrzępi

Post autor: DAR » 12 cze 2020, 23:48

Jak zwykle rewelacyjny test :!: . Dzięki KG
"Dobre od złego jeden krok dzieli - mówi przysłowie
Więc chyba i złe od dobrego?"

Aleksander Sołżenicyn Archipelag Gułag

Jan Majewski
Posty: 89
Rejestracja: 28 maja 2018, 23:11

Re: Siegfried Wechsberg – grób we Wrzępi

Post autor: Jan Majewski » 14 cze 2020, 11:49

Praca zdalna i ograniczenia mobilności w czasie kwarantanny służą.
Podziwiam tych, którzy w rozproszonych archiwach potrafią znaleźć i połączyć pojedyncze wiadomości w całość (wspominałem KG już o tym niejednokrotnie) . Wychodzi z tego biografia żołnierza, który często spoczywa w bezimiennym grobie, tak jak w tym przypadku na 318-stce we Wrzępi.
Dlatego przy remontach cmentarzy tak dużą wagę przywiązujemy do tabliczek na żołnierskich mogiłach.
Nawet w przypadku tego cmentarza można by się pokusić o ich odtworzenie... lub zaprojektowanie i zamontowanie po ponad stu latach.

...W odróżnieniu od zawsze uporządkowanego cmentarza we Wrzępi, ten w Binarowej jakoś nie ma szczęścia.

O cmentarzu w Binarowej pamiętają 1-go i 11-go listopada, gdy młodzież zapala dziesiątki zniczy, a "miejscowi" na mogiły przenoszą niepotrzebne im sztuczne wiązanki kwiatów z grobów swoich bliskich.
Byłem na nim wczoraj, szkła po zniczach ułożone w sporych rozmiarów krzyż po listopadowych! uroczystościach przerośnięte są już wysoką trawą.

KG
Posty: 329
Rejestracja: 19 maja 2018, 16:16

Re: Siegfried Wechsberg – grób we Wrzępi

Post autor: KG » 14 cze 2020, 16:10

Dziękuję kolegom za dobre słowo.
Przygotowanie tabliczek na cmentarz we Wrzępi (Bratucicach) nie powinno nastręczać trudności. Jak wyżej pisałem, mam tylko wątpliwości co do ich rozmieszczenia.
W Binarowej od lat źle wygląda.
Ale gdy jakiś czas temu upadł jeden z dwóch ostatnich oryginalnych krzyży Hansa Mayra, to ratunek (nieinstytucjonalny) przyszedł szybko. Mój przedpiśca wraz z kolegami spontanicznie i w trymiga ustawił krzyż do pionu w taki sposób, że, pomijając okoliczności nadzwyczajne, już się nie wywróci.
https://images92.fotosik.pl/382/2a9419869696b05bmed.jpg
https://images92.fotosik.pl/382/30dfc330533a7833med.jpg
Jan Majewski pisze:
14 cze 2020, 11:49
szkła po zniczach ułożone w sporych rozmiarów krzyż po listopadowych! uroczystościach przerośnięte są już wysoką trawą.
Takie szkło schowane w trawie to przy koszeniu jak szrapnelowa lotka i może być nieszczęście niczym w niedzielę 15 stycznia 1911 roku na Łysej Górze (1324) w Beskidzie Śląsko-Morawskim.
Adalbert Labei, pomocnik kasjera w zakładach hrabiego Wilczka, był znaną i szanowaną postacią a zarazem zagorzałym zwolennikiem sportów zimowych, który dążąc do doskonałości w jeździe na nartach nie unikał niebezpiecznych eksperymentów. Wówczas podjął się brawurowego zjazdu z Łysej i mimo swych niebagatelnych umiejętności podczas ostrego skrętu przy dużej prędkości na zmrożonym śniegu uderzył w pień drzewa tak nieszczęśliwie, że doszło do rozerwania podbrzusza.
Mimo bólu, a zapewne i znacznego upływu krwi, ostatkiem sił dowlókł się z powrotem do schronu Beskidenvereinu Erzherzog-Albrecht-Schutzhaus.
http://www.lysahora.cz/fotky/prezentace ... =3915&od=2
Udzielono mu tam pierwszej pomocy. Bardzo fachowej, gdyż szczęśliwie trafił w ręce wybitnego chirurga - dr. Hermanna Hinterstoissera (1861-1932), w latach 1892-1930 dyrektora szpitala w Cieszynie, skądinąd brata pioniera austro-węgierskiej awiacji Franza Hinterstoissera (1863-1933).
Pozostało jeszcze zwiezienie rannego na dół, czym zajęli się obecni w tym czasie w schronisku ostrawscy bankierzy Eugen i Siegfried Wechsbergowie, aptekarz Ptaczek (zapewne Moritz Ptaczek, aptekarz i automobilista z Ostrawy), dr Ernst Strassmann (tak nazywał się ówczesny dyrektor browaru w Ostrawie) i nauczyciel zawodu Klewar (zapewne Hans Klewar ze śląsko-morawskiego Fulneku). Ułożyli rannego na sankach i zaczęli żmudny, a zarazem niebezpieczny i bolesny dla rannego transport. Przy Ostrauer Hütte dołączył jeszcze do nich gospodarz tego schroniska, Antony.
http://www.lysahora.cz/fotky/prezentace ... 3915&od=11
W tym czasie panna Passauer [prawdopodobnie chodzi o znaną wówczas łyżwiarkę figurową z Ostrawy, występującą w parze z H. Ptaczkiem] zjechała na nartach do Ostrawicy, skąd telefonicznie zorganizowała dalszy transport z dworca witkowickiego w Ostrawie, gdzie ranny dotarł z Ostrawicy pociągiem. Gdy ambulans przywiózł ówczesnego narciarza ekstremalnego do ostrawskiego sanatorium, czekał tam już ordynator dr Friedrich Neugebauer i niezwłocznie przeprowadził udaną operację.

Awatar użytkownika
DAR
Posty: 202
Rejestracja: 02 cze 2018, 23:05
Kontakt:

Re: Siegfried Wechsberg – grób we Wrzępi

Post autor: DAR » 14 cze 2020, 23:47

Miał chłopina kuuuupę szczęścia...
"Dobre od złego jeden krok dzieli - mówi przysłowie
Więc chyba i złe od dobrego?"

Aleksander Sołżenicyn Archipelag Gułag

Awatar użytkownika
Trotta
Posty: 700
Rejestracja: 18 maja 2018, 15:19
Lokalizacja: Lublin/dawniej Kraków

Re: Siegfried Wechsberg – grób we Wrzępi

Post autor: Trotta » 17 cze 2020, 08:10

...a poza tym sądzę, że to wszystko powinno wyjść na papierze!

Świetny tekst, że tak powtórzę za sobą i innymi :)
Die Gott als Slav und Magyaren schuf, Sie streiten um Worte nicht hämisch,
Sie folgen, ob deutsch auch der Feldherrnruf, Denn: Vorwärts! ist ungrisch und böhmisch [Grillparzer]

Awatar użytkownika
Ursi
Posty: 385
Rejestracja: 18 maja 2018, 16:57
Lokalizacja: Leżajsk (dawniej)
Kontakt:

Re: Siegfried Wechsberg – grób we Wrzępi

Post autor: Ursi » 17 cze 2020, 08:28

Trotta pisze:
17 cze 2020, 08:10
...a poza tym sądzę, że to wszystko powinno wyjść na papierze!
A przynajmniej w pdf-ie. :mrgreen:
Můj praděda byl voják, který válčil na Piavě.

Awatar użytkownika
DAR
Posty: 202
Rejestracja: 02 cze 2018, 23:05
Kontakt:

Re: Siegfried Wechsberg – grób we Wrzępi

Post autor: DAR » 17 cze 2020, 22:19

I epub'ie :!: :D
"Dobre od złego jeden krok dzieli - mówi przysłowie
Więc chyba i złe od dobrego?"

Aleksander Sołżenicyn Archipelag Gułag

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości